niedziela, 25 kwietnia 2021

rozdział 55

    Miała rację, Itan od razu zaprowadził ją do auta.

    - Żadnej eskorty? - spytała widząc, że nikt im nie towarzyszy.

    - W tą stronę nie, pani Selino - odpowiedział zdawkowo. W sumie była mu wdzięczna za milczenie, nie rozpraszał jej przed tym ważnym momentem.

    Wcześniej mówił, że prezident mieszka w rezydencji zwanej Białym Domem. Wymawiał tę nazwę w taki sposób, że nie miała wątpliwości, że pisze się ją dużymi literami. Mówił, że strażnicy prezidenta są świetnie wyszkoleni, i zareagują bez wahania, jeśli zagrozi mu jakieś niebezpieczeństwo. Nie dodał, żeby nie robiła niczego głupiego i musiała uznać, że czegoś się nauczył. Niechętnie mówił też, że cały świat obejrzy jej mowę dzięki urządzeniom, które przesyłają obraz tak, jak radio przesyła dźwięk. Zainteresował ją ten temat, ale nie pytała, nie łudziła się nawet, że dostanie odpowiedzi.

    Rezydencja prezidenta robiła wrażenie. Biel ścian ładnie odcinała się od soczystej zieleni trawników. Kolumny i ogólnie styl architektoniczny wydawały się Nikce trochę dziwne, ale nie brzydkie. Biały Dom pasował do innych okazałych budynków, które mijali po drodze tutaj. Spodziewała się, że będzie większy, że może stoi na wzgórzu, ale tak nie było.

    - Panie Hill, ma pan dla mnie jakieś rady? - spytała, kiedy wjechali już na teren rezydencji.

    - Trzymaj się planu, panuj nad sobą, słuchaj Kamilli.

    Kamilli? Czemu nie jego, myślała, że nie odpuści takiej okazji i będzie jej towarzyszył. No tak, nie lubi zamieszania wokół swojej pracy, a tu mają być redaktorzy i transmisja na cały świat. Z jakiś powodów to się jej nie spodobało, ale nie miała czasu tego analizować.

    - I oby bogowie nade mną czuwali - posumowała.

    - Oby - zgodził się. - Poczekaj, aż otworzą ci drzwi - dodał, gdy podjeżdżali pod wejście. Zauważyła panią Pik i kilka innych osób. Poczekała, wysiadła, wyprostowała się i przywołała na usta delikatny, przyjazny uśmiech.

    Oni są tu dla ciebie, przyszli usłyszeć, co masz do powiedzenia - powtarzała sobie w myślach. Kamilla przywitała się z nią serdecznie i przedstawiła swoim towarzyszom. Byli to ludzie z otoczenia prezidenta, którzy mieli zadbać o odpowiedni przebieg tej wizyty. Nikka powinna zapamiętać ich nazwiska, ale wyleciały jej z głowy niemal natychmiast. Powstrzymała się przed uważnym obejrzeniem okolicy i strażników. Byli tu, czuła na sobie ich wzrok. Ale to spotkanie dyplomatyczne, nie będzie się więc nimi przejmować. Zresztą powinna się trzymać planu.

    Dała się zaprowadzić do środka, do ładnie urządzonego pokoju, gdzie czekała na nią fryzjerka. Szybko i sprawnie rozczesała włosy, ścięła ze cztery, może pięć cali, nałożyła na nie jakieś przyjemnie pachnące kosmetyki, a potem upięła wszystkie kosmyki do góry zużywając do tego mnóstwo wsuwek.

    - Świetnie wyglądasz z tą odsłoniętą szyją - Kamilla pochwaliła końcowy efekt. Nikka jeszcze się nie widziała, nie miała przed sobą lustra. - Zamknij teraz oczy.

    Miała słuchać Kamilli, więc zamknęła, a potem aż podskoczyła na dźwięk przeciągłego syku, który rozległ się tuż przy jej uchu.

    Panuj nad sobą, Selino - upomniała się. Czuła duszący zapach kolejnego specyfiku, którym fryzjerka pryskała jej włosy. Tylko dlaczego to tak syczało? W sumie nieważne.

    Po włosach przyszła kolej na twarz. Fryzjerka znała się też na malowaniu, miała walizeczkę pełną kosmetyków. Wyciągała je teraz jeden po drugim i po kolei kładła na twarz Nikki.

    - Otwórz trochę usta, trzymaj oczy szeroko otwarte i staraj się nie mrugać - instruowała ją przez tłumaczkę próbując nałożyć coś na rzęsy. Na rzęsy, na brwi, na usta, potem jeszcze muśnięcie pędzelkiem z tej strony, i z tamtej… Trwało to i trwało, ale najwidoczniej miały czas.

