środa, 30 czerwca 2021

rozdział 71

    Wygrał te piwa. Wiedział, że tak będzie, nie było szans, żeby Selino otworzyła się przed Heleną, choć, musiał przyznać, jego partnerka próbowała. Selino rozmawiała z nią, ale zawsze tym swoim na pozór uprzejmym, totalnie wypranym z emocji tonem. I wyłącznie o sprawach bieżących, nie dawała się wciągnąć w żadne dyskusje o przeszłości. Raz był świadkiem małego spięcia, kiedy Helena za bardzo naciskała. Wcześniej w podobnej sytuacji Selino użyła kilku mocnych słów, ale teraz tylko się odwróciła i odeszła bez słowa. Mądra dziewczynka, wolała odpuścić niż pozwolić, by konflikt eskalował.

    - No cóż, chyba wynik był z góry przesądzony - stwierdziła Kirby przekazując mu materiałową torbę, z której dobiegał charakterystyczny dźwięk uderzających o siebie szklanych butelek. Zażyczył sobie dokładnie tego piwa, jakie pił wtedy na parkingu z Selino, nie sprzedawano go w tekturowych sześciopakach.

    Wzruszył ramionami, zerknął do torby. Żółte etykiety, nazwa też się zgadzała. Naliczył osiem butelek. Helena była hojna.

    - Powiesz chociaż, czy mogłam to jakoś wygrać? - spytała.

    - Może… Gdybyś rozegrała to inaczej, to kto wie, może by coś z tego było. Ale raczej nie, ona traktuje nas wszystkich jak wrogów. Zresztą, nie zakładam się, jeśli nie jestem pewny zwycięstwa - dodał, jakby to wszystko wyjaśniało.

    - Wspaniale. Dobra, jedź, naciesz się tym swoim zwycięstwem, ja tu zostanę. Bo chyba nie ma sensu pytać cię znów, co między wami zaszło?

    - Pytać możesz, tylko ja właściwie sam do końca nie wiem - wyznał. Przez tę historię z bogami miał wrażenie, że jego i Selino łączy jakaś ledwo uchwytna, szczególna więź, ale nie potrafił jej zdefiniować.

    Helena prychnęła.

    - Powinieneś poprosić o przeniesienie, zaczynasz się w to angażować osobiście - zdiagnozowała problem. - Może Warez niebezpodstawnie oskarża was o romans? Tylko, że to nie zwykły romans, ale coś poważniejszego?

    - Daj spokój…

  - Nic nie rozumiem, co? To chciałeś powiedzieć? Lepiej ty daj sobie spokój zanim zrobi się tu nieprzyjemnie - zakończyła i odeszła w stronę rezydencji.

    Hill uśmiechnął się smutno i ruszył w stronę samochodu. Kirby może i miała dobre chęci, ale nie będzie pouczać go, jak ma wykonywać swoją pracę. Przecież ma wszystko pod kontrolą, a jeśli nawet nie wszystko, to absolutną większość. Tyle wystarczy.

    Przystanął nagle tknięty nagłą myślą. Wygrał zakład dzięki Nikce, może powinien się z nią podzielić? Lubiła to piwo, może się przy nim odpręży i poczuje choć trochę lepiej. Zawrócił i znów wszedł na teren domu, w którym spędził ostatnie szesnaście godzin. Torbę zostawił na trawniku, planował tu wrócić z dziewczyną. Świadomość, że nie jest podsłuchiwana, też może na nią dobrze wpłynąć.

    Znalazł Selino w kuchni, razem z młodą myła blaty. To znaczy Kalia trzymała ścierkę i opowiadała o czymś z przejęciem, a Nikka odwalała całą brudną robotę. Nie wyglądało, żeby jakoś jej to szczególnie przeszkadzało.

    - Pani Selino, czy może pani pójść ze mną? Chciałbym coś pani pokazać - zapytał oficjalnie, tak, jak lubiła. Ale nie powstrzymał się przed dodaniem małej ironii. - Panienka Lin-Mollari jest już na tyle duża, że doskonale poradzi sobie sama ze sprzątaniem.

   Młoda spiorunowała go spojrzeniem błękitnych oczu. Całkiem niedawno usłyszał jak nazywa go parszywą świnią, ale nie mówiła mu takich rzeczy prosto w twarz, przynajmniej nie od czasów przesłuchania. Teraz również zachowała milczenie, może nie chciała wdawać się w dyskusje z kimś, kto był dla niej ledwo służącym, albo i gorzej.

    - Pan Hill właściwie ma rację, dasz sobie radę - nieoczekiwanie poparła go Nikka. - A jak ci się nie chce, to zostaw, Ryba albo Kafar dokończą - poprawnie zidentyfikowała agentów będących dziś na służbie, chociaż ich zmiana zaczęła się dopiero kilkanaście minut temu. Trzeba będzie zmienić grafik.

    - Rozumiem więc, że zgadza się pani mi towarzyszyć? - z jej miny wyczytał coś w stylu “A mam inne wyjście?”. - Zapomniałem dodać, to prywatna sprawa - wyjaśnił szybko.

    - Niech pan prowadzi - zgodziła się. Teraz wyglądała na bardziej zainteresowaną. Kalia rzuciła ścierkę na blat i wyszła z kuchni, nie miała zamiaru kontynuować porządków.

    Na zewnątrz wziął torbę i skręcił między drzewa. Selino bez słowa szła za nim.

    - Czyli nie zamontowaliście tu jeszcze podsłuchu, co? - stwierdziła, gdy przystanęli w znajomym miejscu. Nie odpowiedział, wyjął jedną butelkę i otworzył ją zapalniczką. Rzucił palenie już dobre dziesięć lat temu, ale ciągle uważał, że warto mieć przy sobie źródło ognia, no i przynajmniej jeden nóż. Podał piwo Selino, wzięła je, ale ciągle patrzyła na niego podejrzliwie. Zdjął kapsel z drugiej butelki i usiadł na trawie. Na razie nie poszła w jego ślady.

    - Twoje zdrowie, Selino. Wygrałem je dzięki tobie, więc uznałem, że dobrze będzie się podzielić.

    - Co masz na myśli? - pociągnęła długi łyk.

    - Przywiozłem was tu dokładnie rok temu, rozmawiałem wtedy z Heleną, no i tak jakoś wyszło, że się założyliśmy.

    - O mnie?

    - W pewien sposób tak.

  - Niech zgadnę, myślała, że zostanie moją przyjaciółką? - Selino uśmiechnęła się w specyficzny sposób. Był prawie pewien, że podłapała ten uśmiech od niego.

    - Coś w tym stylu.

    - To nie był uczciwy zakład - zauważyła. - Ale przynajmniej piwo jest dobre, dziękuję.

    Przytaknął. Spojrzał na błękitne niebo prześwitujące spomiędzy koron drzew i znów spróbował wyobrazić je sobie w szarym kolorze. I tym razem mózg nie podołał temu zadaniu.

    Odgonił natrętną muchę brzęczącą mu przy twarzy i usadowił się wygodniej. Dzień był ciepły, upalny wręcz, ale teraz bliżej wieczoru zrobiło się całkiem znośnie. Selino miała na sobie rozciągnięte dresy i biały t-shirt, włosy zebrała w luźny warkocz. Kilka pasemek już dawno się z niego wyśliznęło i wisiało pod różnymi kątami wokół jej twarzy. Z jakiś przyczyn wydało mu się to niezwykle atrakcyjne.

    - Siadaj, pogadajmy sobie, tak jak wtedy w aucie. Było miło, prawda?

    Nie spodziewał się, że rzuci mu teraz takie lodowate spojrzenie.

    - Miło? Naprawdę Hill, miło? Ty nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, co wtedy zrobiłeś nie tak?

    Była czymś autentycznie urażona. Wrócił myślami do tamtej rozmowy, ale nie znalazł przyczyny. Zachowywała się normalnie, nie zauważył niczego dziwnego.

    - Może więc wszystko mi wyjaśnisz?

    - Domyśl się. Podobno jesteś inteligentnym człowiekiem - schowała twarz za butelką i zaczęła się nerwowo przechadzać. I to tyle jeśli chodzi o przyjazną pogawędkę.

    Postanowił, że nie warto jej bardziej denerwować, chociaż był ciekaw, co jej zdaniem wtedy nie wyszło. Skończyła piwo i oddała mu pustą butelkę.

    - Jeszcze raz dziękuję, że pan o mnie pamiętał. Pozwoli pan, że wezmę po jednym dla Ingi i Kalii? - sięgnęła do torby i wyjęła dwie butelki nie czekając na odpowiedź. Odeszła szybko, jakby ktoś ją gonił.

    Ethan posiedział jeszcze chwilę pod drzewem, chociaż piwo przestało mu smakować. Selino i jej fochy… Zwykle trafnie przewidywał, że coś ją urazi, poznał ją już wystarczająco dobrze, ale teraz? Czy może bardziej wtedy… Wydarzyło się coś na tyle dużego, że pamiętała o tym do dziś, a on nie miał pojęcia, o co chodziło. A czasem wydawało mu się, że tak dobrze się rozumieją. To pewnie jakieś różnice kulturowe, ale jak to o nim świadczyło jako agencie? Nie najlepiej. Może Helena jednak miała trochę racji?

    Zebrał się w końcu i pojechał do mieszkania. Najpierw zadzwonił do Diega, a potem w ciszy opróżniał kolejne butelki raz po raz analizując tę sytuację. Niczego nie wymyślił.




***




    - Hill to idiota - oświadczyła Nikka wpadając jak burza do pokoju Ingi, w którym aktualnie przebywały obie jej koleżanki.

    - Gratulacje, wreszcie to do ciebie dotarło, nie rozumiem tylko dlaczego tak późno - zaśmiała się Inga.

    - Ech… opowiedziałabym wam, ale wiecie, słuchają. A ten kretyn niczego się nie domyśla.

    Komandor trochę udawała złą, tak naprawdę była raczej smutna. Ta cała sytuacja przypomniała jej martwego chorążego z Mewy, i to, co Hill by z nim zrobił, gdyby przeżył. A on uważał, że to był miły dzień…

    - Kiedyś opowiesz - stwierdziła Inga.

    - Pewnie - kiedyś będą miały sobie wiele do powiedzenia. - Ale przynajmniej wygrał dzięki mnie jakiś zakład z Heleną i podzielił się wygraną - podała dziewczynom po butelce. - Jest prawie takie jak w domu, wypiłam jedno.

    - To piwo? Nigdy nie piłam, rodzice mi nie pozwalali - stwierdziła Kalia w skupieniu przyglądając się etykiecie. Inga wyjęła spod łóżka mały nóż i z wprawą zdjęła kapsel. Komandor Selino zdumiona uniosła brwi, nawet ona nie zauważyła, że w kuchni brakuje jednego ostrza. Z wiadomych względów nie skomentowała tego głośno.

    - Daj, otworzę ci - wyjęła butelkę z rąk Kalii. Młoda z ciekawością spróbowała trunku, ale widać było, że jej nie smakuje.

    - Eee, gorzkie… Inga, mam nadzieję, że na twoim weselu znajdzie się jakieś słodkie wino specjalnie dla mnie - powiedziała odstawiając piwo na szafkę nocną.

    - Jasne, będę o tobie pamiętać - obiecała jej Warez.

    - Mogę się tym zaopiekować, co nie? - Nikka wskazała na ledwo zaczętą butelkę.

    - Pewnie. Ja idę do ogrodu, poszukam mojego rakuna.

    Od kilku tygodni Kalia miała obsesję na punkcie puszystego szarego zwierzątka wielkości grubego kota z przedziwnym, biało-czarnym ogonem, które czasem pojawiało się w okolicy domu. Im bardziej Hill i Helena mówili jej, że to dzikie zwierzę, od którego może zarazić się pasożytami albo jakimś innym choróbskiem, tym bardziej chciała je złapać i udomowić. Zostawiała mu resztki i rakun chętnie je zjadał, ale jeszcze nie dał się pogłaskać.

