sobota, 10 lipca 2021

rozdział 74

    Nienawidziła ich, w tej chwili nienawidziła wszystkich Amerikanów, tych podłych dwulicowych świń traktujących ją jak nic nieznaczącego śmiecia, którego można wykorzystać i wyrzucić. Przecież zdawali sobie sprawę, że godząc się na współpracę balansowała na krawędzi zdrady, czy to dla nich nic nie znaczyło? Czy na tym świecie honor zginął już dawno temu? Nie znalazła odpowiedzi na te pytania i stwierdziła, że nie ma co się nimi zadręczać. Teraz musi skupić się na sobie. Jest Akuryjką zaproszoną na przyjęcie wydawane przez amerikańskiego przywódcę i, jak źle by się nie czuła, swoim zachowaniem nie może przynieść hańby swojemu królestwu.

    Ale to nie będzie łatwe, gniew wrzał w niej tak mocno, że ledwo była w stanie nad nim zapanować. Chciałaby wrzeszczeć albo rozbić kilka kieliszków i talerzy, żeby dać mu jakieś ujście, ale nie mogła sobie na to pozwolić. Samej będzie ciężko… Na szczęście nie była tu sama.

    Wypatrzyła niebiesko-fioletową suknię Kalii i ruszyła w jej stronę. W towarzystwie młodej łatwiej będzie zachować spokój.

   - Och, Nikka, wychodziłaś gdzieś? Nie widziałam cię przez chwilę - dziewczyna była spostrzegawcza.

    - Tak, ale już jestem, panienko. Czy mogłabyś przez jakiś czas zagadywać każdego, kto chciałby mnie zaczepić? Zdenerwowałam się i muszę ochłonąć - wyjaśniła jej podchodząc blisko.

    - Pewnie. Próbowałaś już tego czegoś? Zapomniałam nazwy, ale jest naprawdę pyszne - Kalia skierowała ją w stronę stolika z przekąskami. Mądry ruch, jeśli będą sprawiać wrażenie zajętych, jest mniejsza szansa, że ktoś się do nich przyczepi. A jeśli jednak ów hipotetyczny ktoś postanowi zagadać o jedzeniu, młoda z łatwością przejmie rozmowę.

    Na razie zbliżał się do nich tylko Erik. Zgubił gdzieś Ingę, pewnie chce spytać, czy jej nie widziały. Chociaż… Nikka zmrużyła oczy uświadamiając sobie, że ten ciemnoskóry mężczyzna z rozpiętą kurtką podąża w ślad za Erikiem. Rozpięte kurtki mieli tu tylko strażnicy prezidenta, zapewne po to, by móc szybko sięgnąć po broń, zauważyła to już dawno. A po przeciwnej stronie pomieszczenia stał Hill i wpatrywał się w nią tak intensywnie, jakby chciał przekazać jej samym spojrzeniem treść naprawdę grubej książki. To nie wróżyło niczego dobrego.

    Spokojnie, musisz zachować się z godnością - upomniała się.

    - Nikka? Pani Selino? - niepewnie zaczął Erik.

    - Słucham, panie Czen - cokolwiek Hill kazał mu zrobić, nie chciała teraz mu tego utrudniać.

    - Hill powiedział, że wypiłaś za dużo i źle się czujesz. Poprosił, żebym zabrał cię do auta - tłumacz powtórzył wiadomość; czuć było, że nie wierzy w nią ani trochę.

    Więc tak to chcesz rozegrać, teraz się boisz, co? - posłała Hillowi pogardliwe spojrzenie, ale w końcu delikatnie skinęła głową dając znak, że zrozumiała.

    - Jakże miło z jego strony, że się o mnie troszczy - weszła w słowo Kalii, która chyba już chciała zaprotestować. - Powiedz proszę twojemu nowemu koledze, że będę grzeczna i jego obecność w sumie będzie zbędna, ale wiem, że musi nam towarzyszyć. Panienko, powtórz wszystko Indze i dodaj, że wszystko będzie dobrze. Niech nie robi zamieszania, nie warto, okej? - zakończyła słówkiem podłapanym od Amerikanów. Młoda przytaknęła gorliwie.

    Poczekała, aż Erik zamieni kilka słów ze strażnikiem i pozwoliła się wyprowadzić, powoli i w milczeniu. Dopiero na zewnątrz pozwoliła sobie na kilka kąśliwych uwag.

    - Panowałam nad sobą, za kogo on mnie ma? Ja przynajmniej dotrzymuję swojej części umowy…

    - Nie wiem o co chodzi, pani Selino, nie umiem pomóc.

    - Ech, tobą też manipulują, nie możesz nic zrobić. Ale jeśli z nimi współpracujesz… Bogowie, lepiej dla ciebie, żeby tak nie było. Zabijałam wrogów i zdrajców, ze szpiegami też dam sobie radę - mówiła to spokojnie, wzrok wbiła w ziemię, nie zmieniła też postawy. Miała nadzieję, że Erik zrozumie, że oskarża go tylko dlatego, żeby miał co przekazać Hillowi. Wiedziała, że akurat ten Amerikanin jest dobrym człowiekiem i umyślnie by ich nie skrzywdził.

    Więcej nie rozmawiali. Wsiedli do chłodnego auta i czekali tam godzinę, może dłużej. Strażnik odpalił silnik i trochę rozgrzał wnętrze, mimo to Nikka wciąż się trzęsła. Bardziej z powodu targających nią emocji niż z zimna, ale Erik mógłby zaproponować jej swoją kurtkę. Nie pomyślał o tym, wyglądał na rozkojarzonego, a ona nie chciała prosić. Nie miała siły, by go zagadywać i uspokajać, ledwo kontrolowała swoje zachowanie. Drapała stare blizny we wnętrzu dłoni i zastanawiała się, czy mogła zrobić coś lepiej… Pierwszego dnia zwrócić maszynę na północ i wylądować u sąsiadów Ameriki? Była już blisko granicy, widziała to na mapach, które jej później pokazywano. A może walczyć, zestrzelić przynajmniej jeden z ich statków, pokazać siłę? Może potem traktowaliby ją poważnie? Teraz mogła zadręczać się do woli, nic nie mogło już pomóc. Jednego była pewna: zdrada Akurii nigdy nie wchodziła w grę.

    Drzwi auta otworzyły się gwałtownie wyrywając ją z zamyślenia.

    - Tu jesteście, co się stało? - to była Inga. Wepchnęła się na tylną kanapę zmuszając swojego narzeczonego do przesunięcia się na najmniej wygodne miejsce na środku.

    - Zdenerwowali mnie, Hill i jego szef - odparła Nikka zgodnie z prawdą. - A potem przestraszyli się, że zrobię coś głupiego i odesłali mnie tutaj.

    - Poznałaś szefa Hilla?

    - Tak, to ten łysy, który był u nas razem z prezidentem, jeszcze na hali. Wiesz, zanim mnie zabrali - prawie była w stanie mówić o tym bez emocji. - Taki sam śliski skurwysyn jak Hill, nie żałuj, że go nie poznałaś - świadomie użyła ulubionego powiedzonka Ingi, by wywołać uśmiech na jej twarzy. Udało się.

    Wzmiankowany śliski skurwysyn właśnie zajął miejsce strażnika za sterami auta. Inga zachichotała. Uwielbiała wyśmiewać Hilla, a moment, w którym dostał śnieżką prosto w głowę, zapamięta chyba do końca życia.

    - Wracamy do domu - oznajmił i ruszył nie czekając na odpowiedź. Selino zauważyła, że obserwuje ją w lusterku, które raczej służyło do sprawdzania drogi za sobą, ale przestawił je tak, by widzieć ją. Dobrze, niech patrzy.