    Wreszcie wszystkie te czynności zakończyły się. Nikka powoli wstała bojąc się, że starannie układana fryzura się rozleci, ale nie, trzymała się mocno.

    - Dziękuję pani bardzo - oznajmiła, chociaż jeszcze nie widziała rezultatu końcowego. Cokolwiek z tego wyszło, na pewno będzie zgodne z tutejszymi standardami i nie zostanie źle odebrane. Fryzjerka podała jej niewielkie lustro. Kamilla niby była zachwycona, więc nie powinno być strasznie, ale mimo wszystko…

    Zerknęła raz, drugi, odsunęła lustro na długość ręki. Przez chwilę miała wrażenie, że patrzy na obcą kobietę. Nigdy wcześniej tak nie wyglądała. Upięte włosy rzeczywiście odsłoniły szyję i sprawiły, że cała twarz wydawała się smuklejsza, a puder w jakiś sposób wydobył zarys kości policzkowych. W Akurii jeśli kobieta już zdecydowała się pomalować, zwykle używała intensywnych barw do podkreślenia oczu, tu Nikka miała powieki ledwo pociągnięte jasnym odcieniem brązu. Największy akcent kolorystyczny stanowiły czerwone usta, nieco jaśniejsze od sukienki, ale pasujące idealnie. Nikka odniosła wrażenie, że wygląda bardzo poważnie, wręcz dostojnie. Dobrze, będzie jej łatwiej udawać ambasadorkę.

    Uśmiechnęła się na tę myśl. Kamilla wzięła jej reakcję za zadowolenie z wyglądu, nie wyprowadzała jej z błędu.

    - Twoim zdaniem wyglądam odpowiednio? - spytała. Tłumaczka potwierdziła.

    - Nikka, jest super, nie masz się co martwić, naprawdę.

    - Nie martwię się tylko Kalia mi nagadała, że odpowiedni wygląd jest bardzo ważny, no to chcę wiedzieć, czy tak wyglądam - spróbowała zażartować. Wyszło średnio, ale Kamilla i tak się uśmiechnęła.

    - Tak, jest jak najbardziej odpowiednio - zapewniła.

    - To co teraz? Najpierw miałam porozmawiać z prezidentem.

    Kamilla spojrzała na mały, srebrny zegarek, który nosiła na prawym nadgarstku.

    - Mamy jeszcze piętnaście minut, no i ktoś po nas przyjdzie. Nie denerwuj się, wszystko będzie dobrze.

wtorek, 6 kwietnia 2021

rozdział 54

    Następnego dnia obudziła się tuż po wschodzie słońca i kiedy Hill po nią przyszedł, była już gotowa do wyjścia. Skrócił włosy i brodę, wyglądał schludniej niż zwykle, ale nie uznała za stosowne prawić mu z tego powodu komplementy. Nalegał, by zjadła lekkie śniadanie, zgodziła się. Czuła osobliwy spokój i pustkę, jakby to wszystko miało wydarzyć się gdzieś obok, a nie z jej bezpośrednim udziałem. Modlitwy pomogły albo odpowiednio nastawiła się psychicznie. Nieważne, dopóki działało, było dobrze.

   Nawet Itan tego nie zepsuł. Dziś porzucił pozę wymagającego nauczyciela i wydawał się zainteresowany jej samopoczuciem. Nikka nie próbowała dociekać czy jest to szczere, czy udawane na potrzeby pracy, to mogłoby sprawić, że cały dobry nastrój szlag trafi. Przypomniała sobie jednak, jak parę dni temu mówił, że prywatnie byłby w stanie polegać na jej honorze, i chyba wtedy nie kłamał.

    Dobra, ogarnij się idiotko - upomniała się, bo pod wpływem rozmyślań o Hillu spokój jakby trochę ją opuścił. Na szczęście na dół zeszła Inga i mogła dokończyć swój napar z liści rośliny zwanej tii skupiając się na rozmowie z nią.

    - Nadal nie wiem, czemu chcą tylko ciebie - mówiła Inga. - Przecież mogłybyśmy tam jechać we trzy, no ale on nic nie powie - kciukiem wskazała Hilla, który kręcił się gdzieś za jej plecami.

    - A kto ich tam wie… - westchnęła Nikka. - Pojadę, zrobię swoje i wszystko wam później opowiem.

    Hill wyraźnie na coś czekał, może na odpowiednią godzinę? Nie chciała pytać. Szybko okazało się, że tym “czymś” była Helena, która wpadła do kuchni pełna entuzjazmu i wylewnie przywitała się z obiema dziewczynami. Uśmiechała się przy tym tak szeroko, że Nikka zastanawiała się, czy od tego nie rozbolą jej policzki. Przyniosła ze sobą ubranie, dwie proste suknie opakowane w cienkie, przezroczyste tworzywo. Przykładała do Nikki to jedną, to drugą, jakby nie mogła zdecydować się, która będzie lepiej pasować.