    Wybiegła pozostawiając w sypialni dwie starsze Akuryjki. Popijały piwo długo i w całkowitym milczeniu, ale obie miały wrażenie, że rozumieją się doskonale.

poniedziałek, 28 czerwca 2021

rozdział 70

    Lato. Miejsce, w którym można zobaczyć stare statki powietrzne i kosmiczne. Brzmiało nudno. Inga nie chciała tam jechać. W ogóle co to, do cholery, były statki kosmiczne? Hill mówił, że Amerikanie polecieli czymś takim na księżyc. Nie wierzyła w ani jedno jego słowo. Niech Nikka się tym zajmie, w końcu to ona udawała sterniczkę. Inga pojedzie, bo musi, została zaproszona, ale ma zamiar tylko patrzeć i uśmiechać się. Tym razem zostawi gadanie dziewczynom.

    Erik będzie im towarzyszył, to jedyna zaleta tego wyjazdu.

    Wielki, przestronny budynek z wieloma statkami w środku podwieszonymi do sufitu tak, że wyglądały, jakby rzeczywiście unosiły się w powietrzu mógł robić wrażenie, ale raczej na kimś, kogo takie rzeczy naprawdę interesowały. Z powodu ich wizyty ograniczono wejście dla odwiedzających, a pracownicy tego miejsca starali się wyczerpująco opowiadać, o zgromadzonych tu obiektach, jak nazwał statki Erik. Kalia rozmawiała z nimi i redaktorami przy pomocy Kamilli. Nikka, pilnowana przez Hilla, wykazywała wręcz przesadny entuzjazm i czasem złościła się na swojego opiekuna, wytykając mu mało precyzyjne tłumaczenia. Oszukiwała grając sterniczkę, czy też aż tak bardzo ją to fascynowało? Inga nie wiedziała. Od pewnego czasu nie była w stanie się zorientować kiedy jej komandor kłamie. Nie była też w stanie stwierdzić, czy to dobrze, czy źle.

    Ale było dobrze po prostu tu być z Erikiem. Nie mogła złapać go pod ramię ani przytulić się, ale był na tyle blisko, że cały czas czuła jego obecność. Oczywiście wyobrażała sobie, że w domu zabrałby ją w jakieś ciekawsze miejsce, może do tawerny Dwa Żagle na kieliszek czy dwa czerwonego wina? Przed wojną to było modne miejsce. Albo po prostu spacerowaliby po Ellis. Inga chętnie pokazałaby ukochanemu swoje miasto, Dom Rady, rynek, główną świątynię, kupieckie kamienice, pałac Kalii… Erik obiecał, że pojedzie z nią do Akurii, jeśli tylko będzie mógł. Była ciekawa, jak jej rodzina zareaguje na wybranka z obcego świata. Mogło im się to nie podobać, ale nie zmieni decyzji. Kochała tego człowieka pomimo tego, że był Amerikanem.

    Szli teraz balkonem położonym gdzieś w połowie wysokości budynku, żeby jeszcze lepiej widzieć obiekty. Inga z Erikiem świadomie zostali z tyłu, mieli kilka rzeczy do obgadania. Erik skinął głową w kierunku odchodzącego w lewo krótkiego korytarza. Skręcili tam i ukryli się nieco przed wzrokiem pozostałych, którzy oglądali właśnie podobny do Mewy biały statek z grubym niebieskim pasem wymalowanym wzdłuż całego boku maszyny.

    - Mam dwadzieścia pięć lat, niedługo powinniśmy wziąć ślub - powiedziała, kiedy tylko znaleźli się poza zasięgiem ich głosu. Erik spojrzał na nią, był zdumiony. Nie planowała o tym rozmawiać, ale skłoniły ją do tego wcześniejsze przemyślenia.

    - Tak myślisz?... - spytał z wahaniem.

    - Tak, chciałabym urodzić pierwsze dziecko jak najszybciej, młodsza już nie będę - czyż to nie było oczywiste? Dlaczego mężczyźni miewali problemy z pojęciem takich podstawowych rzeczy?... - Ale nie martw się, też potrzebuję jeszcze czasu. No i chciałbym wziąć ślub w domu, jeśli nie masz nic przeciwko. Dajmy sobie, powiedzmy dwa lata, dobrze? Jeśli w tym czasie nie wrócimy, Nikka odprawi nam ceremonię tutaj.

    - Pewnie, to dobry pomysł - jeszcze trochę się wahał, ale cały czas uśmiechał się delikatnie. Chciałaby go pocałować, teraz, przy wszystkich… Nie, musiała zachowywać się przyzwoicie. Ale odwzajemniła uśmiech i delikatnie ujęła dłoń swojego narzeczonego. Narzeczony, jak to pięknie brzmiało.

    - Jeszcze do tego wrócimy, trzeba będzie ustalić szczegóły małżeństwa - obiecała. - Chciałeś powiedzieć mi coś innego?

    - Słyszałem, że nie wszyscy chcieli, żebyście tutaj przychodziły. Są rządzący, którzy woleliby nie pokazywać wam naszej technologii. O ile się nie mylę, byli wśród nich szefowie Hilla. Ale to ludzie z otoczenia prezidenta mieli decydujący głos, i oto jesteście.

    Inga w zamyśleniu pokiwała głową. To miało wiele sensu. Wcześniej komandor robiła to samo, nie chciała dać im amarskiej technologii. No i jeśli próbowano to przed nimi ukryć, to powinna skupić się, słuchać i zapamiętać jak najwięcej z tej wycieczki.

    Pochwyciła spojrzenie Hilla, nie wyglądał na zadowolonego. Jeszcze stał koło Nikki, ale pewnie zaraz tu przyjdzie i spyta, co robią.

    - Gapi się na nas - powiedziała. Nie musiał dodawać nic więcej, Erik wiedział, o kogo chodzi.

    - Spokojnie, daj mi znać, jak zacznie tu iść. Coś wymyśliłem. A w prasie bez zmian, nadal wszyscy uwielbiają Kalię, wy jesteście tylko tłem - zdawał raport dalej.

    To jej absolutnie nie dziwiło, Kalia była arystokratką z krwi i kości, nieważne ile razy Nikka nazwała ją siostrą. Błyszczała w rozmowach i potrafiła sprawić, że tłum ją pokocha. Wychodziło jej to naturalnie jak oddychanie. Tam, gdzie Ingę paraliżowała nieśmiałość, a Nikka ledwo tłumiła gniew, jej szło najlepiej.

    Kątem oka zauważyła, że Hill jednak zdecydował się opuścić panią komandor i ruszył w jej stronę.

    - Idzie - szepnęła.

    - To będzie dla ciebie dziwne, ale zaufaj mi, zachowuj się naturalnie i po prostu odpowiedz na pytanie - wyrzucił z siebie Erik pochylając się nad nią. Nie odpowiedziała, ufała mu, to przecież było oczywiste.

    Nie puścił jej dłoni, uklęknął na jedno kolano i spojrzał prosto w szare oczy Ingi. Hill zatrzymał się w odległości kilku kroków, jakby chciał poczekać i sprawdzić do czego to wszystko prowadzi.

    Miała ochotę krzyknąć, żeby wstał i się nie wygłupiał, nie jest królową, żeby przed nią klękać, i nigdy nie będzie. Ale miała tylko odpowiedzieć na pytanie, którego jeszcze nie zadał.

    - Ingo Warez, czy zostaniesz moją żoną? - jego głos był pewny i mocny.

  Głuptasie, przecież dopiero co to ustaliliśmy - pomyślała uśmiechając się jeszcze bardziej promiennie.

    - Tak, oczywiście - powiedziała, i chyba dopiero teraz to do niej naprawdę dotarło. Nie rozpłacze się, to nie jest aż tak wzruszające, próbowała się przekonać. Przecież sama tego chciała i planowała ślub już od dłuższego czasu. Uświadomiła sobie, że chce być z Erikiem tamtego wieczoru, gdy Nikka spytała, czy traktuje go poważnie.

    - Powinienem teraz dać ci pierścionek, ale w Akurii małżonkowie wymieniają się nimi dopiero w dniu ślubu, tak?

    - Tak, dobrze to zapamiętałeś. Czy tak wyglądają tutejsze zaręczyny? - zapytała marząc, by Erik już podniósł się z kolan. Czuła się z tym niezręcznie, niedługo zarumieni się ze wstydu. Bardzo nie chciała okazać słabości przy Hillu.

    Wstał, wreszcie. I wciąż uśmiechał się do niej najbardziej uroczym uśmiechem świata. Nie, obu światów.

    - Mniej więcej tak, tylko zwykle wybiera się lepsze miejsce. No ale nie mogłem już czekać.

    - Gratuluję - wtrącił się Hill. O dziwo powiedział to bez ironii. Dlaczego ten cholerny sukinsyn musiał tu być i uczestniczyć w najpiękniejszej chwili w jej życiu? - Ale teraz proszę, wróćcie do reszty.

    Tylko tyle. Przynajmniej miał wyczucie. Co nie znaczyło, że nagle przestała go nienawidzić. Spojrzała na niego z pogardą, po czym z ukochanym przy boku podeszła do Nikki.

    - Postanowiliśmy wziąć ślub - oświadczyła po prostu. - Najchętniej w Ellis, ale jeśli nie wrócimy do domu w ciągu dwóch lat, poprowadzisz naszą ceremonię?

    - Pani Warez, panie Czen… To wspaniała informacja, cieszę się waszym szczęściem. Pewnie, że pomogę wam zawrzeć małżeństwo, to będzie dla mnie zaszczyt.

    Uśmiechała się, wyglądało to szczerze. Wtedy w ogrodzie mówiła, że nie ma nic przeciwko ich związkowi, ale później… Niby wszystko ustaliły, niby to była tylko gra, ich wspólne małe oszustwo, ale czasem Inga miała wrażenie, że Nikka nie do końca jej ufa, czy może ma do niej jakiś żal... Jak teraz, gdy dodała cichszym, smutniejszym głosem:

    - Ale proszę, upewnij się najpierw, że twój wybranek wie, na czym polega małżeństwo na Amarze, żeby potem nie było żadnych nieporozumień - powiedziała to i cofnęła się nieco pozostawiając ją i jej narzeczonego w centrum uwagi. Ciągle trzymali się za ręce. Erik właśnie skończył mówić do redaktorów, którzy teraz zasypywali go masą pytań. Nie rozumiała ich, znała tylko kilka podstawowych zwrotów w inglisz, ale uniosła dumnie głowę i uśmiechała się serdecznie. A potem Kalia rzuciła jej się na szyję i wykrzyczała prosto do ucha tyle gratulacji i miłych słów, że z trudem powstrzymała łzy wzruszenia.

sobota, 26 czerwca 2021

rozdział 69

    Wiosna. Przyroda jeszcze nie eksplodowała zielenią, ale ptaki już z dumą wyśpiewywały swoje godowe pieśni. Do równonocy, a co za tym idzie, do rozpoczęcia nowego roku, zostało tylko kilka dni. Tutejsi ludzie hucznie świętowali nadejście kolejnego roku, ale zimą, nie wiosną, jak na Amarze. Żeby to jeszcze był dzień zimowego przesilenia… Ale nie, oni wybrali termin o parę dni późniejszy, co według Nikki nie miało zupełnie sensu.

    Siedziała teraz w swojej sypialni przy otwartym oknie, słuchała ptaków i myślała o różnicach w kalendarzach obu światów. Było już późne popołudnie, niedawno zjadły obiad, a wieczór miał być wolny. Przez chwilę Nikka myślała, że będzie miło i spokojnie, ale natarczywe pukanie do drzwi uświadomiło jej, że były to płonne nadzieje.