    Było już późno, na amarskich zegarach dochodziłaby osiemnasta. Tutaj na tę godzinę mówiono północ, ale niezależnie jakby ją nazwać, Nikka i tak przeczuwała, że tej nocy nie zaśnie. Auto z Kalią i Kamillą na pokładzie pierwsze podjechało pod rezydencję, właśnie z niego wysiadały. Dołączyła do nich bez entuzjazmu, usłyszała, że Kalia szepce do Ingi, że “Nikka chyba będzie mieć gorszy dzień”. Nawet nie chciało jej się tego komentować.

    Szła podjazdem tępo patrząc w przestrzeń. Hill oczywiście zakłócił jej spokój. Złapał ją za rękę i zatrzymał w miejscu. Powiedział do reszty coś w inglisz i poczekał aż odejdą zostawiając ich samych.

    - Nie mam panu nic do powiedzenia - stwierdziła od razu, żeby nie było żadnych wątpliwości co do jej nastawienia.

    - To świetnie Selino, bo chcę, żebyś się zamknęła i posłuchała - nie był zły, raczej rozczarowany, co w jakiś sposób było jeszcze gorsze. Nadal trzymał ją mocno tuż powyżej nadgarstka, chociaż nie miała zamiaru uciekać. - Widzisz, mnie nie obchodzi w co ty tam zamierzasz sobie pogrywać, oboje wiemy, że nie masz żadnej pozycji do negocjacji i możesz żądać czego tylko chcesz, i tak nie dostaniesz więcej niż zechcemy ci dać.

    Cholera, to była prawda. Smutna i bolesna prawda. Patrzyła na tę sprawę z akuryjskiego punktu widzenia, gdzie honor, przysięgi i zobowiązania coś znaczyły. Z ich punktu widzenia to wszystko było nic nie warte.

    - Pamiętaj tylko, że każdy twój występ taki jak dziś, każde nowe żądanie i nieposłuszeństwo według moich przełożonych są moją winą. Jeśli to będzie się powtarzać, w końcu mnie odwołają i przyślą kogoś innego. Zastanów się, czy naprawdę tego chcesz. Z nowym… nadzorcą może być ci trudno je chronić, a to chyba twój główny cel, prawda?

  Patrzyła na Itana oświetlonego jedynie słabym blaskiem ulicznych latarni. Przez ostatni rok zmarszczki na jego twarzy nieco się pogłębiły, ale absolutnie nie mogła powiedzieć, że się postarzał. Wciąż był wysokim, silnym mężczyzną, górującym teraz nad nią w półmroku.

    Proszę, powiedz, że wszystko będzie dobrze, proszę… - pomyślała irracjonalnie. Nic takiego się nie stało, oboje milczeli, aż w końcu to ona pierwsza odwróciła wzrok. Uznał, że to sygnał do zakończenia rozmowy i pociągnął ją za sobą do wejścia. Miał całkowitą rację, dlaczego musiał ją mieć? Nowy człowiek na jego miejscu oznaczał nowe zasady i konieczność ponownego dogadywania się w każdej sprawie. Z Itanem mieli już wszystko wypracowane, a w niektórych kwestiach rozumieli się całkiem dobrze. Cholera, nie może do tego dopuścić… Czemu nie ma nikogo, kto powiedziałby jej, co ma teraz robić?

    W końcu weszli do środka, dół rezydencji był cichy. Dziewczyny musiały być na piętrze.

    - Napij się czegoś ciepłego, zmarzłaś. Nie chcę żebyś zachorowała - pchnął ją w stronę kuchni i wreszcie puścił. Kubek gorącej tii był dobrym pomysłem, powlokła się więc nastawić wodę.

    Dlaczego żałowała każdego ruchu, który wcześniej wydawał się być dobry? Była aż tak beznadziejna w dowodzeniu? Nie traktowano ich tu źle, to nie był żaden zatęchły loch, ale luksusowa rezydencja, w której cieszyły się względną wolnością. Ale jak mówił Hill, dostały to tylko dlatego, że Amerikanie tak postanowili. A teraz mogli im to odebrać, przez nią, przez jedną małą, głupią Selino.

    Słyszała, jak Hill rozmawia z Kamillą i Erikiem, krótko, zbył ich i prawdopodobnie kazał wyjść. Szkoda, że Kamilla tu nie przyszła, chociaż na chwilę. Ta kobieta zwykle potrafiła poprawić jej humor. Trudno, dziś musi dać radę bez jej pomocy. Wzięła gotową tii i odszukała Itana w salonie.

    - Przepraszam, panie Hill. Nie powinnam tego robić, nie powinnam wywoływać zamieszania. To się więcej nie powtórzy, obiecuję. Jeśli będę chciała z kimś porozmawiać, najpierw zapytam pana albo panią Kerbi o pozwolenie - wyrzuciła z siebie przeprosiny pokornym tonem. Niech ma, niech puści nagranie temu swojemu łysemu szefowi. Powinno mu się spodobać.

    - Dobrze Selino, trzymam cię za słowo. A teraz pij to i zmykaj spać, nie mam zamiaru siedzieć tu całej nocy - mówił to agresywnie, ale wzrok miał łagodny, jakby zdawał sobie sprawę, że to tylko gra, w której oboje muszą uczestniczyć. Kolejna gra, ile jeszcze będzie musiała udawać? Do końca życia? To była przerażająca ewentualność. Gorący napar prawie parzył jej gardło i przełyk, ale starała się skończyć go jak najszybciej. Pospiesznie umyła kubek i poszła do siebie.

    Uwolniła się z balowej sukni, niedbale rzuciła ją na podłogę; buty i bieliznę zaraz obok. Nie miała sił, by przejmować się bałaganem. Szybki prysznic nie pomógł, wciąż czuła się źle. Kiedy ubierała się do snu jej wzrok padł na stojący w kącie kosz z włóczką, drutami i zaczętym swetrem. Teraz dobrze byłoby poczuć na skórze dotyk ostrego metalu, ale nie ufała sobie na tyle, by to zrobić. Mogła dźgnąć się za mocno, aż do krwi, a to byłby koniec komandor Selino, Inga odebrałaby jej dowództwo. Jakkolwiek Nikka lubiła i szanowała starszą mat Warez, dziś wątpiła czy poradziłaby sobie w tej sytuacji lepiej od niej. Znalezienie dobrego wyjścia było jej obowiązkiem, i to ona powinna nieść ten ciężar. Ale nie sama, dziś sama nie da rady.

    Zapukała więc do pokoju Ingi.

    - Mogę dziś spać z tobą? - spytała, gdy koleżanka otworzyła drzwi.

    - Jasne, wejdź, co się stało?

    - Pan Hill i ja… mieliśmy rozmowę. Uświadomił mi, że to, co zrobiłam, było głupie. Czuję się z tym fatalnie i nie chcę być sama - streściła swoje odczucia nie wspominając, że znów zaczyna myśleć o tym, że lepiej byłoby zginąć dawno temu, w kopalni albo nawet w pierwszym bombardowaniu Port Albis.

    - Cokolwiek się stało, to jego wina - kategorycznie stwierdziła Inga. Nikka zazdrościła jej pewności. W trakcie wojny też taka była, ale teraz… W sumie Inga miała rację, cokolwiek się stało, to wina Hilla i Amerikanów, ale nie mogła już mówić o tym głośno. Niech myślą, że mają ją pod kontrolą, dla dobra dziewczyn.

    W końcu jakoś zasnęła wsłuchana w równy oddech Ingi.

środa, 7 lipca 2021

rozdział 73

    Zima.