    No to zaczynamy przedstawienie - pomyślała komandor Selino i bez słowa zaczęła się rozbierać.

    Zdjęła tylko koszulę, i to wystarczyło by wywołać gwałtowną reakcję Ingi i Heleny. Helena Kerbi, tak się nazywa - przeszło jej przez myśl zupełnie bez związku z tym, co w tej chwili działo się w kuchni. Inga wpatrywała się w nią z bezbrzeżnym zdumieniem w oczach.

    - Nikka, co ty robisz, zakryj się - podała jej koszulę. Helena w tym czasie zdążyła już wygonić Hilla za drzwi. Wyszedł bez protestów, ale wyglądał na zaskoczonego.

    - Aaa, Itan… - westchnęła wreszcie łapiąc, o co chodziło obu paniom. - Nieważne, on już mnie widział bez ubrania.

    - Spokojnie, teraz nie zrobi ci już nic złego - Inga próbowała ją pocieszyć.

    Nikka chciała to sprostować, nie czuła się w żaden sposób zagrożona. To nie tak, Itan by jej przecież nijak nie skrzywdził, w każdym razie nie bez rozkazu. Co więcej, dbał o jej bezpieczeństwo, jak wtedy, gdy mieli wypadek i sprawdzał, czy wszystko z nią dobrze… Chciała to wszystko wyjaśnić i nawet otworzyła usta, ale zrezygnowała. Ingi tam nie było, nie zrozumiałaby.

    - Dobrze, przymierzmy to - wróciła do sukni.

    Helena bardziej zachwycała się ciemnoczerwoną z czarnymi pasami po bokach, więc Nikka zgodziła się ją założyć. Sama wybrałaby raczej tę drugą, niebieską, ale tak naprawdę obie jej się nie podobały. Rękaw nie sięgał nawet do łokcia, a sama suknia ledwo zakrywała kolana. Miała na to założyć cienką czarną kurtkę. Czy nie będzie jej w tym za gorąco? Pomyślała, że lepiej czułaby się w ubraniach pożyczonych od Kamilli, która co prawda chodziła w spodniach, ale takich, które nijak nie wyglądały na robocze. Nie chodziło tu jednak o jej dobre samopoczucie, więc dała się wystroić, założyła niewygodne buty i pozwoliła rozpuścić warkocz. Helena rozczesała jej włosy palcami i łamanym amarskim zaczęła ubolewać nad ich stanem.

    - Tak, wiem, są złe - doskonale zdawała sobie z tego sprawę.

   - Jedziemy, jedziemy do fryzjer. I…. malowanie, malowanie przed występem - oznajmiła przesuwając dłonią przed twarzą. Nikka zrozumiała, o co jej chodzi, przytaknęła, chociaż sama nigdy się nie malowała.

    - Będziesz wyglądać jak królowa - parsknęła Inga, kiedy Helena wyszła zawołać Hilla.

    - Strasznie zabawne. Powiedz mi lepiej jak w tym naprawdę wyglądam - Nikka obróciła się powoli wokół własnej osi, założyła kurtkę. Obcasy głośno stukały o wyłożoną kafelkami podłogę, drażnił ją ten dźwięk.

    - Beznadziejnie - zdecydowanie oznajmiła Kalia. Przed chwilą zeszła z piętra, włosy miała jeszcze rozczochrane po spaniu. - Pamiętacie te kombinezony z więzienia? Już one chyba były lepsze. To coś nie ma ani jednej falbanki, ani jednego haftu. Moje służące się lepiej ubierają…

    Młoda podeszła bliżej i obrzuciła strój Nikki jeszcze bardziej krytycznym spojrzeniem.

    - I ty się nie wstydzisz wyjść tak do ludzi? - zakończyła swój wywód.

  - Bardziej wstydziłabym się, jakbym zapomniała tekstu - odpowiedziała zgodnie z prawdą. Hill mówił, że będzie mieć do dyspozycji kartkę z przemówieniem, ale nie chciała z niej korzystać. - Spokojnie Kalia, widocznie na Erf tak się nosi, nie będę się wyróżniać. Widziałaś, że Helena miała podobną suknię, co nie?

  - Ale naprawdę, to wygląda… nieszczególnie - Inga długo szukała odpowiedniego słowa. - Przynajmniej ta czerwień ci pasuje.

    - Moje panie, dziękuję wam obu za wsparcie - spróbowała ukłonić się ironicznie, ale dół sukni był wąski, nie dało się go dobrze złapać. - Jak wszystko pójdzie źle, to powiem Hillowi, że to przez brzydki strój, dobrze?

    - Żartujesz teraz, co nie? - niepewnie spytała Inga.