    - Proszę wejść! - zawołała. Nie miała pojęcia kto to, nikt wcześniej nie pukał do jej pokoju w taki sposób. Może Helena? Ona ostatnio znów próbowała się z nią zaprzyjaźnić i często wypytywała o różne rzeczy.

    Ale to była Inga. Weszła do środka i zatrzasnęła za sobą drzwi. Stanęła na baczność, założyła ręce z tyłu i wciągnęła duży haust powietrza sygnalizując tym samym, iż szykuje się do dłuższej przemowy. To zdecydowanie nie był dobry znak.

    - Pani komandor Selino, melduję, iż byłam świadkiem sytuacji, która może nam zaszkodzić! - oznajmiła.

    - Spocznij, starsza mat, spocznij i opowiadaj - Nikka wskazała jej łóżko. Sama też usiadła i wpatrywała się w koleżankę z zainteresowaniem. Więc Inga wzięła tamten rozkaz na poważnie i ciągle o nim pamiętała…

    - Usłyszałam przed chwilą rozmowę Kalii i Heleny. Pani Helena obiecywała Kalii, że sprowadzi krawca i uszyje jej suknię, taką, jaką tylko zechce. Powiedziała też, że Kalia na nią zasługuje, bo jest arystokratką, i ją dostanie, a my nie. A młoda nie zareagowała… Boję się, że Helena chce ją nastawić przeciwko nam wykorzystując jej pochodzenie.

    - I miłość do ładnych ubrań - Nikka westchnęła ciężko. - Dziękuję, że mi o tym od razu powiedziałaś. Pójdę z nią porozmawiać.

    - Z Heleną?

    - Z Kalią.

    - Jestem pewna, że ona nie miała nic złego na myśli - Inga zaczęła bronić młodszej koleżanki.

    - Wiem, nie mam zamiaru na nią krzyczeć, ani nic - uspokoiła ją Nikka. - Po prostu chcę jej przypomnieć o kilku rzeczach. Helena dalej tam siedzi?

    - Chyba tak, przynajmniej była tam chwilę temu. Lepiej zaczekaj, aż sobie pójdzie.

    Selino wstała i otworzyła drzwi, by móc słyszeć to, co się dzieje na korytarzu i w pokoju panny Lin-Mollari. Wciąż dobiegały z niego kobiece głosy.

    - Jeśli nie będziesz chciała robić kariery w Wydziale Wewnętrznym, to zawsze chętnie przyjmę cię na moją adiutantkę - wypaliła nagle do Ingi. - Wiem, że nie we wszystkim się zgadzamy, ale myślę, że dobrze by się nam razem pracowało - dodała na użytek podsłuchu.

    - Nikka, proszę, nie wracajmy do tego. Ja zdania nie zmienię, wciąż uważam, że przesadzasz, ale nie chcę się już kłócić.

    - Jak tam chcesz… Ja bym to nazwała po prostu ostrożnością. Ale masz rację, nie kłóćmy się.

    - Mimo wszystko mogłabym zostać twoją adiutantką, ale pewnie będziesz pracować w stolicy, a ja chcę wrócić do Ellis - dodała Inga po chwili milczenia.

    To stwierdzenie zmusiło Nikkę do głębszej refleksji. Szczerze powiedziawszy nigdy nie wybiegała myślami w tak odległą przyszłość. Tak, chciała wrócić do domu i zdać raport, ostrzec króla przed Amerikanami, bo miała przeczucie, że będą chcieli wykorzystać Akuryjczyków tak samo, jak Hill wykorzystywał ją. Zabrać jak najwięcej i nie dać nic od siebie... A co będzie dalej? Nie miała pojęcia. To, o czym marzyła, czyli zwyczajne, spokojne życie, wydawało się jednak nieosiągalne.

    Inga miała rację, pewnie zostanie w Port Albis. Chciałaby zostać w wojsku, nawet jeśli ją zdegradują i będzie musiała zaczynać od nowa. Może nawet uda jej się wciąż zajmować zaopatrzeniem? To byłaby niezła praca. Marzyła o lataniu, ale zdawała sobie sprawę z tego, że to nierealne. Nikt nie pozwoli sterować Płaszczką komuś takiemu jak ona. Ale co jeśli zachowa stopień komandora? Przecież tak naprawdę na niego nie zasłużyła. Owszem, przeżyła wystarczająco długo, by go zdobyć, ktoś musiał dowodzić, padło na nią, ale to tyle. Przyjęła ten zaszczyt i wtedy nawet było jej z tym dobrze, ale teraz miała wątpliwości. Tylu lepszych ludzi zginęło w czasie wojny…

    Dobrze, przyszłość jeszcze nie nadeszła, i nie wiadomo co ze sobą przyniesie, nie ma się co zamartwiać na zapas. Teraz miała jeden konkretny problem do rozwiązania i musiała się na nim skupić. Helena wreszcie wyszła od Kalii i zeszła na dół nawet nie zaglądając do pokoju Nikki. Świetnie, to akurat jej pasowało.

    - Idę, jak chcesz to możesz słuchać na korytarzu, a jak nie, to i tak wszystko ci powtórzę - oznajmiła Indze.

    Kalia siedziała na łóżku, z jej na wpół otwartej szafy wypadały na podłogę sterty ubrań. Dziewczyna nawet nie próbowała ich powiesić czy poukładać, zupełnie jakby oczekiwała, że ktoś ją w tym wyręczy. Nikka nie była ani jej służącą, ani matką, więc nie będzie tego sprzątać, ani napominać młodej, by sama to zrobiła. Czasem zwracała Kalii uwagę, gdy bałaganiła w kuchni albo w innym wspólnym pomieszczeniu, ale to był jej pokój i skoro jej to nie przeszkadza, to nie będzie się wtrącać.

    - Hej Kalia, masz chwilę? - spytała jak gdyby nigdy nic stając w drzwiach.

    - O, Nikka, pewnie, wejdź. Stało się coś?

    - Chciałam tylko o coś spytać… Pamiętasz co się stało w sześćset osiemdziesiątym piątym roku, prawda? - Nikka starała się, żeby to pytanie zabrzmiało jak najbardziej neutralnie. Każdy w Akurii powinien kojarzyć tę datę z Układem Zimowym, na mocy którego podlegli dotychczas arystokracji zwykli mieszkańcy otrzymali wolność osobistą i stali się bezpośrednimi poddanymi króla.

    - Tak, ale czemu pytasz?... - Kalia jeszcze nie załapała, o co chodzi.

    - Myślę, że powinnaś wytłumaczyć pani Helenie na czym polegał Układ Zimowy, bo widzisz, wydaje mi się, że ona nie do końca to rozumie i chyba chciała cię przekupić korzystając z dawnych resentymentów. Wiem oczywiście, że jesteś na to za mądra i nie dasz złapać się na takie gadki, co nie? - dodała szybko Nikka widząc, że młoda wygląda tak, jakby za chwilę miała się rozpłakać.

    - Nie, pewnie, że nie, Nikka, co ty… My tak tylko rozmawiałyśmy - uciekła spojrzeniem gdzieś w bok.

    - Moja przyjaciółka Malena opowiadała mi jak to tam u was zwykle wygląda, więc pewnie już planujesz jakąś intrygę, żeby się jej odpłacić za te haniebne insynuacje - komandor uśmiechnęła się do wspomnień.

    - Malena… Kojarzę jedną o tym imieniu, i chyba nawet jest w twoim wieku. Nikka, czy ty znałaś Malenę Elihard-Skero?

    - Dokładnie tak. Chociaż ja mówiłam na nią Szalona Malena, to jakoś bardziej do niej pasowało.

    - No nie wierzę, znałaś tę Malenę - do Kalii wciąż nie docierało. - Babka mówiła często, że mój brat powinien się z nią ożenić, że to byłoby dla naszej rodziny świetne małżeństwo… Poznali się nawet na jakimś przyjęciu, ale raczej nie była nim zainteresowana.

    - Malena ma specyficzny gust, jeśli chodzi o mężczyzn. Jeśli twój brat nie ma co najmniej sześciu stóp wzrostu, to pewnie nawet nie zwróciła na niego uwagi. A na gadkę o małżeństwie reaguje niemalże wysypką.

    - I ona była twoją przyjaciółką?

    - Jest - automatycznie ją poprawiła. Nie chciała dopuścić do siebie myśli, że Malenę mogło spotkać coś złego. - Jest moją przyjaciółką.

    - A ja myślałam, że ty… - Kalia urwała, jakby zawstydzona, ale Nikka z łatwością domyśliła się, jak chciała skończyć to zdanie.

    - Że co, że nienawidzę arystokracji? Młoda, ta plotka jest sporo przesadzona, jak zresztą większość plotek o mnie.

    - Ale sama mówiłaś, że nami gardzisz.

    Kiedy tak powiedziała?... Rzeczywiście, zaraz po przylocie, jeszcze w Płaszczce. Ale to było dawno. Miała wiele czasu na myślenie, a arystokracja wydawała się teraz niemal nieistotnym problemem.

    - Od tamtego czasu wiele się zmieniło - oświadczyła i usiadła na łóżku. Kalia też nie miała w pokoju foteli. - Zresztą ja nigdy nie gardziłam wami jako ludźmi, po prostu nie lubię być traktowana gorzej. Nikt tego nie lubi.

    Kalia nie odpowiedziała, ale usiadła po drugiej stronie łóżka, więc chyba dalej chciała rozmawiać na ten temat. Jakoś musiało ją to gryźć, bo wypływał co jakiś czas, a mimo to nigdy nie przegadały go do końca.

    - Cóż, tak się złożyło, że do wybuchu wojny wszystkie nieprzyjemności, które mnie w życiu spotkały, pochodziły od arystokratów - mówiła więc dalej Nikka. - Ale to nie znaczy, że wszyscy są źli. Na przykład Malena jest świetna. I z królem Mertinem też się dogadywałam, nawet dość dobrze, chyba mogę tak powiedzieć… - natychmiast przypomniała jej się tamta noc i jego śmiech. Chciałaby o tym opowiedzieć, ale nie przy podsłuchu. - No i jesteś jeszcze ty.

    - I pewnie powiesz, że ja też jestem świetna, żebym się nie martwiła - głos Kalii był cichy.

    - Czy ja wiem… Bywasz cholernie irytująca, złościsz się na tutejszą modę, wybrzydzasz przy jedzeniu, no i mogłabyś tu w końcu posprzątać - udała surowy ton. - Ale to nie dlatego, że pochodzisz z takiej, a nie innej rodziny, tylko po prostu taka jesteś, młoda i trochę narwana. I Kalia, nigdy, ale to absolutnie nigdy nie dałaś mi do zrozumienia, że uważasz mnie za gorszą od siebie, więc jak miałabym cię nie lubić, co? Właściwie to czasem myślę o tobie jak o młodszej siostrze - zakończyła Nikka.

    - Naprawdę?

    - Tak, naprawdę. Bardzo lubię Ingę, ale raczej tak, jak się lubi sąsiadkę czy współpracownicę, ale ty… No jakoś tak jakby dołączyłam cię do rodziny i będę się tobą opiekować, czy tego chcesz, czy nie.

    - Nikka, ja... Jakbym miała prawdziwą siostrę, to chciałabym, żeby była taka, jak ty. Kiedyś sama chciałam być jak ty.

    Taka jak ja… Dziewczyno, nawet nie wyobrażasz sobie, że bycie Nikką Selino to takie parszywe zajęcie - pomyślała, ale zachowała to dla siebie.

    - Tylko ja mogę być sobą, ty się lepiej zajmij byciem najfajniejszą Kalią w mieście, co? To ci dobrze wychodzi. Naucz Helenę trochę naszej historii, niech nie myśli, że może nas rozgrywać przeciwko sobie. Ale jak chcesz, to wyciągnij od niej tę suknię, chętnie zobaczę cię w czymś odpowiednim - dodała z uśmiechem.