    Ale zaproszenia na prezydencki bal to nie odmówiły - skomentował zgryźliwie w myślach tuż po przekazaniu dziewczynom najnowszych informacji. Musiał się wtedy nieźle napocić, żeby wszystko odkręcić, wyjazd na ranczo Busha w Teksasie był już praktycznie dopięty na ostatni guzik. Myślał, że Selino się spodoba, że ktoś wreszcie pozwoli jej wziąć broń do ręki, ale się mylił. Okazało się, że strzela tylko do ludzi, a do tego oczywiście nie mógł dopuścić.

    - Tak jak zwykle, panie Hill? Jesteśmy grzeczne, odpowiadamy na pytania i pozwalamy obcym ludziom nas dotykać i robić sobie z nami zdjęcia? - upewniła się Selino. Potwierdził, bo generalnie właśnie o coś takiego chodziło. Przyjrzał się dziewczynie. Nie ekscytowała się balem, wyglądała jakoś smutno. Schowała dłonie w rękawach ciemnobrązowego swetra, który był na nią trochę przyduży, ale zdawała się tym nie przejmować. Zresztą sama go zrobiła, widocznie taki jej pasował. Zawiesiła się na chwilę wpatrzona w przestrzeń.

    - Czy wszystko w porządku? - spytał nie licząc na odpowiedź.

    - Nie, panie Hill. Chyba powoli mam dość bycia waszym tresowanym zwierzątkiem. Ale nie mam innego wyjścia, prawda?

    Cholera, Warez tego słuchała. Żeby tylko nie wzięła słów swojej komandor za zachętę do buntu… Rozpoznał ten nastrój, Selino już tak kiedyś miała. Znów będzie się wściekać, że jest bezsilna i nie ma nad niczym kontroli. Przypomniały mu się nagrania z Hanscom, na których Selino tłumaczyła się pozostałym ze swoich lęków. Trzeba będzie na nią uważać, w takim stanie może zrobić coś głupiego.

    - Nie zawsze dostajemy od życia to, czego chcemy - stwierdził.

    - Pójdę się pomodlić - wymigała się od dalszej rozmowy. Wiedziała, że kiedy jest w świątyni, nikt nie będzie jej przeszkadzał. - Gdyby pani Kirby pytała, chcę mieć suknię odpowiednią do okazji, ufam jej wyborowi - przekazała jeszcze, odwróciła się i uciekła.

    Odpowiednia oznaczała w tym przypadku długą suknię ze srebrzystą górą i obszernym, zielonym dołem z połyskliwego, szeleszczącego materiału. Kalia i Inga wybrały styl akuryjski: koronki i falbanki. Ethan może nie był modowym ekspertem, ale dla niego Selino wyglądała najlepiej. Znów upięła włosy i pomalowała usta, ale ciągle miała smętną minę. Jeśli pójdzie tak dalej, będzie musiał zainterweniować. Niestety było już za późno, żeby odwołać jej udział w tej imprezie, zwłaszcza na tak marnej podstawie jak jego niejasne przeczucia. Na razie skupił się więc na rozsadzeniu całego towarzystwa w samochodach. Helena pojedzie z Kalią, Camillą i Erikiem, a on przypilnuje Warez i Selino. Nikce będzie wszystko jedno, a Inga powinna wytrzymać chwilę bez swojego narzeczonego.

    Te zaręczyny były pewnym wydarzeniem. Nie powie, że się tego nie spodziewał, Warez od zawsze miała konserwatywne poglądy na sprawy damsko-męskie. Każdy, kto miał oczy, widział, że coś między nimi jest, ale i tak myślał, że to potrwa dłużej. Chen zrobił się po nich odważniejszy, zaczął się stawiać i pyskować, jakby chciał dorównać butą swojej wybrance. Hilla to tylko bawiło. Przynajmniej dziennikarze mieli zajęcie, lubili pisać i mówić o ich związku.

    - Pani Selino, proszę się zachowywać. Wygląda pani gorzej niż zwykle…

    - Wiem, co mam robić, panie Hill - przerwała mu. I rzeczywiście, kiedy wysiadała z samochodu przed Białym Domem, sprawiała już lepsze wrażenie. Wyprostowana, lekko uśmiechnięta, ale i wycofana, przepuściła Kalię i Ingę przodem. Odpowiadała skinieniami głowy na zaczepki dziennikarzy, zgodnie z ustaleniami nie zatrzymywała się, by z nimi porozmawiać. Zresztą nie mogła tego zrobić bez tłumacza. A jej tłumaczem był on.

    Na razie wszystko szło dobrze. Przeżył nerwową chwilę, gdy Bush poprosił Selino do tańca, ale nic się nie wydarzyło. Część oficjalna minęła bez problemów, teraz przyjęcie wchodziło w tę fazę, gdzie towarzystwo dzieli się na mniejsze grupki i zaczyna załatwiać prawdziwe interesy. Poważni politycy zapomnieli już o Akuryjkach, ich obecność tutaj była zaledwie urozmaiceniem, małą atrakcją, niczym, co mogło jakoś wpłynąć na ich pracę. Selino chyba zdawała sobie z tego sprawę, w końcu wcześniej wspominała, że czuje się jak tresowany pies czy coś podobnego. Jego zadaniem było pilnować, żeby ten piesek nikogo nie ugryzł i nie narobił na dywan.

    Teraz piesek stał na uboczu z kieliszkiem szampana w dłoni i bez skrępowania przyglądał się zgromadzonym. Jej wzrok wydawał się podejrzanie skupiony, jakby zaczynała coś planować… Podążył za tym spojrzeniem, wpatrywała się w znajomą postać. Był to nie kto inny jak Philip Scott, zastępca dyrektora Firmy. Widział go już wcześniej, ale udawali, że się nie znają.

    - Ten łysy to twój szef, prawda? Chcę z nim porozmawiać, przedstaw mnie - podeszła bliżej i zażądała zanim zdążył przywołać ją do porządku. Zapomniała o formach grzecznościowych, skupiła się na celu. Dawno nie widział u niej tyle determinacji. Wiedział, że będą jakieś problemy, po prostu to wiedział.

    - Uspokój się - syknął. - Coś jest z tobą dziś nie tak, powinnaś zostać w domu. Zaraz znajdę jakiś sposób, żeby zabrać cię stąd wcześniej - zapowiedział.

    - Dobrze, jak nie chcesz to poproszę Camillę - czy jego słowa w ogóle do niej dotarły? Mógłby teraz ją po prostu dyskretnie wyciągnąć na zewnątrz, ale zabawnie będzie popatrzeć jak Scott sam ją spławia.

    - Chodź, przedstawię cię - pozornie skapitulował. - Tylko odstaw ten kieliszek - wolał, żeby nie miała w ręku niczego, co mogłoby się nadać na improwizowaną broń.

    Szybko dopiła trunek, postawiła puste szkło na najbliższym stoliku.

    - Dziękuję panie Hill, proszę, niech pan prowadzi.

    Teraz znów jestem panem, co? Nie mógł zapominać, że pomimo ładnej buźki Selino to mała, podstępna żmija, która nie cofnie się przed niczym, by zrealizować własne cele. Nie zapomniał, że chciała wysadzić reaktor. Niby twierdziła, że nie czuje do niego nienawiści, ale gdyby dostała odpowiedni rozkaz załatwiłaby go bez mrugnięcia okiem. On zresztą zrobiłby to samo. Szanował ją i w jakiś dziwny sposób nawet lubił, ale praca to praca.

    - Przepraszam, masz chwilę? Nikka Selino chciałaby cię poznać - zagadał przełożonego, który nie był zaskoczony tą zaczepką. Obserwował ich od dobrych paru minut.

    - Hill, tak? - udał, że nie pamięta imienia.

    - Zgadza się, Ethan Hill, Departament Stanu, aktualnie tłumacz Nikki - ciągnął dalej tę gierkę.