   - No pewnie - Nikka położyła jej dłoń na ramieniu. - Ale przynajmniej już wiem, czemu wybrali mnie, wy byście tu urządziły bunt z powodu głupiej kiecki.

    Poranny spokój ją opuścił zastąpiony nieco głupkowatym humorem. Dobrze, i tak wszystko będzie dobrze, nawet jakby miała przemawiać ubrana w worek po mące. Zapewniła o tym dziewczyny i wyszła do salonu. Chyba nadchodził już czas wyjazdu, trzeba znaleźć Hilla i spytać, co teraz.

sobota, 3 kwietnia 2021

rozdział 53

    Następne dni przypominały koszmar jaki przeżywa praktycznie każdy młody człowiek uczęszczający do szkoły, który trafi na wrednego nauczyciela. Najlepiej podsumowała to Kalia:

    - Czuję się jak na tych wszystkich lekcjach durnej matematyki z panem Walero, też lubił tak męczyć ludzi - wyznała któregoś razu po tym, jak Hill wreszcie łaskawie pozwolił im na przerwę. Uparł się, że nie tylko Nikka ma się szkolić, ale wszystkie dziewczyny mają wykuć tę historyjkę, bo w końcu każda będzie rozmawiać z redaktorami.

    - U mnie to był pan Morren od literatury. Lubię czytać, ale książki, które mają co najwyżej dwadzieścia lat, nie dwieście - stwierdziła Inga. Teraz obie spojrzały na Nikkę oczekując, że również podzieli się podobną historią.

    - Pani Elia Werro-Perk, nauczycielka przyrody, parszywa suka, wredna, złośliwa i nienawidząca każdego, kto w jakikolwiek sposób jej podpadł - oznajmiła z taką pasją, że wchodzący właśnie do jadalni z kubkiem kofi w ręku Hill aż przystanął, spojrzał na nią dziwnie i uśmiechnął się pod nosem. - Wielu nauczycieli mnie nie lubiło, ale ona… Nie potrafię tego opisać, to trzeba było zobaczyć, usłyszeć, jak do mnie mówiła. No i ogólnie już pan, panie Hill, jest już lepszym nauczycielem, chociaż ona pracowała ze dwadzieścia lat w najlepszej szkole w królestwie.

    - Teraz to musisz opowiedzieć jak jej podpadłaś - nalegała Inga.

    Nikka nie miała nic przeciwko temu. Dziś czuła się w miarę dobrze, mogła bezpiecznie zagłębiać się we wspomnieniach bez ryzyka, że straci nad sobą kontrolę i zacznie płakać.

    - To było zaraz na początku mojej nauki. Na lekcji o kontynentach pomyliła północ z południem, a ja ją poprawiłam. Przejęzyczyła się tylko, mogła mnie zignorować, ale nie, zapamiętała to sobie. No bo przecież jak jakaś Selino z portu śmiała zwrócić jej uwagę? No i się tak ze sobą męczyłyśmy ze sobą parę lat, ale dzięki temu znam nazwy wszystkich wysp Południowego Archipelagu i wszystkich gatunków ryb, na które są wydawane pozwolenia na połowy.

    Dziewczyny roześmiały się, tekst o wyspach był znanym żartem. Mieszkańcy Archipelagu nawet nie nazwali wszystkich skał wystających z wody, było ich po prostu za dużo. Ale Nikka nie przesadzała aż tak bardzo, kiedyś naprawdę znała te ryby.

    - Nie wierzę, że istnieją nauczyciele gorsi niż pan Walero i pan Hill - Kalia twardo obstawała przy swoim. Hill nie przejął się, wzruszył ramionami.

  - Nie jestem nauczycielem - powiedział tylko. - Lepiej idźcie coś zjeść, niedługo będziemy kontynuować.

    Nikka uznała to za rozsądną radę i razem z koleżankami podążyła do kuchni. Nie było jednak dane im tam dojść, gdyż do rezydencji właśnie weszła Kamilla Pik i dzień komandor Selino właśnie stał się jeszcze lepszy. Uśmiechnęła się szeroko i przytuliła zaskoczoną Kamillę. Na Amarze ten rodzaj powitania był zarezerwowany dla rodziny i najbliższych przyjaciół. Nikka uświadomiła sobie, że już od dawna traktuje tłumaczkę jak rodzinę.

    - Niby to tylko trzy dni, ale już za tobą tęskniłam - wyjaśniła nieco speszona.

    Kamilla poszła z nimi i razem zjadły zimny posiłek. Wysłuchała z zainteresowaniem skarg Kalii na to, jaki Itan jest okropny i zmusza je do nauki i powtarzania ciągle tego samego.

    - I co, siedzicie tu i nie pozwalają wam wychodzić? - zainteresowała się.