    Dziewczyna gorliwie przytaknęła, dając w ten sposób znak, że rozumie wszystko, co chciała przekazać jej komandor Selino. Naprawdę ją polubiła i naprawdę traktowała ją jak siostrę. Żałowała nawet, że na początku żartowała z jej pochodzenia, Kalia zapamiętała sobie to na długo. Ale teraz było już dobrze. Musiało być.

    - Dobra młoda, chodź się przytul i wracamy do roboty - Nikka wyciągnęła ramiona przez dzielące je łóżko. W oczach Kalii widziała już tylko spokój, może delikatną niepewność, ale to wrażenie już mijało. Uśmiechnęły się do siebie, a potem uścisnęły.

    Nikka już nie zdążyła tego zobaczyć, ale po jej wyjściu Kalia pospiesznie wrzuciła wszystkie swoje ubrania do szafy i zamknęła drzwiczki, żeby nie było ich widać.

środa, 23 czerwca 2021

rozdział 68

    Zima. Ethan miał ostatnio problemy z siostrą, toteż poszedł pomyśleć do miejsca, które kojarzyło mu się ze spokojem i prywatnością: do improwizowanej amarskiej świątyni na piętrze rezydencji dziewczyn. Była druga w nocy, na podsłuchu cisza, wszystkie już dawno spały. Pod portretami bogów jak zwykle paliła się lampa, a on jak zwykle stanął w drzwiach i wpatrywał się tępo w zielone oczy pana Reeda. To nie był dokładnie ten odcień, który widział na żywo, ale o tej godzinie mózg łączył wspomnienia i faktyczny widok w jedno i czasem wydawało mu się, że ten narysowany w stylu przypominającym japońskie komiksy bóg patrzy na niego jaskrawozielonym, palącym spojrzeniem.

    Spróbował znów skupić się na siostrze. Alice miała mu za złe, że nie przyjechał na Święto Dziękczynienia, nie miał też zamiaru pojawić się w jej domu na Gwiazdkę. Nie rozumiała, że obiecał Helenie wolne w zamian za to, że przez tyle miesięcy nie robiła mu problemów z powodu częstych wyjazdów…

    Oczywiście wszyscy jego najbliżsi współpracownicy i przełożeni w Firmie w końcu dowiedzieli się o Diegu. Dwa razy musiał lecieć do Teksasu i stawać przed sądem by oficjalnie dostać nad nim opiekę, i to pod swoim prawdziwym nazwiskiem, więc nie dało się tego utrzymać w tajemnicy. Oczywiście wszyscy poznali tę samą wersję co Alice. Prawdę znał tylko on, Diego i Nikka.

    Tłumaczył siostrze, że i tak nie będą obchodzić świąt, ale to jakoś nie chciało do niej dotrzeć. Ich prawdziwe święto przypadało na przesilenie zimowe, i ten dzień zamierzał spędzić z synem. Nikka co prawda zapraszała go na ceremonię ku czci pani Iny, ale tym razem grzecznie odmówił. Weźmie dzieciaka w jakieś ładne, ustronne miejsce, wybiorą się na długi spacer, porozmawiają o różnych rzeczach, nauczy go kilku nowych amarskich zwrotów. Spędzą ten dzień po swojemu, wypracują własne tradycje.

    Selino jednak nie spała. Usłyszał jak otwiera drzwi pokoju, wychodzi na korytarz i idzie w tę stronę. Minęła go bez słowa i uklękła przed ołtarzem. Pochyliła głowę i zapewne rozmawiała z bogami. A oni nawet może jej odpowiedzą… Wciąż wydawało mu się to trochę dziwne. Nie chciał przeszkadzać, chociaż był ciekaw co takiego sprawiło, że Selino nie śpi po nocach. Niestety istniało duże prawdopodobieństwo, że to on jest tą przyczyną.

    Dziewczyna spędziła w świątyni kilkanaście minut, a on, chcąc nie chcąc, przestał rozpamiętywać swoje problemy i zaczął myśleć o niej. Ostatnio czuła się jakby lepiej, częściej się śmiała, robiła te swetry, na wszystkich spotkaniach zachowywała się tak, jak oczekiwali, no i nie miała żadnego ataku paniki. Czasem jeszcze wymieniały z Warez kilka złośliwych uwag, ale już się nie awanturowały. Coś pomogło, może to, że miała jakieś zajęcie, Helena przestała traktować ją jak niewinną dziewuszkę, albo po prostu to, że często wyjeżdżał, a nawet jak był na miejscu, to starał się nie rzucać w oczy… Osobiście skłaniał się ku ostatniej opcji.

    W końcu wstała i wyszła, znów mijając go w ciszy, jakby nawet nie zauważyła jego obecności. Podążył za nią na korytarz.

    - Nie możesz spać, Selino? Coś się dzieje? - spytał szeptem. Zatrzymała się, odwróciła, i jednak uznała za stosowne mu odpowiedzieć.

    - Żebra mnie rwą, będzie zmiana pogody.

    Faktycznie, zapowiadano śnieżycę. Widocznie ciśnienie już zaczęło spadać.

    - Były kiedyś złamane - domyślił się. Selino pokiwała głową i odruchowo złapała się za prawy bok.

    - Jeden ze strażników w moim pierwszym więzieniu nie miał wyczucia w kopaniu - wyznała. Nie spodziewał się takiej szczerości.

    - Chcesz zejść na dół i napić się czegoś ciepłego? - spytał, mając nadzieję, że ma nastrój na dalszą rozmowę i może dowie się interesujących rzeczy.

    - Dziękuję, spróbuję zasnąć - jednak położyła dłoń na klamce swoich drzwi. - Chociaż to nie będzie łatwe, ostatnio często myślę o wojnie… Zresztą pewnie wiesz, jak jest - spojrzała na niego smutno. Teraz, w półmroku, jej oczy sprawiały wrażenie wielkich i niewinnych, jak u łani.

    Przytaknął, choć tak naprawdę nie wiedział. Był za młody na Wietnam, w trakcie Pustynnej Burzy robił już coś innego, a podczas całego zamieszania na Bałkanach przebywał w Kijowie. Nigdy nie było mu dane wziąć udziału w prawdziwej wojskowej operacji, swoje walki toczył w zupełnie inny sposób. Nie miał jednak zamiaru jej o tym mówić.

    - W takim razie życzę spokojnych snów, pani Selino - powiedział, nie chcąc jej denerwować, i zszedł na dół sam.

    W nocy rzeczywiście spadł śnieg, pierwszy porządny śnieg tej zimy. Pierwsze, co Hill zrobił po złapaniu kilku godzin snu w piwnicy, to wysłał młodego do odśnieżania podjazdu. Niedługo przyjdzie Helena i nie chciał zmuszać jej do brnięcia przez zaspy. Loczek, tak dziewczyny nazywały Samuela, który dziś był na służbie. Kalia nadała każdemu z pięciu młodych agentów pseudonim. Kiedyś przetłumaczył je chłopakom, a oni zgodnie je podłapali i też zaczęli się tak nazywać, tak więc teraz jego podwładnymi byli Loczek, Ryba, Duży, Słoma i Kafar… Niby wszyscy byli dorośli, ale czasem zachowywali się jak dzieci.

    Na zewnątrz Loczek machał łopatą, a w środku Hill wsłuchiwał się w podsłuch z kuchni, gdzie zaczęło się coś dziać. Rozpoznał głos Nikki, która podśpiewywała sobie pod nosem jakąś wolną piosenkę, ale robiła to tak niewyraźnie, że nie był w stanie rozpoznać słów. Wstała wcześnie, widocznie jednak nie spała dobrze. Słuchał, jak krząta się i brzęka naczyniami, potem wszystko ucichło i zauważył ją na podglądzie z kamery skierowanej na drzwi wejściowe. Wyszła na ganek, w czapce i grubym swetrze, w rękach miała parujący kubek z herbatą. Nie nauczyła się pić kawy, mówiła, że jest dla niej za gorzka, nawet z mlekiem. Hill nadal nie wiedział co jej nie pasuje w kawie, dopił swoje espresso patrząc w ekran.

    Selino podeszła do Loczka, po krótkiej wymianie zdań wspomaganej gestykulacją wręczyła mu kubek, zabrała łopatę i sama zaczęła nią machać. Osłupiały chłopak patrzył na nią dziwnie i machinalnie napił się herbaty. Jakość nagrania z kamery przemysłowej nie była powalająca, ale nawet mimo tego Hill widział, że jest zaskoczony tą sytuacją. Wszyscy młodzi agenci zdążyli już nauczyć się podstaw amarskiego, więc Loczek na pewno zrozumiał, o co jej chodzi, ale pewnie nadal nie wiedział, czemu to zrobiła. A prawda była taka, że Selino potrzebowała zajęcia. Jak widać odśnieżanie też nadawało się jako rozrywka dla zabicia czasu.

    Pomimo zapału Nikka nie zdążyła zakończyć pracy przed przybyciem Heleny. Porozmawiały chwilę, po czym obie weszły do domu. Na podsłuchu z korytarza usłyszał, jak Selino stwierdza, że musi zaparzyć sobie drugą herbatę. Helena zostawiła ją w kuchni, sama zeszła do niego, do piwnicy.

    - Twoja dziewczyna dziś wydaje się być całkiem szczęśliwa - stwierdziła po wymianie powitań i zwykłych uprzejmości.

    - Widocznie walka z zaspami jej służy. W nocy nie mogła spać, modliła się - poinformował partnerkę. Na zaczepkę nie zareagował, w końcu im wszystkim znudzą się żarty z ich rzekomego romansu.

    - Ale nie miała żadnego ataku histerii? - Kirby momentalnie spoważniała.

    - Nie, mówiła, że kości ją bolą na zmianę pogody, miała kiedyś połamane żebra. Wspominała też o wojnie, ale była spokojna, dziś akurat bym się nią nie martwił - wytłumaczył.

    Helena przytaknęła. Potem szybko omówili plan na ten dzień: nic szczególnego, żadnych wyjazdów, żadnych wizyt, tylko zwyczajna lekcja, by, jak to nazywali, zniwelować różnice kulturowe. Nic, co wykraczałoby poza zakres nauczania szkoły średniej.

    W końcu zebrał swoje rzeczy i zaczął szykować się do wyjścia. Będzie jeszcze musiał odśnieżyć samochód, a potem jechać ostrożnie, po pierwszej solidnej śnieżycy zawsze było sporo stłuczek. Dziewczyny wyszły na zewnątrz, Nikka i Inga stały na ganku, Kalia próbowała biegać po trawniku brodząc po kolana w śniegu. Powinien kazać jej iść do domu, bo się przemoczy i zachoruje, ale przypomniało mu się, że na południu Akurii śnieg był rzadkością. Niech się bawi.

    - Dzień dobry i do widzenia, panie Hill - usłyszał pozdrowienie od Nikki. Odpowiedział tylko skinieniem głowy. Inga, jak zwykle od czasu ich sprzeczki, kompletnie go zignorowała. Rozmawiali ze sobą tylko kiedy już naprawdę musieli.

    Minął je i ruszył przez podjazd trzymając się zrobionej przez Loczka i Selino ścieżki. Nagle coś trafiło go w tył głowy, mokry śnieg wpadł za kołnierz i momentalnie zaczął się rozpuszczać. To nie mogła być Kalia, wciąż widział ją kątem oka. Otrzepał się i odwrócił. Nikka stała z założonymi rękami i próbowała utrzymać kamienny wyraz twarzy. Inga chichotała otwarcie. Zmierzył jedną i drugą groźnym spojrzeniem, ale nic nie powiedziały. Mógłby się cofnąć i je wypytać. Nikka miała dobrego cela, nieraz widział, jak rzucała kamieniami w drzewa dla zabawy, na pewno dałaby radę trafić go z takiej odległości. Miała dobry humor, może uznała to za zabawne? Za to Inga nienawidziła go bardziej i chyba była bardziej skłonna do czegoś takiego. Mógłby złapać Selino za ramię, przyciągnąć do siebie i zażądać wyjaśnień, przestraszyłaby się i powiedziała. Mógłby przycisnąć Warez do ściany, poddusić ją odrobinę, żeby ten głupi śmiech zamarł jej w gardle… Mógłby wreszcie wrócić do domu i sprawdzić nagranie, a potem wymyślić jakąś karę dla winowajczyni.