    - Dlaczego ta młoda dama chciała poznać akurat takiego staruszka jak ja? W tym pomieszczeniu jest wielu bardziej odpowiednich mężczyzn, zaproponuj jej któregoś z nich - to nie była niewinna uwaga, lecz zakamuflowane polecenie służbowe.

    - Powiedz panu, który się wtedy nie przedstawił, że dobrze go pamiętam z pierwszego spotkania z panem prezydentem. I że mam mu do powiedzenia parę rzeczy na temat naszej współpracy. Najlepiej będzie, jeśli pogadamy w trójkę, na osobności - wtrąciła się Selino. Scott spojrzał na nią tak, jakby dopiero teraz zauważył jej obecność.

    - Mówi, że cię pamięta i chce porozmawiać bez świadków. Zdaje sobie sprawę z tego, kim jesteś - przetłumaczył i dodał cicho swoją uwagę. Gwar rozmów sprawiał, że trudno było tu podsłuchiwać. Stali pod ścianą, więc miał na oku wszystkich, którzy ewentualnie chcieliby to robić.

    - I nie da się jej przekonać, że z kimś mnie pomyliła, co? Dobrze, wyjdźmy więc i posłuchajmy co ta młoda dama ma nam do powiedzenia.

    Scott uśmiechnął się do Selino i podał jej ramię. Przyjęła je instynktownie rozumiejąc o co chodzi. Razem ruszyli w stronę wyjścia do ogrodu. Latem część imprezy zapewne już dawno by się tam przeniosła, ale teraz było na to trochę za zimno. Wyszli tylko pod kolumnadę, a chłód i tak sprawił, że ich oddechy zamieniały się w parę.

    - To mów czego chce ta mała - bez zbędnych wstępów spytał Scott.

    - Mówiła, że ma coś do powiedzenia w sprawie naszej współpracy - wyjaśnił Hill. Kątem oka zauważył agenta Secret Service, obserwującego ich z dalszej odległości. Nie podchodził bliżej, może rozpoznawał Philipa, który bywał tu częstym gościem.

    - Nie wiedziałem, że współpracujemy. Ona tak to widzi, jako współpracę?

    Przypomniał sobie co udało mu się osiągnąć bez współpracy Selino. Prawie nic, ale nie mógł się teraz do tego przyznać.

    - Tak jej się wydaje - stwierdził tylko.

    - Jak idą prace nad otwarciem przejścia? Wasi uczeni zrobili jakieś postępy? Są szanse, że wrócimy do domu? - zniecierpliwiona Selino zalała go potokiem pytań. - Nasza technologia się do czegoś przydała? W ogóle potrafiliście odpalić reaktor?

    - Powoli, niech ta twoja panienka wstrzyma konie. Ona zawsze taka ciekawska? - Scott niewzruszenie świdrował ją wzrokiem. Wytrzymała spojrzenie czekając na odpowiedź.

    - Niestety tak.

    - Myślałem, że wie już, że współpracujemy tylko przed kamerami, poza tym ma nas słuchać. Uświadom ją proszę, ja nie mam czasu na głupoty.

    - To jej się nie spodoba - westchnął.

    - A to już twój problem, nie mój - zastępca dyrektora obdarzył go jadowitym uśmiechem. Najwyraźniej zbierał się już do odejścia.

    - Panowie, ja tu ciągle jestem. Mieliśmy porozmawiać, zapomnieliście? - Selino przypomniała o swojej obecności.

    - Powiedz jej, że nie musimy odpowiadać na żadne pytania. I nie odpowiemy - nakazał Scott wysłuchawszy tłumaczenia.

    - Pani Selino, nic z tego, nie dostanie pani żadnych informacji, przykro mi - stwierdził więc Hill po amarsku, stanowczo i może trochę zbyt głośno, żeby do tej upartej dziewuchy dotarło, że nie ma tu miejsca na żadne negocjacje. Tak, jak przewidywał, nie była zadowolona.

    Zaczęła oddychać szybciej, trochę się zarumieniła, chociaż naprawdę było chłodno i krew powinna spłynąć w głąb ciała by ogrzewać ważne narządy. Wykonała kilka nerwowych ruchów jak zwierzę zamknięte w ciasnej klatce.

    - Tak? Naprawdę? To ja się staram, o bogowie, tylko wy widzicie jak ja się staram, a wy… Dobrze, rozumiem, niczego się nie dowiem, wspaniale, doprawdy wspaniale. Żegnam więc panów i życzę udanego wieczoru, mój już jest doszczętnie spierdolony. Panowie się nie kłopoczą, sama trafię z powrotem na salę - oznajmiła to gniewnie, ale nie krzyczała. Jeszcze nie straciła panowania. Wykonała głęboki ukłon trzymając brzegi sukienki w dłoniach, odwróciła się i szybkim krokiem podążyła do wejścia. Hill nie próbował jej zatrzymywać, czuł, że nie powinien tego robić.

    - Kirby wspominała, że chyba przestajesz sobie radzić, i chyba miała rację - podsumował to Scott. - No co tak stoisz, leć za nią, i na litość boską, zabierz ją stąd, jeszcze coś jej odwali i kogoś zaatakuje. Rzeczywiście, to wariatka, i chyba powinniśmy ją trzymać w zamknięciu…

    Ostatnie zdanie Ethan ledwo usłyszał, już był w drodze do drzwi. Teraz i w nim obudził się gniew, ale nie na Selino, tylko na Kirby, Scotta i całą tą cholerną Firmę. Czy oni niczego nie rozumieli? Ciężko byłoby mu to wytłumaczyć, ale w tej sprawie stał po stronie tej zaciętej akuryjskiej komandor. Coś jej się należało, chociażby najbardziej ogólne wyjaśnienia. Sam znał odpowiedzi na większość jej pytań, interesował się tą kwestią od samego początku, ale nie mógł ich wyjawić bez zielonego światła z góry.

    Dobrze, teraz musiał wyprowadzić Selino. Była tam, stała koło Kalii i szeptała jej coś na ucho. Kilka osób wpatrywało się w nie z ciekawością, musiała zwrócić na siebie uwagę wpadając tu zdenerwowana prosto z dworu. Jak by tu zrobić to dyskretnie… Wzrok Hilla padł na Ericka Chena, wyjątkowo bez swojej narzeczonej przy boku, i na stojącego nieopodal agenta Secret Service. Miał już plan.

poniedziałek, 5 lipca 2021

rozdział 72

    Jesień. Nikka Selino wysłuchała wszystkiego, co miał do powiedzenia Itan. Zachowała spokój, nie przerwała mu ani razu. Zapewne oczekiwał potwierdzenia i pełnej współpracy, jak zwykle kiedy omawiali szczegóły kolejnego wyjścia. Tym razem musiała odpowiedzieć zupełnie inaczej.

    - Nie ma mowy, panie Hill. Żadna z nas tam nie pojedzie, to moja ostateczna decyzja. W tej kwestii nie ma mowy o jakichkolwiek negocjacjach - zakończyła twardo.

    - Nie wiem czy mądrze jest odrzucać zaproszenie od prezidenta - zauważył Hill.

    - Słyszałeś panią komandor, mówiła głośno i wyraźnie - warknęła Inga. Nikka nie zrobiła nic by ją uspokoić, sama też była mocno zdenerwowana.

    - Zdaję sobie sprawę, że w waszym rozumieniu to dla nas zaszczyt, ale podjęłam decyzję i jej nie zmienię. Mogę to osobiście wytłumaczyć panu prezidentowi, nawet teraz jeśli trzeba.

    - Pani Selino, to tylko polowanie - Hill próbował to zbagatelizować. - Czy u was to nie jest powszechna rozrywka? Kalia, czy twoja rodzina nie urządza polowań? Na Erf to było jedno z ulubionych zajęć arystokracji.