    - Możemy, ale tylko do ogrodu - wyjaśniła Inga. - No ale teraz nie mamy nawet na to czasu.

    - Wiem, że jutro Nikka przemawia, ale potrzebujecie jakiegoś odpoczynku. Czy też on nie rozumie, że jak ją przemęczy, to nie pójdzie jej tak dobrze, jakby chciał?

    Stała tyłem do drzwi, więc nie zauważyła, że Hill wrócił odnieść kubek i wszystko słyszał.

    - Pani Selino jest jeszcze daleko od przemęczenia, proszę mi wierzyć - zaskoczył ją, przestraszona obejrzała się przez ramię. Opanowała się i powiedziała coś do niego używając inglisz. Przerodziło się to w dłuższą wymianę zdań. Kamilla próbowała go do czegoś przekonać, ale był nieustępliwy, jak zawsze.

    - Za pięć minut koniec przerwy, czekam na was przy stole. Możesz dołączyć Kamillo, zobaczysz, że nie dzieje się tam nic strasznego - oznajmił, po czym w milczeniu umył kubek i wyszedł.

  - Chciałam wziąć was do miasta, tu jest wiele ciekawych rzeczy do obejrzenia, dziś jeszcze mogłybyście pozwiedzać na spokojnie. Ale się nie zgodził.

    - Najpierw obowiązki, potem przyjemności - Nikka powtórzyła jego powiedzonko.

    - Skąd wiesz, że tak powiedział?

    - Chyba lubi to mówić - dopiła wodę i też umyła po sobie szklankę. - To co, wracamy do pracy? - zwróciła się do dziewczyn.

    - Ehhh, niestety musimy - odpowiedziała ponuro Kalia.

    Oboje mieli rację: Kamilla twierdząc, że dziewczynom przydałby się odpoczynek, i Itan mówiąc, że Nikka może wytrzymać o wiele więcej. Komandor była po prostu znudzona powtarzaniem w kółko tego samego. Inga też dawała radę, co prawda siedziała tam z wyrazem ponurej rezygnacji na twarzy i odzywała się tylko, gdy Hill ją pytał, ale nie przeszkadzała ani nie okazywała zniecierpliwienia. Kalia za to wierciła się na krześle, wzdychała głośno, wyglądała przez okno albo rysowała na kartce jakieś kwieciste wzory. Że też Hill jeszcze jej za to nie objechał z góry na dół… Pewnie dlatego, że mimo okazywanego niezadowolenia dziewczyna odpowiadała na większość jego pytań. Wszystkie potrzebowały przerwy, najlepiej całego dnia spędzonego w ogrodzie wśród drzew. Nikka pocieszała się, że jutro tylko ona będzie pracować, dziewczyny tu zostaną i będą mogły wreszcie się zrelaksować.

    Czuła, że jest nieźle przygotowana do wystąpienia. Według Hilla najpierw miała spotkać się z prezidentem, potem on miał publicznie ogłosić istnienie Amaru, a następnie wchodziła ze swoim oświadczeniem i odpowiada na pytania redaktorów. Czy da sobie radę? Wierzyła, że tak, zwłaszcza że to Kamilla miała jej towarzyszyć i przekładać jej słowa na inglisz.

    Pod wieczór Itan wreszcie stwierdził, że na dziś wystarczy. Nakazał Nikce wstać wcześnie, bo przygotowania trochę zajmą. Wspomniał o fryzjerze i wyborze odpowiedniego stroju. Nikka przytakiwała mu, ale bez szczególnego entuzjazmu. Czekała, aż wreszcie sobie pójdzie, chciała to wszystko jeszcze raz przemyśleć i poukładać sobie w głowie, na spokojnie, nie ponaglana jego czujnym spojrzeniem. Jutro będą tam redaktorzy, wysłuchają jej przemówienia, potem będą zadawać pytania. Da sobie radę, musi tylko pójść za radą Kalii i udawać kogoś ważnego zachowując się przy tym w miarę przyjaźnie. I nie dać się wyprowadzić z równowagi w trakcie rozmowy z prezidentem. Obawiała się, że może zareagować nieco zbyt emocjonalnie, w końcu to on kazał ją torturować…

    Spokojnie, udawaj, że jesteś ambasadorką Akurii i nie możesz przynieść wstydu krajowi - nakazała sobie w myślach, chociaż doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jakie to naciągane i śmieszne. Przed snem modliła się długo prosząc o cierpliwość.

piątek, 2 kwietnia 2021

rozdział 52

    - Muszę jeszcze raz zmienić zdanie, to jest najlepsze więzienie, w jakim byłam - oświadczyła Nikka zdecydowanie.

    Erik otworzył usta, jakby miał zamiar zaprotestować, ale nic nie powiedział.

    - Widzę, że nauczyłeś się już rozpoznawać więzienia, nawet jeśli wyglądają jak górskie pałacyki - pochwaliła go Inga.