    Mógłby. Ale zamiast tego uśmiechnął się, pokręcił głową i odszedł w swoją stronę.

wtorek, 22 czerwca 2021

rozdział 67

    Jesień, późna jesień. Kamilla i Erik wreszcie skończyli swoją książkę i pewnego dnia pani Pik przyniosła kilka egzemplarzy, tak żeby się nimi pochwalić. Nikka z ciekawością obejrzała jedną pod czujnym okiem Hilla.

    - Dlaczego nikomu nie zależy na tym, żebyśmy nauczyły się inglisz? - spytała go niby niewinnie. Zgodnie z przewidywaniami nie odpowiedział.

    Załapały kilka słów, zwłaszcza nazw tych rzeczy, które nie miały odpowiedników na Amarze, ale to wciąż było zdecydowanie za mało by móc się z kimkolwiek swobodnie porozumieć. Nikka mogłaby o to samo spytać Kamillę, ale nie chciała wprawiać jej w zakłopotanie. Hill na pewno zabronił jej podejmować tego tematu.

    Życzyła tłumaczce powodzenia w sprzedaży książki i odeszła nie spiesząc się zbytnio. Usłyszała jak Hill mówi coś do Kamilli, po czym ona odpowiedziała z entuzjazmem i krzyknęła po amarsku:

    - Dziewczyny, a może podpiszecie się na jednej książce? Pan Hill chciałby wziąć ją dla syna.

    Nikka od razu do nich wróciła. Hill powiedział Kamilli o dziecku? To było dziwne. Kobieta już usiadła przy kuchennym stole i zaczęła coś pisać na jednej z pierwszych stron książki.

    - Jak ma na imię? Twój syn? - chciała wiedzieć Kamilla.

    - Diego.

    Spojrzała na niego w taki sposób, jakby było jakieś nie takie. No tak, to nie było prawdziwe dziecko Itana, mógł pochodzić z zupełnie innej okolicy. Imię Diego w uszach Nikki brzmiało dobrze, ale może tu się źle kojarzyło? Nie miała pojęcia.

    Kamilla uśmiechnęła się w końcu jakby nic się nie stało i wróciła do sporządzania dedykacji.

    - Ja też chętnie dodam kilka słów od siebie, jeśli pan pozwoli - Nikka wolała upewnić się, że Hill nie będzie mieć przeciwko temu.

  Kiwnął jej tylko głową, do kuchni właśnie weszły Kalia z Ingą, zapewne zwabione krzykami tłumaczki.

    - Słyszałyście? Podpiszecie się na książce dla pana Hilla? Chce ją wziąć dla syna - powtórzyła Kamilla. Pełna entuzjazmu Kalia natychmiast usiadła obok i niemalże wyrwała jej pisak z ręki.

    - Masz syna? Przecież to niemożliwe, żadna kobieta nie chciałaby się do ciebie zbliżyć - prychnęła Inga posyłając Hillowi wyzywające spojrzenie. Nikka spróbowała dać jej dyskretny sygnał, delikatnie pokręciła przecząco głową. Niemądrze było go denerwować.

    Itan uśmiechnął się tylko. Był to dziwny uśmiech, lekceważący i groźny jednocześnie. Komandor Selino jeszcze go takim nie widziała, ale była pewna, że to nie zapowiada niczego dobrego. No cóż, Inga ostatnio pozwalała sobie na wiele, może przyda się jej mała nauczka.

    - Moja droga, gwarantuję ci, że gdybyśmy poznali się w innych okolicznościach, to może i ty zechciałabyś się do mnie, jak to ujęłaś, zbliżyć - powiedział. Ten uśmieszek ciągle gdzieś czaił się w kącikach ust. - Widzę, że nie masz żadnego problemu ze zbliżaniem się do tutejszych mężczyzn. Często wyglądacie z Erikiem tak, jakby wręcz nie można było was rozdzielić...

    - Jak śmiesz tak do mnie mówić, ty… - błyskawicznie pokonała dzielące ich półtora jarda i miała zamiar dać mu w twarz, ale był szybszy. Złapał Ingę za rękę i wykręcił do tyłu nie siląc się na delikatność. Obrócił ją, aż syknęła z bólu, ale nadal próbowała się wyrywać. Dla pewności lewą dłonią chwycił jej włosy. Szarpnął trochę w dół, nie miała wyjścia, musiała zadrzeć głowę do góry. Miał ją pod całkowitą kontrolą.

    Nikka gestem nakazała Kamilli i Kalii zachować spokój. Podeszła do Ingi starając się nie wykonywać zbyt gwałtownych ruchów, by Hill nie pomyślał, że też zamierza go zaatakować.

    - Nie daruję ci tego, wyzywam cię na pojedynek, rozumiesz! - syczała rozgniewana Warez.

    - Inga, spokojnie. Niestety nie będzie żadnego pojedynku. Po pierwsze dlatego, że on jest oficerem, więc to ja musiałabym się z nim bić, a uwierz mi, to ostatnia rzecz, na jaką mam ochotę - Nikka mówiła tylko do koleżanki, poświęciła jej całą uwagę. - A po drugie to ty zaczęłaś, wszyscy słyszeli. Więc może zrobimy tak, że ty przestaniesz go obrażać, a on cię puści, dobrze?

    - Dobrze, może tak być - wyrzuciła z siebie po chwili. Dopiero teraz Nikka przeniosła wzrok na Hilla. Ten znów tylko skinął głową, po czym puścił Ingę równocześnie delikatnie ją od siebie odpychając. Dziewczyna nawet się nie obejrzała, rozgniewana ruszyła w stronę drzwi wejściowych. Nikka poszła za nią.

    - Wszystko dobrze, jak ręka? Bardzo boli? - dopytywała. Hill kiedyś potraktował ją w podobny sposób i nie było to przyjemne doświadczenie.

    - Tak, ale nic mi nie będzie, niczego mi nie uszkodził - odpowiedziała w końcu Inga zatrzymując się na tarasie. Pomasowała prawy bark, poruszała nim kilka razy na próbę. Dzień był słoneczny, ale niezbyt ciepły. Jesienny wiatr rozwiewał włosy im obu.

    - To dobrze. A tak ogólnie, wszystko w porządku?

    - Nic mi nie będzie - powtórzyła. - Powiedz mi Nikka, gdybym się uparła, pojedynkowałabyś się z nim?

    Trudne pytanie. Wciąż bała się Hilla, chociaż ostatnio już jakby mniej… Ale nie miała wątpliwości, ten strach mógł powrócić w każdej chwili z pełną mocą. Z drugiej strony była komandor Armii, musiała zachowywać się honorowo.

    - To byłby najbardziej żałosny pojedynek wszechczasów, ale co tam, pojedynkowałabym się - stwierdziła po namyśle.

    - Bo wiesz, przypomniało mi się jak walczyłaś z tamtym Murkey w więzieniu tuż przed naszą ucieczką i pomyślałam, że może dałabyś radę wygrać.

    Selino pokręciła głową z powątpiewaniem. Wtedy się udało, chociaż była wychudzona i pobita, ale teraz...

    - Nie ma we mnie już tego ognia - westchnęła. - Najprawdopodobniej Hill obezwładniłby mnie tak samo szybko jak ciebie.

    Nie chciała dodawać, że to właśnie on ten ogień zgasił, jak na ironię używając do tego kilku galonów prawdziwej wody. Nie potrafiła już wskrzesić dawnej pasji, jakby wtedy, w piwnicy, nieodwracalnie straciła część siebie. Odszedł gniew, został sam strach. Żeby zmusić się do jakiegokolwiek działania za każdym razem musiała przypominać sobie na ciążących na niej obowiązkach. Czy teraz będzie musiała już tak żyć? To nie była miła perspektywa…

    - Cholerny skurwysyn - podsumowała go Inga. Wciąż była wściekła. - Nie mogę na niego patrzeć, muszę się przejść.

    - Mam iść z tobą?

  - Nie, dzięki. Chyba muszę pobyć sama… Chociaż zaraz i tak z piwnicy wylezie jeden z tych młodych i zacznie za mną łazić…

    Nikka uśmiechnęła się do niej pocieszająco, zapewniła, że w razie czego służy pomocą, i wróciła do kuchni.

    - Musi się uspokoić i chciała zostać sama - od razu odpowiedziała na niezadane pytania. Hill kiwnął głową - trzeci raz, czy on zapomniał jak się mówi? Kamilla wyglądała na przejętą, a Kalia chciała biec do koleżanki.

  - Młoda, daj jej chwilę. Właśnie została upokorzona, musi sobie to jakoś poukładać - Nikka zatrzymała ją w domu. Wzięła pisak i wreszcie mogła napisać kilka słów dla Diega.

   - Zabawne, Inga najpierw oskarżyła nas o romans, a teraz sugeruje, że żadna kobieta mnie nie zechce, nie sądzisz, że te wersje się wykluczają? - spytał swobodnym tonem Itan, jakby przed chwilą nic się nie stało.

    - Po prostu cię nie lubi, dziwi cię to? - odpowiedziała mu równie swobodnie, chyba uważał tę rozmowę za prywatną.

    Uśmiechnął się. Nie do wiary, uśmiechnął się szeroko, aż zmarszczki w kącikach oczu na chwilę stały się bardzo widoczne. Czy taki uśmiech da się udawać? Nikka miała co do tego wątpliwości, ale pamiętała, jak dobrze potrafił grać… Ten cholerny Hill, potrafi namieszać jej w głowie jednym uśmiechem.

    - Bardziej dziwi mnie, że nie skorzystałaś z okazji, żeby też spróbować dać mi po gębie. Jeśli ona mnie nie lubi, to ty dopiero musisz mnie nienawidzić.

    Teraz Selino parsknęła śmiechem, a Hill zrobił zdziwioną minę.

    - Ech Itan… Przecież ja cię nie nienawidzę. To wszystko jest skomplikowane, ale nigdy nie czułam do ciebie nienawiści - wyciągnęła podpisaną książkę w jego stronę. - Proszę, mam nadzieję, że twój syn nauczy się amarskiego bez problemów.

    Przejrzał ich wpisy, po czym zaczął czytać:

    - Diego! Niech ta książka dobrze ci służy i pomoże ci nauczyć się języka mojego świata. Kiedyś sam przeczytasz te słowa bez problemu, a wtedy będziemy mogli się spotkać i porozmawiać, chętnie cię poznam. Niech bogowie nad tobą czuwają! Komandor Nikka Selino - zakończył i spojrzał na nią czujnie. - Komandor? Nie mogłaś sobie tego darować?

    - Panie Hill, nie mam zamiaru okłamywać pańskiego syna - odpowiedziała oficjalnie. Koniec tych pogaduszek, on zaraz może wyskoczyć z czymś, od czego poczuje się gorzej. Mimo przykrego incydentu z Ingą miała teraz niezły humor i nie chciała go zepsuć.