    Przestań, do cholery, nie pogarszaj sprawy! - Nikka chciała mu to wykrzyczeć prosto w twarz, ale najpierw musiała zająć się Kalią, która już miała łzy w oczach.

    - Hej, spokojnie, on nie wie co mówi. Nie musisz tego słuchać, idź do siebie, ja to załatwię.

    - Chcę zostać… Tylko dlaczego on myśli, że ja, że my… - Kalia przysiadła się do Nikki i przytuliła do jej boku. Selino objęła młodą ramieniem i pocieszająco poklepała po plecach.

    - Bo jest idiotą - odpowiedziała Inga bez wahania.

    - Bo wydaje mu się, że wszystko o nas wie, ale to nieprawda - Nikka ubrała to w ładniejsze słowa. - I tak, za chwilę wyjaśnię, raz a dobrze. I proszę, nie wracajmy więcej do tego tematu.

    Hill pokiwał głową, zamknął się i czekał. Chyba wreszcie do niego dotarło, że tym razem sytuacja jest poważna.

    - Owszem, kiedyś na Amarze urządzaliśmy polowania. Owszem, arystokracja brała w nich chętnie udział, to fakty Kalia, o nic cię nie oskarżam. Zresztą to było dawno, wszyscy to wiedzą. Wszyscy u nas - dodała dla jasności. Itan słuchał z zainteresowaniem, nie przerywał. - Ale to skończyło się tragicznie. Prawie wytępiliśmy niedźwiedzie, wilki i dzikie krowy, zanim zdaliśmy sobie sprawę, że możemy zniszczyć całe gatunki właściwie po co? Dla przyjemności? Okazało się też, że na całym Południowym Archipelagu, a potem też na Wielkiej Kordylierze nie było żadnych zwierząt poza rybami i ptakami, więc zniszczylibyśmy coś, czego nie dałoby się potem odzyskać. No i bogom to też przestało się podobać, szczególnie Pani Zoyannie. Pod koniec na polowaniach miały miejsce pewne… incydenty, myśliwi ginęli albo znikali. Nasi przodkowie prawie popełnili wielki błąd, a my nie chcemy tego powtarzać. Dlatego na Amarze się nie poluje i nawet nie mówi o zabijaniu dzikich zwierząt. Teraz mięso pochodzi z hodowli, a na połów trzeba mieć zezwolenie. Nie weźmiemy udziału w żadnym polowaniu, bo okryłybyśmy hańbą i nas, i nasze królestwo. To jest po prostu niewłaściwe i koniec.

    - Tabu - powiedział Hill cicho.

    - Co? - mało uprzejmie spytała Selino. Wciąż była poddenerwowana.

    - Rzecz, o której wszyscy wiedzą, ale nikt nie mówi o niej głośno, bo to, jak pani ujęła, jest niewłaściwe. W waszej kulturze polowanie to idealny przykład tabu - wyjaśnił. - A ja przepraszam. Zachowałem się jak idiota, zapomniałem, że nasze światy się różnią, czasem nawet bardzo. Może nie doszłoby do takiego nieporozumienia, gdyby panie ze mną częściej rozmawiały i opowiadały więcej o sobie i swoim domu - nie mógł się powstrzymać od drobnej złośliwości. Dobrze wiedział, że nie są zbyt chętne do dzielenia się szczegółowymi informacjami o Akurii i Amarze.

    - Przyjmuję przeprosiny, panie Hill - Nikka nie miała zamiaru czepiać się ostatniego zdania. - Ale pan rozumie, z polowania nic nie wyjdzie, ani teraz, ani nigdy.

    - Rozumiem, wytłumaczę to innym tak, żeby też zrozumieli - wstał i wyszedł z salonu. Nie obiecywał, po prostu powiedział, że to zrobi, i Nikka wiedziała, że tym razem jest szczery. Słyszała, jak w korytarzu rozmawia przez tę swoją radiostację.

    - Ha, sam przyznał, że jest idiotą. Kalia, nie warto płakać przez takiego cholernego głupka - Inga próbowała pocieszyć młodą, która ciągle wyglądała, jakby zaraz miała się rozkleić.

    - Nie warto, Kalia, nie warto… Myślę, że nie jest aż tak głupi i to zrozumiał, nie będzie nas więcej męczył - poparła ją Nikka. Sama jednak zamyśliła się głęboko. Nie powiedziała wszystkiego na temat polowań. Nie przyznała, że zdarzyło jej się zabijać i zjadać dzikie zwierzęta, wtedy, w górach. Wędrowali we czwórkę, byli słabi, potrzebowali pożywienia. Nie chcieli narażać siebie i okolicznych mieszkańców zjawiając się w ich wioskach i miasteczkach i prosząc o jedzenie. Musiała chronić króla, nawet jeśli oznaczało to posunięcie się do takiego barbarzyństwa. Co najgorsze, dobrze pamiętała smak mięsa dzikiej kozy pieczonej nad ogniskiem… Po miesiącach niewoli i okropnego żarcia z racji ta koźlina wydawała jej się prawdziwym rarytasem. Wtedy niczego nie żałowała, zresztą był tam król i wyraził zgodę na wszystko, ale teraz… Teraz było jej wstyd i prędzej opowie przyjaciółkom o tym, jak zabijała rannych żołnierzy Murkey leżących w improwizowanym szpitalu polowym, co wzbudziło niesmak u kilkorga jej własnych ludzi, niż przyzna się do upolowania i zjedzenia trzech dzikich kóz i jednego jelonka.

środa, 30 czerwca 2021

rozdział 71

    Wygrał te piwa. Wiedział, że tak będzie, nie było szans, żeby Selino otworzyła się przed Heleną, choć, musiał przyznać, jego partnerka próbowała. Selino rozmawiała z nią, ale zawsze tym swoim na pozór uprzejmym, totalnie wypranym z emocji tonem. I wyłącznie o sprawach bieżących, nie dawała się wciągnąć w żadne dyskusje o przeszłości. Raz był świadkiem małego spięcia, kiedy Helena za bardzo naciskała. Wcześniej w podobnej sytuacji Selino użyła kilku mocnych słów, ale teraz tylko się odwróciła i odeszła bez słowa. Mądra dziewczynka, wolała odpuścić niż pozwolić, by konflikt eskalował.

    - No cóż, chyba wynik był z góry przesądzony - stwierdziła Kirby przekazując mu materiałową torbę, z której dobiegał charakterystyczny dźwięk uderzających o siebie szklanych butelek. Zażyczył sobie dokładnie tego piwa, jakie pił wtedy na parkingu z Selino, nie sprzedawano go w tekturowych sześciopakach.

    Wzruszył ramionami, zerknął do torby. Żółte etykiety, nazwa też się zgadzała. Naliczył osiem butelek. Helena była hojna.

    - Powiesz chociaż, czy mogłam to jakoś wygrać? - spytała.

    - Może… Gdybyś rozegrała to inaczej, to kto wie, może by coś z tego było. Ale raczej nie, ona traktuje nas wszystkich jak wrogów. Zresztą, nie zakładam się, jeśli nie jestem pewny zwycięstwa - dodał, jakby to wszystko wyjaśniało.

    - Wspaniale. Dobra, jedź, naciesz się tym swoim zwycięstwem, ja tu zostanę. Bo chyba nie ma sensu pytać cię znów, co między wami zaszło?

    - Pytać możesz, tylko ja właściwie sam do końca nie wiem - wyznał. Przez tę historię z bogami miał wrażenie, że jego i Selino łączy jakaś ledwo uchwytna, szczególna więź, ale nie potrafił jej zdefiniować.

    Helena prychnęła.

    - Powinieneś poprosić o przeniesienie, zaczynasz się w to angażować osobiście - zdiagnozowała problem. - Może Warez niebezpodstawnie oskarża was o romans? Tylko, że to nie zwykły romans, ale coś poważniejszego?