    - Przynajmniej w środku, bo z zewnątrz… Co ci ludzie mają z malowaniem domów na biało? - zastanawiała się Kalia. - Ale tak w sumie to jest tu całkiem miło, można się poczuć prawie jak u siebie.

    Nikka uśmiechnęła się smutno przypominając sobie własne mieszkanie w kamienicy, które było niewiele większe od tego pokoju i warte mniej niż te wszystkie luksusowe meble. Jednak młoda miała rację, tu było miło. Z zadowoleniem rozsiadła się w skórzanym fotelu i zaczęła mówić:

    - Chyba można powiedzieć, że nocowałam kiedyś w podobnej rezydencji.

    - Tak? U kogo, może znam? - przerwała jej Kalia.

    - Niestety nie wiem, gospodarze nie byli obecni. Zresztą sam dom nie za bardzo nadawał się do przyjmowania gości, był rozszabrowany i spalony. Wino z piwniczki też ktoś ukradł, ale znaleźliśmy drugą, taką wiecie, wolno stojącą. Wejście było zasypane przez gruz i połamane deski. Któryś chłopak kiedyś tu pracował, pamiętał, że ona tam jest, więc odwaliliśmy to wszystko i weszliśmy do środka.

    - Żeby ukraść resztę? - spytała Inga z dezaprobatą w głosie.

    - O nie moja droga, my żeśmy je po prostu wypili. Bogowie nad nami czuwali i żadni Murkey nas nie znaleźli, bo by nas wtedy wystrzelali do ostatniego człowieka.

    - Bardzo odpowiedzialnie… - Indze nadal się to nie podobało.

    - To był sam początek wojny, może połowa Miesiąca Żagla. Oddział dopiero się formował, ja jeszcze nie dowodziłam, nie mieliśmy kontaktu z Irrim - niepotrzebnie wymówiła imię admirała, chociaż Hill raczej jej nie słyszał, zajęty rozmową z Heleną o nazwisku, którego nie zdążyła zapamiętać. Poczuła jednak silną potrzebę wytłumaczenia się przed Ingą. - Musieliśmy chwilowo opuścić miasto, ukrywaliśmy się na wzgórzach na zachodzie, no i ten pałacyk tak się jakoś napatoczył… Nigdy w życiu się tak bardzo nie upiłam jak wtedy, chociaż ja przecież nawet nie lubię wina - odchyliła głowę do tyłu i pogrążyła się we wspomnieniach.

    Pili wtedy ze strachu, na pozór weseli, głośni, przepełnieni entuzjazmem. A przecież byli tylko bandą przerażonych dzieciaków podświadomie czujących, że każdy następny dzień może być ich ostatnim. Ale kiedy wspominało się tylko te dobre momenty, wojna wydawała się być wspaniałą przygodą.

    - I co było dalej? - chciała wiedzieć Kalia.

    - No tu jest problem młoda, bo jakoś tak wyszło, że niewiele pamiętam z tej nocy. Istnieje szansa, że się z kimś przespałam, ale wtedy chyba raczej nie...

    Urwała widząc zszokowane miny dziewczyn. Kalię mogła zrozumieć, była młoda. Ale Inga powinna wiedzieć już więcej o życiu. Chociaż w sumie nigdy nie rozmawiały na te tematy, nie miała pojęcia jakie ma podejście do przelotnych romansów. Zdarzali się ludzie, którzy uważali je coś niewłaściwego.

    - No co, robisz czasem dziwne rzeczy jak nie wiesz, czy dożyjesz do jutra - wyjaśniła krótko i zmieniła temat. - W każdym razie rano wyglądałam gorzej niż Hill dziś po zejściu ze statku - zachichotały wspólnie, niezbyt głośno, żeby nie zorientował się, że właśnie jest obgadywany. - Parę dni później podzieliliśmy się na dwie grupy, jedną wziął kapitan Rej Atson, a ja dostałam drugą i awans na porucznik. Oni poszli na północ w poszukiwaniu prowiantu, my próbowaliśmy wrócić do Port Albis. Okazało się, że kapitan nie miał szczęścia, Murkey ich zmasakrowali… Kilkoro ocalałych zdołało nas odnaleźć, opowiedzieli, co się stało. No i nie powiem, trochę się wtedy zdenerwowałam. Zaczailiśmy się przy drodze i czekaliśmy na kogoś, na kim można było się zemścić. To nie był już patrol, tylko mały oddział, mieli wóz bojowy i parę aut. A potem to my mieliśmy wóz bojowy.