    Tym razem pokręcił głową, jakby z niedowierzaniem, zabrał książkę i odszedł. Kamilla, która cały czas była świadkiem tej rozmowy, podsumowała ją niezwykle celnym stwierdzeniem:

    - Znam was już tak długo, a ciągle mam wrażenie, że w ogóle was nie rozumiem.

piątek, 18 czerwca 2021

rozdział 66

    Jesień. Minął już rok na Erf. Liście zaczęły zmieniać kolory, dzień się skrócił, a tutejsze śmiesznie szare wiewiórki intensywnie zbierały zapasy na zimę. Życie w wielkiej rezydencji w amerikańskiej stolicy okazało się całkiem znośne. Nikka dostała druty i z zapałem zaczęła dziergać czapki i swetry. Te pierwsze wychodziły jej dobrze, z drugimi początkowo miała problemy. Spruła kilka pierwszych zaczętych robótek i często klęła pod nosem próbując przypomnieć sobie jak robiło się warkocze. Potem szło już gładko, chociaż włóczka czasem stawiała opór. No i druty miały jeszcze jedną zaletę: można się było nimi niepostrzeżenie ukłuć w dłoń czy w zgięcie łokcia. Lekko, żeby nie zostawić śladów, ale tak, żeby poczuć ten ostry koniec na skórze. To pomagało bardziej niż stawianie oczek.

    Hill tak jakby dał jej spokój. Zwykle był po prostu uprzejmy, czasem nawet trochę przyjazny, a często go po prostu nie było. Nikka wiedziała, że wyjeżdżał spotykać się z synem i dziękowała Panu Reedowi, że postawił tego chłopca na jego drodze. Bogowie mogliby podrzucić mu jeszcze kilkoro dzieci pod opiekę, może wtedy zrezygnowałby z tej pracy… Żeby nie było zbyt pięknie kazał swoim ludziom mieć na nią oko, bo za każdym razem gdy wychodziła do ogrodu, miała ze sobą dyskretne towarzystwo.

    Kalia wreszcie skończyła portrety bogów i mogły urządzić swoją małą świątynię. Zdecydowała się przedstawić Reeda, Zoyannę, Navarra i Inę klasycznie, w ludzkich postaciach, ale zrobiła to w dość oryginalnym stylu: mieli wąskie twarze i długie kończyny, proporcjami nie przypominali zwykłych śmiertelników. Ograniczyła kolory do tych, które zwyczajowo kojarzono z poszczególnymi bogami. Narysowała im też wielkie oczy i pokolorowała je tak, że od razu przyciągały uwagę. Nikce ten zabieg bardzo się spodobał. Wiadomo, Kalia nie była w stanie oddać tej głębi, tej przenikliwości spojrzenia, którą Selino widziała u Pana Reeda, ale mimo wszystko postarała się i efekt był świetny. Każdy z obrazów ozdobiła ramką z kwiatów, w końcu mówiła, że kwiaty wychodzą jej najlepiej.

    Hill nie zgodził się na świece, użyły więc lampy, którą Nikka zapalała codziennie z nadejściem zmierzchu i gasiła rano przed zejściem na śniadanie. Udało się jej wykłócić o wolne w dniu jesiennej równonocy. Przełożeni Hilla zaplanowali w tym terminie kolejne wyjście, ale powiedziała, że jej to nie obchodzi, jest święto i trzeba odprawić ceremonię. Tak, wcześniej tego nie robiły, ale teraz mają gdzie, więc wszystko odbędzie się jak należy. Nie, nie będzie poświęcać na to całego dnia; i nie, na pewno nie zrobi tego na odwal się pomiędzy śniadaniem a wyjściem do auta.

    - Panie Hill, pan też powinien wziąć w tym udział, bogowie byliby zadowoleni - radziła mu, ale nie miała pojęcia czy skorzysta z zaproszenia.

    Postawiła na swoim, wyjście przesunięto o dzień. W południe zebrały się więc w świątyni ubrane w to, co każda z nich uznała za najlepszy strój: Kalia i Inga w sukniach, Nikka zaś przekornie założyła swój najbardziej udany sweter barwy czerwonej cegły i czarne spodnie.

    Itan zjawił się tuż przed tym, jak zaczęła wygłaszać mowę. Nie wszedł do środka, stanął w drzwiach i oparł się o futrynę. Nie odezwał się ani słowem, tylko patrzył.

    - Jesienna równonoc to czas, w którym tradycyjnie dziękujemy Pani Zoyannie za udane zbiory i prosimy ją o łaskę na następny rok, by był pełen szczęścia, zdrowia i obfitości. My tu co prawda nie siejemy, nie hodujemy zwierząt, ani nie wypływamy na połów, ale nie możemy powiedzieć, że brakowało nam jedzenia, więc jak najbardziej mamy za co dziękować. Co do próśb, to każde z nas najlepiej wie czego chce, ale jedno chyba mogę powiedzieć w imieniu wszystkich: Pani, zechciej uczynić nadchodzący rok lepszym dla nas, dla naszych rodzin i naszych przyjaciół.

    Zrobiła krótką przerwę by słowa mogły należycie wybrzmieć. Spojrzała na boginię narysowaną przez Kalię: miała brązowe, kręcone włosy, oczy w tym samym kolorze, zaskakująco prostą, jak na upodobania autorki, zieloną suknię, a w rękach trzymała wielkie naręcze kwiatów. Nikka najlepiej pamiętała obraz Pani Zoyanny ze świątyni w dzielnicy portowej, gdzie przedstawiono ją wśród kłosów dojrzałego zboża, ale i ten wizerunek był bardzo udany. I pomyśleć, że kiedyś niechętnie uczestniczyła w ceremoniach, a teraz sama taką prowadzi… Matka byłaby dumna. Odpędziła myśli o domu, bo oczy już zaczęły wypełniać się łzami, po czym kontynuowała:

    - Teraz powinniśmy złożyć ofiary z tego, co udało nam się wypracować przez lato, ale w związku z tym, że nasza sytuacja jest jaka jest, możemy ci, Pani, ofiarować jedynie to - skinęła głową Kalii, która specjalnie na tę okazję przygotowała bukiet z jesiennych liści i gałązek znalezionych w ogrodzie. Bardzo ładny bukiet, dziewczyna miała talent do takich rzeczy. Włożyła go do wazonu ustawionego na podłodze u stóp ołtarza. - Żeby nie przedłużać, pomódlmy się teraz w ciszy, a potem zapraszam wszystkich do salonu, wypijemy sobie tii i porozmawiamy o miłych rzeczach - położyła nacisk na słowo “wszystkich”, żeby Hill nie miał wątpliwości, że on też został zaproszony. Na co dzień może i byli wrogami, ale dziś mogli na chwilę odłożyć wzajemną niechęć.

    Dziewczyny uklękły, pospuszczały głowy, pogrążyły się w modlitwie. Nikce zajęło to dłuższą chwilę, miała sporo do powiedzenia swojej bogini. Kiedy wstała Hilla już nie było i nie widziała go do końca dnia.

sobota, 5 czerwca 2021

rozdział 65

    Coś kombinowała, był tego pewien, chociaż nie miał na to jeszcze żadnych dowodów. Nie było go tylko dwa dni, ale tyle wystarczyło. Helena przekazała mu interesujące informacje: Nikka najpierw rozmawiała z Ingą, potem z Chenem, a teraz podobno zachowywała się dziwnie, cokolwiek miało to znaczyć. Była na tyle cwana, że obie rozmowy przeprowadziła na zewnątrz i nie mieli ich na taśmie, ale to akurat była jego wina, sam pokazał jej bezpieczne miejsce. Mógł się domyślić, że będzie chciała to wykorzystać, i załatwić to inaczej, chociażby zabrać ją na krótką przejażdżkę po okolicy. Sama nie wyszłaby za bramę. Trudno, teraz już za późno.

    Dał jej spokojnie zjeść śniadanie, a potem wyszedł z piwnicy, zamknął drzwi i zaburzył ten spokój. Selino siedziała w salonie i bawiła się złocistymi włosami Kalii, która leżała na kanapie trzymając głowę na kolanach Nikki. Co za sielanka… Podszedł do nich i przemówił stanowczo:

    - Selino, a teraz opowiesz mi grzecznie o czym tam sobie rozmawiałaś z Ingą i Erickiem Chenem - nie krzyczał, ale chciał ją trochę nastraszyć. Może już przestała się go bać i pomyślała, że może tu wyrabiać, co jej się podoba.

    Ku jego zaskoczeniu to Kalia się wystraszyła, poderwała i otworzyła usta, ale nic nie powiedziała. Nikka natomiast zachowała się rzeczywiście dziwnie.

    - Och naprawdę? To może spytaj Ingi, w końcu to jej prywatne sprawy i nie życzy sobie, żeby się w nie wtrącać. I wiesz co, ja chętnie usłyszę, co ci odpowie, bo ze mną nie chce gadać, nie rozumiem dlaczego.

  Takiej jej jeszcze nie słyszał, sarkastycznej, bezpośredniej i wkurzonej jednocześnie. Coś tu się musiało wydarzyć w trakcie jego nieobecności, coś dużego.

    - Dobrze, to chodź, porozmawiamy z nią. Jest u siebie, tak?

    - Nie mam pojęcia - Selino wzruszyła ramionami. Wstała i rzeczywiście wyglądała. jakby chciała iść z nim szukać Ingi. Ta jednak ułatwiła im zadanie, sama zeszła na dół i przywitała Hilla obojętnym “dzień dobry”.

    - Zaczekaj Warez - polecił jej, bo już miała ich minąć i pójść gdzieś w stronę drzwi wyjściowych. - O jakich to prywatnych sprawach ostatnio dyskutujecie z Selino?

  - O prywatnych, rozumiesz, co znaczy to słowo, Hill? - wyglądało na to, że nie ma zamiaru go posłuchać.

    - Stój - warknął i dopiero to osadziło ją w miejscu. - Porozmawiacie ze mną, obie.

    Zauważył, że Kalia patrzy na tę całą scenę z niedowierzaniem, jakby nie miała o niczym pojęcia. Co tu się, do cholery, wyrabiało?

  - Wiecie co, odpierdolcie się ode mnie, oboje. Ja już powiedziałam wszystko i nie mam nic do dodania.

    - Powtórz proszę, ja jeszcze nie słyszałem - zachęcił ją.

    Inga wywróciła oczami, spojrzała gniewnie na Selino i skrzyżowała ręce na piersi chcąc tym gestem pokazać jak bardzo jej się to wszystko nie podoba.

    - W porządku, powtórzę, głośno i wyraźnie, żebyście zrozumieli. Nie wierzę, że Eric mnie dla ciebie szpieguje, on nigdy nie zgodziłby się pracować dla takiego śliskiego skurwysyna jak ty. A tobie, Selino, nic do tego z kim się spotykam, nie możesz mi tego zabronić - mówiła coraz głośniej, w ostatnim zdaniu usłyszał wręcz histeryczne tony.

   - Inga, ja chcę tylko, żebyś była ostrożna. Wiesz, że oni są teraz dla nas mili, ale jeszcze mogą przestać… - Nikka mówiła cicho, prosząco. - I wiesz przecież, że mogę ci zabronić, jeśli będę mieć jakieś dowody.

    - I co, i zaraz mi powiesz, że się o mnie martwisz? A wiesz co, ja myślę, że jesteś zazdrosna. Ja sobie kogoś znalazłam, a ty siedzisz sama i już nie możesz tego wytrzymać.

    To było ciekawe. Patrzył to na jedną, to na drugą dziewczynę. Warez była wściekła, Selino też, ale teraz posmutniała. Więc oskarżała Chena o szpiegostwo? Dziwne, że dopiero teraz, przecież składał raporty od samego początku. Widocznie uznała, że bawi się uczuciami jej przyjaciółki wykorzystując je do zdobywania informacji.

    - A może… - spojrzenie Ingi skakało teraz od Hilla do Selino i z powrotem. - A może właśnie jednak znalazłaś? Nie wiem co wy tam robicie w czasie tych waszych wspólnych wyjazdów i tajnych spotkań w ogrodzie. A później mówisz, że “nic się nie dzieje, on mnie już widział nagą” i że “robi się różne rzeczy, jak się myśli, że zaraz się zginie”. To nie byłby twój pierwszy raz, co nie, Nikka? No tak, nie odpowiadaj, idź się popłacz i potnij, on cię pocieszy - rzuciła na koniec, po czym odeszła do kuchni. Zdziwił się, że nie trzasnęła za sobą drzwiami.