    - Daj spokój…

  - Nic nie rozumiem, co? To chciałeś powiedzieć? Lepiej ty daj sobie spokój zanim zrobi się tu nieprzyjemnie - zakończyła i odeszła w stronę rezydencji.

    Hill uśmiechnął się smutno i ruszył w stronę samochodu. Kirby może i miała dobre chęci, ale nie będzie pouczać go, jak ma wykonywać swoją pracę. Przecież ma wszystko pod kontrolą, a jeśli nawet nie wszystko, to absolutną większość. Tyle wystarczy.

    Przystanął nagle tknięty nagłą myślą. Wygrał zakład dzięki Nikce, może powinien się z nią podzielić? Lubiła to piwo, może się przy nim odpręży i poczuje choć trochę lepiej. Zawrócił i znów wszedł na teren domu, w którym spędził ostatnie szesnaście godzin. Torbę zostawił na trawniku, planował tu wrócić z dziewczyną. Świadomość, że nie jest podsłuchiwana, też może na nią dobrze wpłynąć.

    Znalazł Selino w kuchni, razem z młodą myła blaty. To znaczy Kalia trzymała ścierkę i opowiadała o czymś z przejęciem, a Nikka odwalała całą brudną robotę. Nie wyglądało, żeby jakoś jej to szczególnie przeszkadzało.

    - Pani Selino, czy może pani pójść ze mną? Chciałbym coś pani pokazać - zapytał oficjalnie, tak, jak lubiła. Ale nie powstrzymał się przed dodaniem małej ironii. - Panienka Lin-Mollari jest już na tyle duża, że doskonale poradzi sobie sama ze sprzątaniem.

   Młoda spiorunowała go spojrzeniem błękitnych oczu. Całkiem niedawno usłyszał jak nazywa go parszywą świnią, ale nie mówiła mu takich rzeczy prosto w twarz, przynajmniej nie od czasów przesłuchania. Teraz również zachowała milczenie, może nie chciała wdawać się w dyskusje z kimś, kto był dla niej ledwo służącym, albo i gorzej.

    - Pan Hill właściwie ma rację, dasz sobie radę - nieoczekiwanie poparła go Nikka. - A jak ci się nie chce, to zostaw, Ryba albo Kafar dokończą - poprawnie zidentyfikowała agentów będących dziś na służbie, chociaż ich zmiana zaczęła się dopiero kilkanaście minut temu. Trzeba będzie zmienić grafik.

    - Rozumiem więc, że zgadza się pani mi towarzyszyć? - z jej miny wyczytał coś w stylu “A mam inne wyjście?”. - Zapomniałem dodać, to prywatna sprawa - wyjaśnił szybko.

    - Niech pan prowadzi - zgodziła się. Teraz wyglądała na bardziej zainteresowaną. Kalia rzuciła ścierkę na blat i wyszła z kuchni, nie miała zamiaru kontynuować porządków.

    Na zewnątrz wziął torbę i skręcił między drzewa. Selino bez słowa szła za nim.

    - Czyli nie zamontowaliście tu jeszcze podsłuchu, co? - stwierdziła, gdy przystanęli w znajomym miejscu. Nie odpowiedział, wyjął jedną butelkę i otworzył ją zapalniczką. Rzucił palenie już dobre dziesięć lat temu, ale ciągle uważał, że warto mieć przy sobie źródło ognia, no i przynajmniej jeden nóż. Podał piwo Selino, wzięła je, ale ciągle patrzyła na niego podejrzliwie. Zdjął kapsel z drugiej butelki i usiadł na trawie. Na razie nie poszła w jego ślady.

    - Twoje zdrowie, Selino. Wygrałem je dzięki tobie, więc uznałem, że dobrze będzie się podzielić.

    - Co masz na myśli? - pociągnęła długi łyk.

    - Przywiozłem was tu dokładnie rok temu, rozmawiałem wtedy z Heleną, no i tak jakoś wyszło, że się założyliśmy.

    - O mnie?

    - W pewien sposób tak.

  - Niech zgadnę, myślała, że zostanie moją przyjaciółką? - Selino uśmiechnęła się w specyficzny sposób. Był prawie pewien, że podłapała ten uśmiech od niego.

    - Coś w tym stylu.

    - To nie był uczciwy zakład - zauważyła. - Ale przynajmniej piwo jest dobre, dziękuję.

    Przytaknął. Spojrzał na błękitne niebo prześwitujące spomiędzy koron drzew i znów spróbował wyobrazić je sobie w szarym kolorze. I tym razem mózg nie podołał temu zadaniu.

    Odgonił natrętną muchę brzęczącą mu przy twarzy i usadowił się wygodniej. Dzień był ciepły, upalny wręcz, ale teraz bliżej wieczoru zrobiło się całkiem znośnie. Selino miała na sobie rozciągnięte dresy i biały t-shirt, włosy zebrała w luźny warkocz. Kilka pasemek już dawno się z niego wyśliznęło i wisiało pod różnymi kątami wokół jej twarzy. Z jakiś przyczyn wydało mu się to niezwykle atrakcyjne.

    - Siadaj, pogadajmy sobie, tak jak wtedy w aucie. Było miło, prawda?

    Nie spodziewał się, że rzuci mu teraz takie lodowate spojrzenie.

    - Miło? Naprawdę Hill, miło? Ty nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, co wtedy zrobiłeś nie tak?

    Była czymś autentycznie urażona. Wrócił myślami do tamtej rozmowy, ale nie znalazł przyczyny. Zachowywała się normalnie, nie zauważył niczego dziwnego.

    - Może więc wszystko mi wyjaśnisz?

    - Domyśl się. Podobno jesteś inteligentnym człowiekiem - schowała twarz za butelką i zaczęła się nerwowo przechadzać. I to tyle jeśli chodzi o przyjazną pogawędkę.

    Postanowił, że nie warto jej bardziej denerwować, chociaż był ciekaw, co jej zdaniem wtedy nie wyszło. Skończyła piwo i oddała mu pustą butelkę.

    - Jeszcze raz dziękuję, że pan o mnie pamiętał. Pozwoli pan, że wezmę po jednym dla Ingi i Kalii? - sięgnęła do torby i wyjęła dwie butelki nie czekając na odpowiedź. Odeszła szybko, jakby ktoś ją gonił.

    Ethan posiedział jeszcze chwilę pod drzewem, chociaż piwo przestało mu smakować. Selino i jej fochy… Zwykle trafnie przewidywał, że coś ją urazi, poznał ją już wystarczająco dobrze, ale teraz? Czy może bardziej wtedy… Wydarzyło się coś na tyle dużego, że pamiętała o tym do dziś, a on nie miał pojęcia, o co chodziło. A czasem wydawało mu się, że tak dobrze się rozumieją. To pewnie jakieś różnice kulturowe, ale jak to o nim świadczyło jako agencie? Nie najlepiej. Może Helena jednak miała trochę racji?

    Zebrał się w końcu i pojechał do mieszkania. Najpierw zadzwonił do Diega, a potem w ciszy opróżniał kolejne butelki raz po raz analizując tę sytuację. Niczego nie wymyślił.




***




    - Hill to idiota - oświadczyła Nikka wpadając jak burza do pokoju Ingi, w którym aktualnie przebywały obie jej koleżanki.

    - Gratulacje, wreszcie to do ciebie dotarło, nie rozumiem tylko dlaczego tak późno - zaśmiała się Inga.

    - Ech… opowiedziałabym wam, ale wiecie, słuchają. A ten kretyn niczego się nie domyśla.

    Komandor trochę udawała złą, tak naprawdę była raczej smutna. Ta cała sytuacja przypomniała jej martwego chorążego z Mewy, i to, co Hill by z nim zrobił, gdyby przeżył. A on uważał, że to był miły dzień…

    - Kiedyś opowiesz - stwierdziła Inga.