    Zamilkła i uśmiechnęła się z satysfakcją. Nie była w stanie opowiedzieć dokładnego przebiegu tej akcji, bo też niewiele z niej pamiętała. Była wtedy absolutnie trzeźwa, ale tak wściekła, że gniew mącił jej w głowie, pchał do działania i sprawiał, że była w ogóle w stanie wyskoczyć z tej zasadzki, walczyć, no i wygrać. Właśnie wtedy zaczęła narastać wokół niej sława, która w końcu wykroczyła poza granice miasta. Jako Królowa Piratów była znana w co najmniej połowie Akurii.

    - Podobno wjechałaś tym wozem do stolicy tuż pod nosem całej armii Murkey - Kalia niemal natychmiast potwierdziła jej przemyślenia.

    - Duża przesada, kręciliśmy się po przedmieściach i mniejszych miasteczkach - zdementowała. - Wtedy wyglądało to prawie jak normalna wojna. Miałam ambitne plany, żeby zdobyć więcej sprzętu, no ale Murkey ściągnęli większe siły i w końcu musieliśmy spier… hm, to znaczy wykonać taktyczny odwrót i cofnąć się na z góry upatrzone pozycje do Port Albis. Potem to już w sumie głównie - chciała powiedzieć “kradliśmy”, ale zdecydowała się na coś bardziej neutralnego - rekwirowaliśmy prowiant i broń, i tak to leciało - urwała, widząc że Amerikanie skończyli rozmawiać i idą w ich stronę.

    - Mam nadzieję, że nie pozwalałaś swoim ludziom pić na służbie - drążyła Inga.
    
    Co ona dziś taka zasadnicza? - pomyślała Nikka, ale nie zadała tego pytania. Zamiast tego postarała się wyjaśnić koleżance swój pogląd na tę sprawę. Nieważne, że Hill i Helena stali już tuż obok i Itan tłumaczył partnerce każde słowo.

    - Inga, ludzie umierali. Przyjaciele ginęli na twoich oczach, albo pewnego dnia po prostu nie przychodzili, znikali i nie miałaś pojęcia, co się z nimi stało. Wychodziłaś rano z jakiejś obcej piwnicy i nie wiedziałaś czy wieczorem położysz się spać w równie uroczym miejscu. Ludzie reagowali różnie i byłabym suką bez serca, gdybym nie pozwalała im czasem odpuścić i chociaż na chwilę zapomnieć.

    - U nas w Ellis wyglądało to trochę inaczej - odpowiedziała Inga cicho, nieco zawstydzona. - Dowódca wzywał nas, kiedy trzeba było coś zrobić, przekazać informacje, pomóc komuś uniknąć więzienia… Na noc najczęściej wracałam do domu, na co dzień starałam się żyć normalnie.

    - Dom... - westchnęła komandor Selino. - Ostatni raz w domu byłam szóstego dnia Miesiąca Żurawia osiemset trzydziestego pierwszego roku. Wybiegłam rano bez śniadania, bo trochę zaspałam i nie chciałam spóźnić się na prom. Mama wyszła do pracy wcześniej, nawet jej nie widziałam, nie pożegnałam… - umilkła, bo jeszcze trochę wspomnień i wybuchnie płaczem, a nie chciała tego robić.

    Akuryjki pokiwały głowami ze zrozumieniem, Kalia przysiadła na oparciu fotela i pocieszająco położyła dłoń na ramieniu Nikki. Obie rozpoznały tę datę bez trudu. To był pierwszy dzień wojny.

    Krępującą ciszę przerwała Helena oznajmiając, iż za chwilę zostanie podany obiad. Przeszli więc do jadalni, gdzie posiłek zaserwował ten sam mężczyzna, który przywiózł ich tu z lądowiska. Nikka przez chwilę zastanawiała się, czy to zwykły służący, czy może ktoś w rodzaju ordynansa lub adiutanta, ale porzuciła tę sprawę, ciężko myślało się z pustym żołądkiem. Jedzenie nie różniło się jakoś specjalnie od tego, które dostawały wcześniej na hali, ale za to miały teraz prawdziwe ceramiczne talerze i metalowe sztućce.

    Potem wybrały sypialnie. Nikka nigdy wcześniej nie miała własnego pokoju. Moment, w którym została sama w nowym lokum, był dla niej dziwny. Dokładnie obejrzała wszystkie meble: podwójne łóżko z tapicerowanym wezgłowiem, przykryte jasnobrązową kapą i zarzucone stosem ozdobnych poduszek; szafki z lampami po bokach; tapicerowaną ławeczkę pasującą do wezgłowia postawioną przed łóżkiem. Naprzeciwko umieszczono komodę z wieloma szufladami, nad nią powieszono duże lustro w ciężkiej ramie. Za jednymi drzwiami odkryła przestronną szafę, za drugimi prywatną łazienkę. Nic nie wzbudziło jej zaniepokojenia, nie widziała szklanych oczu sensorów, których Hill używał przy przesłuchaniach. Mimo to wolała założyć, że i tak będą podsłuchiwane. W jej świecie dało się przecież kogoś ukradkiem nagrać, więc tutaj również musiało być to możliwe.