    - Nikka? Wszystko dobrze? - Kalia wreszcie się odezwała. - Czemu Inga tak na ciebie krzyczy?

    Selino wyglądała jakby ktoś dał jej w twarz. Stała ze spuszczoną głową, wargi jej drżały, a w oczach zebrały się łzy. Zadecydował, że z nią zostanie, chociaż korciło go, by pójść za Ingą i jeszcze ją trochę przycisnąć, może dowiedziałby się jeszcze innych ciekawych rzeczy o komandor Selino. Zaskoczyło go, że Warez właśnie tak widzi ich relację, przecież oni nigdy… Nawet nigdy poważnie o tym nie pomyślał.

    - Ja naprawdę się o nią martwię - wyszeptała Nikka. - Przepraszam, potrzebuję teraz chwili… - ruszyła w stronę schodów chcąc zapewne pójść do swojego pokoju. Nie mógł na to pozwolić, rzeczywiście mogłaby się skrzywdzić, a wtedy szefostwo nie byłoby zadowolone.

    - Nikka, posłuchaj, wiesz, że ja teraz nie mogę cię zostawić, rozumiesz to, prawda? Proszę, możesz płakać, jeśli to ci pomoże, ale pozwól, że będę tam przy tobie - mówił idąc tuż za nią. Wkładał w to tyle współczucia, na ile tylko było go stać, i cholera, to nawet nie było udawane. Naprawdę szkoda było mu tej dziewczyny, która właśnie dostała mnóstwo niemiłych słów i fałszywych oskarżeń od osoby, którą próbowała chronić.

  Selino nagle zatrzymała się w połowie schodów, otarła oczy i spojrzała na niego trochę przytomniejszym wzrokiem.

    - Dziękuję za dobre chęci. I chyba rzeczywiście muszę się wypłakać, ale to za chwilę. Zaraz wrócę, dobrze? Mam jej jeszcze coś do powiedzenia.

    Kiwnął jej zachęcająco głową, to wreszcie była ta twarda Selino, którą znał. Oczywiście poszedł za nią, chciał to usłyszeć, ale trzymał się z daleka, żeby im nie przeszkadzać.

   - Starsza mat Warez, baczność i słuchaj - więc wróciły do zabawy w wojsko. Chociaż nie, one traktowały to śmiertelnie poważnie. - Rozkazuję ci natychmiast meldować o każdym podejrzanym zachowaniu Ericka Chena i innych Amerykanów, które mogłoby zaszkodzić nam lub Kalii, rozumiesz?

    - Tak jest, pani komandor - zadziałało, ale nawet stąd słyszał niechęć w głosie Ingi.

    - Przykro mi, że mnie do tego zmusiłaś. Myślałam, że zrozumiesz, ale widocznie… Nieważne, po prostu zachowaj czujność, Warez. I pamiętaj, że co by się nie działo, ja zawsze będę po twojej stronie. A teraz spocznij i wracaj do tych twoich fochów.

    Selino zakończyła wywód, a on niemal widział, jak uśmiecha się delikatnie wypowiadając ostatnie słowa. Podeszła do niego, przystanęła i przez chwilę gapiła się w przestrzeń, jakby zastanawiając się, co dalej.

    - Hill, skoro już naprawdę musisz mi towarzyszyć, to nie wiem, chodźmy może tam - wskazała na bibliotekę. - I wiesz co, ty umiesz dobrze udawać, prawda? Mógłbyś poudawać mojego przyjaciela? Chociaż przez kilka godzin, proszę.

    - Pewnie Nikka, możesz na mnie liczyć - skłamał gładko. Oboje dobrze wiedzieli, że to tylko gra, ale skoro tego potrzebowała… Usiadł na kanapie licząc, że ona zajmie fotel naprzeciwko, ale, ku jego zaskoczeniu, przysiadła się tuż obok. Wyciągnął ramię jakby miał zamiar ją objąć. Nie dotknął jej jednak, czekał, aż sama się zbliży. Na razie tego nie zrobiła.

    - Mogę coś dla ciebie zrobić? - zaproponował.

    - Powiesz mi, czy Eric pracuje dla ciebie? Pewnie nie - westchnęła.

    - Nie kazałem mu jej uwieść, jeśli o to ci chodzi - tyle mógł powiedzieć.

    Podciągnęła nogi na kanapę i przytuliła się do jego boku. Teraz delikatnie opuścił dłoń i przyciągnął dziewczynę do siebie, powoli, żeby się nie wystraszyła. Pamiętał jak zareagowała, kiedy pierwszego dnia tutaj odwiedził ją w pokoju. Zresztą za każdym razem, gdy podchodził blisko, robiła się spięta i czujna. W tej chwili wydawała mu się bardziej ludzka, taka zagubiona i bliska załamania.

    Z drugiej strony raz już myślał, że jest tylko małą, przestraszoną dziewczynką, i nieźle się na tym przejechał.

    - Ethan - wymówiła jego imię w taki sposób, że poczuł ciepło gdzieś blisko serca. Chciałby ją teraz przytulić i zapewnić, że wszystko będzie dobrze, tak jak Diega. Co się z nim dzieje, znów zalała go dziwna fala emocji. Starzeje się, czy co?

    - Kiedy to się skończy? Ja nie chcę tu zostać na zawsze… Wiesz czego ja chcę? Wrócić do domu. Sprzedawać ryby, gotować zupę… Pożyczyć łódź od wujka, wypłynąć na morze i patrzeć na fale… nigdy więcej nie wracać do tego wszystkiego… - urwała i zaczęła łkać.

    Gładził ją po włosach i ramionach, pozwolił płakać w swoją koszulę, nie odzywał się, żeby nie psuć chwili. Oboje dobrze wiedzieli, że to wszystko jest niemożliwe. I to nie tylko dlatego, że na razie nie dało się jeszcze dotrzeć na Amar.

    Hill wierzył w każde jej słowo, ale mimo wszystko dalej nękało go dziwne przeczucie, że coś tu nie gra. Nie mógł pozbyć się wrażenia, że został oszukany.

***

    Zatrzymał nagranie i zwrócił się do Heleny:

    - No i potem już tylko płakała. Powiedz mi proszę, co to twoim zdaniem było, bo ja już chyba mam paranoję i wydaje mi się, że one coś kombinują.

    - W naszym zawodzie paranoja jest jak najbardziej wskazana - zaśmiała się starsza agentka. - Rozmawiałeś już z Chenem?

    - Tak, nawet trochę go przycisnąłem. Potwierdził ich wersję.

    - No to ja myślę, że to są tylko hormony. Nigdy nie byłeś młodą kobietą, co?

    - Niestety, nie było okazji. A ty? - odgryzł się.

    - Wyobraź sobie, że ja byłam i jeszcze coś z tego pamiętam. I mówię ci, że to hormony. Jedna jest zakochana, a drugiej potrzeba porządnego seksu i terapii, kolejność dowolna. Jak ci zależy, żebyśmy nie znaleźli jej wiszącej na prześcieradle albo z otwartymi żyłami, to poświęć się dla kraju i przeleć ją wreszcie.

    Westchnął. Kirby potrafiła być bezpośrednia. Żeby jeszcze to było takie proste…

    - Powiedzmy, że jeśli coś zasugeruje, to nie odmówię - stwierdził.

   - Ja się zajmę tą małą, będzie teraz jak dziecko patrzące na rozwód rodziców, łatwo ją urobię. A z Selino ty gadaj, ja nie umiem do niej dotrzeć - bezpośredniość Heleny miała swoje zalety. Potrafiła przyznać się do błędu lub niewiedzy, co znacznie ułatwiało pracę. W sumie Hill cieszył się, że to właśnie ona została jego partnerką, mógł trafić o wiele gorzej.

    - Jesteś za miękka, za amerykańska. Z nią trzeba trochę twardziej, bo cię nie będzie szanować - poradził.

    - Taa, jak tak dobrze ją rozgryzłeś, to czemu w ogóle musisz się zastanawiać czy cię kantuje, czy nie?

    Nic nie rozumiała.

   - Helena, to jest tak, że ja czasem po prostu wiem, że Selino nie kłamie. Zależy o czym i jak rozmawiamy, ale są momenty, że jest całkowicie szczera i jej ufam. To nie był taki moment, czułem, że coś mogło być nie tak. W naszym zawodzie ignorowanie przeczuć nie jest wskazane - sparafrazował jej słowa sprzed chwili.

    - A nawet jeśli, to co? Pomyśl chwilę, co ona może zrobić? Namówić Chena albo Peake, żeby przekazywali jej informacje? Przecież oni nic nie wiedzą. Te dziewczyny siedzą tu zamknięte, zdane na naszą łaskę. Chyba już zrozumiały, że nie ma sensu uciekać. Jeśli granie w jakieś szpiegowskie gierki rodem z filmu klasy B poprawi Selino humor, to może powinniśmy jej na to pozwolić?

    Hill odchylił się do tyłu na krześle i splótł dłonie na potylicy. Prawdopodobnie Helena miała rację, to tylko zazdrość i hormony. Sam w wieku tych dziewczyn robił głupie rzeczy, jeszcze o tym nie zapomniał. A jeśli nawet to jakieś machinacje Selino, to tu też Helena miała rację. Nijak im nie zaszkodzi, a zabawa w szpiega przynajmniej da jej jakieś zajęcie.

    Problem w tym, że Hill bardzo, ale to bardzo nie lubił kiedy ktoś się nim bawił.

wtorek, 1 czerwca 2021

rozdział 64

    Wycieczka się udała, wielki pomnik tego prezidenta naprawdę robił duże wrażenie. Wykuty z białego kamienia szczupły mężczyzna siedział na krześle i z dumą obserwował miasto. Przed nim rozciągało się prostokątne jeziorko, a na jego drugim brzegu ustawiono wielki kamienny słup. Jeśli stanęło się w odpowiednim miejscu, to jego odbicie dzieliło jeziorko dokładnie na pół. Nikce spodobała się symetria tego miejsca, widać było, iż ktoś to starannie zaplanował. Ich przewodnicy zdawali się być dumni z tego, że ten cały Linkoln był ich przywódcą. Hill już zapowiadał następne wyjścia w inne miejsca ważne dla Amerikanów. Świetnie, będzie okazja nauczyć się więcej o tym dziwnym kraju. Teraz Nikka wypatrywała jednak okazji na rozmowę z Erikiem Czenem, który, jak na złość, ostatnio pojawiał się rzadko.

    Na razie nikt nie zauważył niechęci i nieprzychylnych spojrzeń wymienianych przez Nikkę i Ingę. Rozmawiały ze sobą mniej niż dotychczas, ale zachowywały jako taką uprzejmość. Jednak kiedy zostawały same, uśmiechały się porozumiewawczo. Spisek zdecydowanie poprawił humory im obu.

    Wreszcie trafił się dzień, gdy w domu towarzyszyli im Helena i Erik. Nic specjalnego się nie działo, do kolejnej “pracy”, jak to nazywała Nikka, zostało sześć dni. Hill może i zagoniłby je do nauki, ale Helena uważała, że to za wcześnie. Pomagały więc Erikowi w pracy nad książką, którą pisał wraz z Kamillą. Miał to być podręcznik do nauki amarskiego połączony ze słownikiem i zbiorem podstawowych informacji o planecie Amar. Inga sugerowała, że warto byłoby rozszerzyć tę ostatnią część, ale uczeni zgodnie twierdzili, że wolą zostać przy swojej specjalności, którą była nauka o języku, a książka o Amarze jako takim byłaby interesująca, ale za jej napisanie powinien zabrać się ktoś inny.