    - Pewnie - kiedyś będą miały sobie wiele do powiedzenia. - Ale przynajmniej wygrał dzięki mnie jakiś zakład z Heleną i podzielił się wygraną - podała dziewczynom po butelce. - Jest prawie takie jak w domu, wypiłam jedno.

    - To piwo? Nigdy nie piłam, rodzice mi nie pozwalali - stwierdziła Kalia w skupieniu przyglądając się etykiecie. Inga wyjęła spod łóżka mały nóż i z wprawą zdjęła kapsel. Komandor Selino zdumiona uniosła brwi, nawet ona nie zauważyła, że w kuchni brakuje jednego ostrza. Z wiadomych względów nie skomentowała tego głośno.

    - Daj, otworzę ci - wyjęła butelkę z rąk Kalii. Młoda z ciekawością spróbowała trunku, ale widać było, że jej nie smakuje.

    - Eee, gorzkie… Inga, mam nadzieję, że na twoim weselu znajdzie się jakieś słodkie wino specjalnie dla mnie - powiedziała odstawiając piwo na szafkę nocną.

    - Jasne, będę o tobie pamiętać - obiecała jej Warez.

    - Mogę się tym zaopiekować, co nie? - Nikka wskazała na ledwo zaczętą butelkę.

    - Pewnie. Ja idę do ogrodu, poszukam mojego rakuna.

    Od kilku tygodni Kalia miała obsesję na punkcie puszystego szarego zwierzątka wielkości grubego kota z przedziwnym, biało-czarnym ogonem, które czasem pojawiało się w okolicy domu. Im bardziej Hill i Helena mówili jej, że to dzikie zwierzę, od którego może zarazić się pasożytami albo jakimś innym choróbskiem, tym bardziej chciała je złapać i udomowić. Zostawiała mu resztki i rakun chętnie je zjadał, ale jeszcze nie dał się pogłaskać.

    Wybiegła pozostawiając w sypialni dwie starsze Akuryjki. Popijały piwo długo i w całkowitym milczeniu, ale obie miały wrażenie, że rozumieją się doskonale.

poniedziałek, 28 czerwca 2021

rozdział 70

    Lato. Miejsce, w którym można zobaczyć stare statki powietrzne i kosmiczne. Brzmiało nudno. Inga nie chciała tam jechać. W ogóle co to, do cholery, były statki kosmiczne? Hill mówił, że Amerikanie polecieli czymś takim na księżyc. Nie wierzyła w ani jedno jego słowo. Niech Nikka się tym zajmie, w końcu to ona udawała sterniczkę. Inga pojedzie, bo musi, została zaproszona, ale ma zamiar tylko patrzeć i uśmiechać się. Tym razem zostawi gadanie dziewczynom.

    Erik będzie im towarzyszył, to jedyna zaleta tego wyjazdu.

    Wielki, przestronny budynek z wieloma statkami w środku podwieszonymi do sufitu tak, że wyglądały, jakby rzeczywiście unosiły się w powietrzu mógł robić wrażenie, ale raczej na kimś, kogo takie rzeczy naprawdę interesowały. Z powodu ich wizyty ograniczono wejście dla odwiedzających, a pracownicy tego miejsca starali się wyczerpująco opowiadać, o zgromadzonych tu obiektach, jak nazwał statki Erik. Kalia rozmawiała z nimi i redaktorami przy pomocy Kamilli. Nikka, pilnowana przez Hilla, wykazywała wręcz przesadny entuzjazm i czasem złościła się na swojego opiekuna, wytykając mu mało precyzyjne tłumaczenia. Oszukiwała grając sterniczkę, czy też aż tak bardzo ją to fascynowało? Inga nie wiedziała. Od pewnego czasu nie była w stanie się zorientować kiedy jej komandor kłamie. Nie była też w stanie stwierdzić, czy to dobrze, czy źle.

    Ale było dobrze po prostu tu być z Erikiem. Nie mogła złapać go pod ramię ani przytulić się, ale był na tyle blisko, że cały czas czuła jego obecność. Oczywiście wyobrażała sobie, że w domu zabrałby ją w jakieś ciekawsze miejsce, może do tawerny Dwa Żagle na kieliszek czy dwa czerwonego wina? Przed wojną to było modne miejsce. Albo po prostu spacerowaliby po Ellis. Inga chętnie pokazałaby ukochanemu swoje miasto, Dom Rady, rynek, główną świątynię, kupieckie kamienice, pałac Kalii… Erik obiecał, że pojedzie z nią do Akurii, jeśli tylko będzie mógł. Była ciekawa, jak jej rodzina zareaguje na wybranka z obcego świata. Mogło im się to nie podobać, ale nie zmieni decyzji. Kochała tego człowieka pomimo tego, że był Amerikanem.

    Szli teraz balkonem położonym gdzieś w połowie wysokości budynku, żeby jeszcze lepiej widzieć obiekty. Inga z Erikiem świadomie zostali z tyłu, mieli kilka rzeczy do obgadania. Erik skinął głową w kierunku odchodzącego w lewo krótkiego korytarza. Skręcili tam i ukryli się nieco przed wzrokiem pozostałych, którzy oglądali właśnie podobny do Mewy biały statek z grubym niebieskim pasem wymalowanym wzdłuż całego boku maszyny.

    - Mam dwadzieścia pięć lat, niedługo powinniśmy wziąć ślub - powiedziała, kiedy tylko znaleźli się poza zasięgiem ich głosu. Erik spojrzał na nią, był zdumiony. Nie planowała o tym rozmawiać, ale skłoniły ją do tego wcześniejsze przemyślenia.

    - Tak myślisz?... - spytał z wahaniem.

    - Tak, chciałabym urodzić pierwsze dziecko jak najszybciej, młodsza już nie będę - czyż to nie było oczywiste? Dlaczego mężczyźni miewali problemy z pojęciem takich podstawowych rzeczy?... - Ale nie martw się, też potrzebuję jeszcze czasu. No i chciałbym wziąć ślub w domu, jeśli nie masz nic przeciwko. Dajmy sobie, powiedzmy dwa lata, dobrze? Jeśli w tym czasie nie wrócimy, Nikka odprawi nam ceremonię tutaj.

    - Pewnie, to dobry pomysł - jeszcze trochę się wahał, ale cały czas uśmiechał się delikatnie. Chciałaby go pocałować, teraz, przy wszystkich… Nie, musiała zachowywać się przyzwoicie. Ale odwzajemniła uśmiech i delikatnie ujęła dłoń swojego narzeczonego. Narzeczony, jak to pięknie brzmiało.

    - Jeszcze do tego wrócimy, trzeba będzie ustalić szczegóły małżeństwa - obiecała. - Chciałeś powiedzieć mi coś innego?

    - Słyszałem, że nie wszyscy chcieli, żebyście tutaj przychodziły. Są rządzący, którzy woleliby nie pokazywać wam naszej technologii. O ile się nie mylę, byli wśród nich szefowie Hilla. Ale to ludzie z otoczenia prezidenta mieli decydujący głos, i oto jesteście.

    Inga w zamyśleniu pokiwała głową. To miało wiele sensu. Wcześniej komandor robiła to samo, nie chciała dać im amarskiej technologii. No i jeśli próbowano to przed nimi ukryć, to powinna skupić się, słuchać i zapamiętać jak najwięcej z tej wycieczki.

    Pochwyciła spojrzenie Hilla, nie wyglądał na zadowolonego. Jeszcze stał koło Nikki, ale pewnie zaraz tu przyjdzie i spyta, co robią.

    - Gapi się na nas - powiedziała. Nie musiał dodawać nic więcej, Erik wiedział, o kogo chodzi.