    Przedtem, gdy oglądały pokoje, zauważyła, że każda z czterech sypialni na piętrze jest podobnie wyposażona, więc pod tym względem było jej wszystko jedno, którą wybierze. Inne miały nieco ciemniejsze, wyrazistsze kolory, ta wydawała się nieco mdła z przewagą delikatnych beżowych i jasnobrązowych barw. Została jeszcze ta szara ze ścianami barwy amarskiego nieba, ale miała dobry powód, by zdecydować się pozostać w brązowej: jej okna umieszczone nad szafkami nocnymi wychodziły dokładnie na podjazd pod domem. Mogła stąd obserwować wszystkich zbliżających się do drzwi, i chociaż na razie to nie wydawało się do czegokolwiek przydatne, to dawało jej komfort psychiczny.

    Zamknęła drzwi i pierwszy raz od bardzo długiego czasu została sama. Kiedy był ostatni raz? A tak, jesienią, w celi, tuż przed przesłuchaniem. Wzdrygnęła się. Wystarczyło wspomnienie przenikliwego zimna i wody zalewającej gardło, by oddech przyspieszył, a dłonie zaczęły drżeć. Podeszła do lustra, w oczach już miała łzy. Nie mogła na siebie patrzeć, odwróciła się więc i zacisnęła powieki. Zwyzywała się w myślach za bycie słabą, płaczliwą dziewuchą, a potem rozłożyła ręce, uniosła wzrok ku niebu i poprosiła bogów o odwagę, bo ostatnio jakoś właśnie tego jej brakowało.

    Nie usłyszała, kiedy Hill wszedł do pokoju. Być może stał tam jakiś czas, zauważyła go dopiero, gdy głośno odchrząknął. Przestraszyła się i aż podskoczyła w miejscu. Widocznie modlitwy nie zostały wysłuchane, sama będzie musiała poradzić sobie ze wszystkimi lękami. Wierzchem dłoni otarła oczy, nie spieszyła się. I tak zauważył łzy, była tego pewna.

    - Przyszedłem spytać, czy dobrze się pani czuje.

    Itan, naprawdę, akurat teraz? - pomyślała. Nie mógł jej dać chociaż godziny?

    - Tak - oświadczyła, ale jej głos nie zabrzmiał zbyt pewnie. Hill wciąż wpatrywał się w nią z uniesionymi brwiami, ta odpowiedź mu nie wystarczyła. - Dom jest wspaniały, to o wiele więcej, niż się spodziewałam. Pani Helena wydaje się być miła, a pan zdenerwował mnie dziś tylko raz, więc tak, czuję się dobrze - sprecyzowała.

    - W takim razie dlaczego płaczesz? - zadał to pytanie innym tonem, delikatnie i z troską. Jakby to go obchodziło. Jakby mu zależało.

    Zamknął drzwi i spróbował do niej podejść. Nikka najpierw zesztywniała, zalana wspomnieniami z tamtej piwnicy. Dlaczego musiała o tym myśleć, dlaczego ciągle wracała do tego koszmaru, zamiast po prostu zapomnieć i żyć dalej? Cofnęła się spanikowana, potknęła o ławkę i niemalże upadła. Wyciągnął rękę na pomoc, ale jej nie przyjęła.

    - Nie zbliżaj się do mnie, proszę - zastrzegła. - To tylko złe wspomnienia, za chwilę mi przejdzie.

    Przytaknął i bez słowa cofnął się pod drzwi, ale ani myślał wychodzić. Chciała teraz rzucić się na łóżko, zagrzebać w pościeli i zostać tam do następnego ranka, ale najwidoczniej jeszcze czegoś od niej oczekiwał. Weszła do łazienki i ochlapała twarz zimną wodą. Trochę pomogło, powoli odzyskiwała jasność myśli. W końcu uznała, że jest już w stanie spojrzeć na Itana bez strachu.

    - Dziękuję za troskę, już mi lepiej. Zdaje się, że pan ma do mnie kolejną sprawę - teraz nawet brzmiała już prawie tak, jak należy.

    - Tak pani Selino, musimy wracać do pracy. Rozumiem, że podróż i przeprowadzka mogły być męczące, ale nie mamy dużo czasu. Proszę zawołać Kalię i Ingę, spotkamy się za chwilę przy stole w jadalni.

    Teraz ona przytaknęła, po czym wyszła za nim z własnego pokoju.

rozdział 80

     Ostatnia godzina minęła nie wiadomo kiedy. Potem Nikka nie za bardzo pamiętała ten czas, czuła się podekscytowana i zdenerwowana jednoc...