    - Może poprośmy Hilla, żeby wydał swoje raporty? Ma już tyle informacji, że starczy na porządną książkę - zażartowała Nikka, ośmielona jego nieobecnością.

    Erik się zaśmiał, a Inga przysunęła się bliżej niego i rzuciła Nikce spojrzenie mające zapewne oznaczać “odwal się od mojego chłopaka”. To było naprawdę urocze. Komandor ledwo powstrzymała się od wybuchnięcia śmiechem, zamiast tego udała zmieszaną i odwróciła wzrok.

    Nikka musiała jeszcze złapać Erika samego, i to gdzieś, gdzie nie ma podsłuchu. Stwierdziła, że najlepiej będzie zaczekać i pójść z nim w kierunku bramy gdy będzie wychodził. Teraz dała mu trochę czasu z Ingą, sama zabrała Kalię do swojego pokoju gdzie wspólnie oglądały powiększającą się stopniowo zawartość jej szafy. Młoda uwielbiała krytykować tutejszą modę. Nikka słuchała jej narzekania, potakiwała gorliwie, aż w końcu wpadła na pewien pomysł.

    - Pamiętasz jak pytałam cię czy umiesz rysować? - wypaliła nagle.

    - No pamiętam. I o co ci chodziło?

    - Chciałabym, żebyś zrobiła portrety bogów. Myślałam, żeby w tym pustym pokoju zrobić taką małą świątynię.

    - Ale ja umiem rysować kwiaty, nie ludzi… - zmartwiła się Kalia.

    - Dasz radę, wiesz, to bogowie, nie muszą być bardzo podobni do ludzi. Kiedy widziałam Pana Reeda, prawie w ogóle nie przypominał człowieka.

    - Spróbuję, ale mam tylko notes i pisak.

    - Zaraz porozmawiam z Heleną, poproszę ją o coś bardziej odpowiedniego - zapowiedziała Nikka. - I wiesz co? Chciałabym, żeby dała mi włóczkę i druty, zrobię nam prawdziwe czapki i swetry.

    - Nikka, jest lato.

    - Wiem, ale po nim będzie jesień i zima. Poprzedniej zimy na hali trochę marzłam. Kamilla mówiła, że tu pada śnieg.

    Śnieg był czymś, co dziewczyny widywały rzadko. I w Ellis, i w Port Albis spadał tylko podczas szczególnie ciężkich zim, raz na kilka lat, czasem nawet rzadziej.

    - A może mogłabyś coś uszyć? Prawdziwą suknię? - spytała Kalia z nadzieją.

    - Mogłabym, gdybym musiała… Ale całą suknię od początku do końca, i to jeszcze nie taką zwykłą, tylko coś specjalnie dla ciebie, co musiałoby być bardziej skomplikowane… Przepraszam Kalia, ale chyba bym przy tym osiwiała. Zresztą nie umiem haftować ani robić koronek.

    - Szkoda - westchnęła młoda. - Przynajmniej będziemy mieć porządne swetry do zabawy zimą. Słyszałaś, że na północy dzieci budują sobie śnieżne fortece i rzucają się śnieżnymi pociskami?

    Nikka spędziła na północy całą zimę, ale głównie pod ziemią, więc nie zdążyła poznać miejscowych zwyczajów.

    - Nie, ale to brzmi jak dobra zabawa i możemy tego spróbować. Chodź, zobaczymy gdzie da się zrobić ołtarz.

    Przeszły do pustej szarej sypialni. Większą część pomieszczenia zajmowało łóżko, znalazło się też miejsce na jeden boczny stolik z lampą, fotel z podnóżkiem i wąski stół ustawiony pod ścianą naprzeciw drzwi wejściowych, na którym postawiono ozdobny ceramiczny dzban.

    - Zdejmiemy to coś, ustawimy tu twoje obrazy, i byłoby dobrze, gdybyśmy dostały też jakieś świece - powiedziała Nikka podnosząc dzban. Był zaskakująco ciężki, chyba dałoby się nim kogoś ogłuszyć.

    - Jest trochę miejsca, będzie gdzie się porządnie pomodlić - stwierdziła Kalia. - Widzisz, ja czasem chciałam, ale przy was jakoś nie mogłam, w moim pokoju mi też coś nie pasowało - wyznała wstydliwie. - W domu mieliśmy własną świątynię, chodziłam tam wieczorem albo w nocy.

    - Młoda, to proste, patrz: proszę was, bogowie, dajcie nam siłę, byśmy mogły przetrwać wszystkie głupie pomysły Amerikanów, i błagam, dajcie nam cierpliwość, byśmy spokojnie doczekały powrotu do domu - Nikka wygłosiła krótką modlitwę rozkładając przy tym dłonie i wznosząc wzrok ku niebu. - Ale skoro wolisz się modlić w samotności, to nie będziemy ci przeszkadzać jak to wszystko będzie już gotowe.

    Nie było tu już niczego do oglądania, więc zeszły na dół, by znaleźć Helenę. Nikka nie za bardzo chciała prosić ją o cokolwiek, ale ona raczej spełni ich zachcianki. Z Hillem chyba nie byłoby sensu nawet próbować.

    Kobieta odnalazła się na tarasie przed wejściem. Siedziała tam na przyniesionym z kuchni krześle i patrzyła na ogród. Czy nie powinna ich pilnować? Ten brak czujności potwierdzał tylko hipotezę Nikki o tym, że są podsłuchiwane.

    - Pani Kerbi, chcę z panią porozmawiać - zaczęła komandor Selino.. Helena sprawiała wrażenie zaskoczonej, ale natychmiast wstała i oświadczyła:

    - Tak, tak, Nikka, porozmawiajmy.

    - Chciałabym urządzić w wolnej sypialni małą świątynię. Miejsce, w którym mogłybyśmy się spokojnie modlić - Nikka uważała, by mówić dość powoli i używać prostych słów. Helena szybko się uczyła, ale jeszcze nie mówiła po amarsku tak dobrze jak Hill.

    - Oczywiście Nikka, oczywiście, rób jak chcesz, to dobry pomysł - przytaknęła jej z szerokim uśmiechem i entuzjazmem.

    - Chciałabym, żeby Kalia zrobiła portrety bogów, wie pani, obrazy do świątyni. Proszę więc o papier i coś, czym da się rysować albo malować.

    - Tak, żaden problem, dam wam to, jutro, może za dwa dni.

    - Dziękuję. Chciałabym też dostać włóczkę i druty, żeby móc robić swetry.

    Teraz Helena patrzyła na nią pytającym wzrokiem, chyba niewiele zrozumiała.

    - Rzeczy, z których da się zrobić sweter. Włóczkę, czyli ten sznurek, nitkę, z której powstaje sweter, i druty, czyli te patyki, którymi się go robi. Jeśli pani nie wie, o co chodzi, to proszę zapytać Kamilli, ona powie. Nie spieszy mi się, może mi pani to przynieść i za miesiąc.

    Kobieta potakiwała słuchając wyjaśnień. Prośba chyba w końcu do niej dotarła, gdyż złapała Nikkę za ramię i zaczęła zapewniać, że dostarczy jej wszystko, czego żąda. Selino dziękowała i przeklinała ją w myślach. Do cholery, czy ci Amerikanie nigdy się nie nauczą? Helena jeszcze nie zdążyła załapać, że nie chce być przez nią dotykana?

    - Nikka, Nikka, jak chcesz jeszcze czegoś, może porozmawiać, to nie bój się, przychodź zawsze do mnie - zapewniała nie chcąc puścić dziewczyny, która w końcu straciła cierpliwość i delikatnie zdjęła z siebie dłoń Heleny.

    - Jeszcze raz dziękuję i będę o tym pamiętać, pani Kerbi - odsunęła się pół kroku w tył i ukłoniła się lekko. Niech zobaczy, jak to się powinno robić. Wykręciła się od dalszej rozmowy, nie chciała spędzić z Heleną połowy dnia.

    Wieczorem to Nikka siedziała na tarasie, na tym samym krześle. Cierpliwie czekała na Erika, aż w końcu się doczekała. Wychodził sam i nawet jej nie zauważył. Wstała i ruszyła za nim, musiała prawie biec, by dogonić mężczyznę i złapać go za łokieć.

    - Słuchaj mnie uważnie, bo nie będę powtarzać - zaczęła ostro. - Wiem, że zawróciłeś w głowie Indze, i że jesteście sobą zainteresowani.

    - Nikka… - chciał coś powiedzieć, ale nie dała mu dojść do słowa.

    - Milcz i słuchaj, i lepiej, żebyś dobrze zrozumiał - wysyczała. Pociągnęła go za rękę i zaczęli powoli iść przez podjazd, bardzo blisko siebie. Nikka wręcz uwiesiła się na jego ramieniu. Ładnie pachniał, czymś jakby skórą i żywicą. - Kochasz ją, tak? Chcesz z nią być jak już wreszcie wyjdziemy z tego cholernego więzienia?

    - Ja… Tak, chciałbym z nią być… - Czen był zaskoczony tą nagłą napaścią Nikki, odpowiedział powoli, niepewny do czego to wszystko prowadzi.

    - Wspaniale. Więc nie będziesz mieć problemu z tym, żeby pomóc nam bardziej, niż do tej pory? Potrzebuję wiedzieć, co się o nas mówi, pisze w gazetach, co ludzie myślą, rozumiesz. Powiesz Indze wszystko, co Hill przed nami ukrywa, tylko nie w domu, tam nas podsłuchują - zastrzegła. Erik spojrzał na nią z góry, w jego ciemnych oczach dostrzegła strach. Nietrudno było się domyślić, że też boi się Hilla. Trzeba będzie go jakoś uspokoić. - Itana biorę na siebie, a jak będzie cię wypytywał, powiedz, że oskarżyłam cię o to, że nas szpiegujesz na jego polecenie, i że jeśli to prawda, to zabronię Indze spotykać się z tobą. Bo wiesz, mogę to zrobić, jeśli nam nie pomożesz. Rozmawiałam z nią. Nie jest zachwycona, ale mnie posłucha. Jesteśmy w Armii i ja tu dowodzę..

    Zbliżali się już do bramy. Nikka pamiętała ostrzeżenia, nie chciała podchodzić za blisko. Stanęła, a Erik, którego wciąż mocno trzymała za ramię, również musiał się zatrzymać. Jeszcze tylko ostatnie zdanie i będzie mogła wrócić do domu.

    - Podawali mi leki, które miały mi zamącić w głowie, bili mnie, topili, grozili bronią i gwałtem. Przez to wszystko nie mogę spać po nocach i nie wiem ile już razy myślałam o tym, że łatwiej byłoby po prostu umrzeć. Pamiętaj o tym, Erik. I pamiętaj, że Indze zrobiliby dokładnie to samo, gdyby tylko była wyższa stopniem. A ty jesteś dobrym człowiekiem, wiem o tym. Kiedyś będziecie z Ingą świetną parą - zakończyła. Erik patrzył na nią dziwnie, jakby te słowa go poruszyły. Kątem oka dostrzegła mężczyznę wysiadającego z zaparkowanego na ulicy auta. To był jeden z ludzi Hilla, kierował się w stronę bramy i nie spuszczał z niej oka.

    - Masz rację - odpowiedział jej Erik. Nie wyczuła fałszu. Dobrze, bardzo dobrze. - Zobaczę, co będę mógł zrobić, oczywiście dyskretnie - zapewnił.

    Nikka tylko delikatnie skinęła mu głową, odwróciła się i odeszła bez słowa. Człowiek Hilla był już blisko i mógł coś usłyszeć. Nie wiedziała, czy zna amarski, bezpieczniej było założyć, że tak. W trakcie wojny mała paranoja jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła.

rozdział 80

     Ostatnia godzina minęła nie wiadomo kiedy. Potem Nikka nie za bardzo pamiętała ten czas, czuła się podekscytowana i zdenerwowana jednoc...