    - Spokojnie, daj mi znać, jak zacznie tu iść. Coś wymyśliłem. A w prasie bez zmian, nadal wszyscy uwielbiają Kalię, wy jesteście tylko tłem - zdawał raport dalej.

    To jej absolutnie nie dziwiło, Kalia była arystokratką z krwi i kości, nieważne ile razy Nikka nazwała ją siostrą. Błyszczała w rozmowach i potrafiła sprawić, że tłum ją pokocha. Wychodziło jej to naturalnie jak oddychanie. Tam, gdzie Ingę paraliżowała nieśmiałość, a Nikka ledwo tłumiła gniew, jej szło najlepiej.

    Kątem oka zauważyła, że Hill jednak zdecydował się opuścić panią komandor i ruszył w jej stronę.

    - Idzie - szepnęła.

    - To będzie dla ciebie dziwne, ale zaufaj mi, zachowuj się naturalnie i po prostu odpowiedz na pytanie - wyrzucił z siebie Erik pochylając się nad nią. Nie odpowiedziała, ufała mu, to przecież było oczywiste.

    Nie puścił jej dłoni, uklęknął na jedno kolano i spojrzał prosto w szare oczy Ingi. Hill zatrzymał się w odległości kilku kroków, jakby chciał poczekać i sprawdzić do czego to wszystko prowadzi.

    Miała ochotę krzyknąć, żeby wstał i się nie wygłupiał, nie jest królową, żeby przed nią klękać, i nigdy nie będzie. Ale miała tylko odpowiedzieć na pytanie, którego jeszcze nie zadał.

    - Ingo Warez, czy zostaniesz moją żoną? - jego głos był pewny i mocny.

  Głuptasie, przecież dopiero co to ustaliliśmy - pomyślała uśmiechając się jeszcze bardziej promiennie.

    - Tak, oczywiście - powiedziała, i chyba dopiero teraz to do niej naprawdę dotarło. Nie rozpłacze się, to nie jest aż tak wzruszające, próbowała się przekonać. Przecież sama tego chciała i planowała ślub już od dłuższego czasu. Uświadomiła sobie, że chce być z Erikiem tamtego wieczoru, gdy Nikka spytała, czy traktuje go poważnie.

    - Powinienem teraz dać ci pierścionek, ale w Akurii małżonkowie wymieniają się nimi dopiero w dniu ślubu, tak?

    - Tak, dobrze to zapamiętałeś. Czy tak wyglądają tutejsze zaręczyny? - zapytała marząc, by Erik już podniósł się z kolan. Czuła się z tym niezręcznie, niedługo zarumieni się ze wstydu. Bardzo nie chciała okazać słabości przy Hillu.

    Wstał, wreszcie. I wciąż uśmiechał się do niej najbardziej uroczym uśmiechem świata. Nie, obu światów.

    - Mniej więcej tak, tylko zwykle wybiera się lepsze miejsce. No ale nie mogłem już czekać.

    - Gratuluję - wtrącił się Hill. O dziwo powiedział to bez ironii. Dlaczego ten cholerny sukinsyn musiał tu być i uczestniczyć w najpiękniejszej chwili w jej życiu? - Ale teraz proszę, wróćcie do reszty.

    Tylko tyle. Przynajmniej miał wyczucie. Co nie znaczyło, że nagle przestała go nienawidzić. Spojrzała na niego z pogardą, po czym z ukochanym przy boku podeszła do Nikki.

    - Postanowiliśmy wziąć ślub - oświadczyła po prostu. - Najchętniej w Ellis, ale jeśli nie wrócimy do domu w ciągu dwóch lat, poprowadzisz naszą ceremonię?

    - Pani Warez, panie Czen… To wspaniała informacja, cieszę się waszym szczęściem. Pewnie, że pomogę wam zawrzeć małżeństwo, to będzie dla mnie zaszczyt.

    Uśmiechała się, wyglądało to szczerze. Wtedy w ogrodzie mówiła, że nie ma nic przeciwko ich związkowi, ale później… Niby wszystko ustaliły, niby to była tylko gra, ich wspólne małe oszustwo, ale czasem Inga miała wrażenie, że Nikka nie do końca jej ufa, czy może ma do niej jakiś żal... Jak teraz, gdy dodała cichszym, smutniejszym głosem:

    - Ale proszę, upewnij się najpierw, że twój wybranek wie, na czym polega małżeństwo na Amarze, żeby potem nie było żadnych nieporozumień - powiedziała to i cofnęła się nieco pozostawiając ją i jej narzeczonego w centrum uwagi. Ciągle trzymali się za ręce. Erik właśnie skończył mówić do redaktorów, którzy teraz zasypywali go masą pytań. Nie rozumiała ich, znała tylko kilka podstawowych zwrotów w inglisz, ale uniosła dumnie głowę i uśmiechała się serdecznie. A potem Kalia rzuciła jej się na szyję i wykrzyczała prosto do ucha tyle gratulacji i miłych słów, że z trudem powstrzymała łzy wzruszenia.

sobota, 26 czerwca 2021

rozdział 69

    Wiosna. Przyroda jeszcze nie eksplodowała zielenią, ale ptaki już z dumą wyśpiewywały swoje godowe pieśni. Do równonocy, a co za tym idzie, do rozpoczęcia nowego roku, zostało tylko kilka dni. Tutejsi ludzie hucznie świętowali nadejście kolejnego roku, ale zimą, nie wiosną, jak na Amarze. Żeby to jeszcze był dzień zimowego przesilenia… Ale nie, oni wybrali termin o parę dni późniejszy, co według Nikki nie miało zupełnie sensu.

    Siedziała teraz w swojej sypialni przy otwartym oknie, słuchała ptaków i myślała o różnicach w kalendarzach obu światów. Było już późne popołudnie, niedawno zjadły obiad, a wieczór miał być wolny. Przez chwilę Nikka myślała, że będzie miło i spokojnie, ale natarczywe pukanie do drzwi uświadomiło jej, że były to płonne nadzieje.

    - Proszę wejść! - zawołała. Nie miała pojęcia kto to, nikt wcześniej nie pukał do jej pokoju w taki sposób. Może Helena? Ona ostatnio znów próbowała się z nią zaprzyjaźnić i często wypytywała o różne rzeczy.

    Ale to była Inga. Weszła do środka i zatrzasnęła za sobą drzwi. Stanęła na baczność, założyła ręce z tyłu i wciągnęła duży haust powietrza sygnalizując tym samym, iż szykuje się do dłuższej przemowy. To zdecydowanie nie był dobry znak.

    - Pani komandor Selino, melduję, iż byłam świadkiem sytuacji, która może nam zaszkodzić! - oznajmiła.

    - Spocznij, starsza mat, spocznij i opowiadaj - Nikka wskazała jej łóżko. Sama też usiadła i wpatrywała się w koleżankę z zainteresowaniem. Więc Inga wzięła tamten rozkaz na poważnie i ciągle o nim pamiętała…

    - Usłyszałam przed chwilą rozmowę Kalii i Heleny. Pani Helena obiecywała Kalii, że sprowadzi krawca i uszyje jej suknię, taką, jaką tylko zechce. Powiedziała też, że Kalia na nią zasługuje, bo jest arystokratką, i ją dostanie, a my nie. A młoda nie zareagowała… Boję się, że Helena chce ją nastawić przeciwko nam wykorzystując jej pochodzenie.

    - I miłość do ładnych ubrań - Nikka westchnęła ciężko. - Dziękuję, że mi o tym od razu powiedziałaś. Pójdę z nią porozmawiać.

    - Z Heleną?

    - Z Kalią.

    - Jestem pewna, że ona nie miała nic złego na myśli - Inga zaczęła bronić młodszej koleżanki.

    - Wiem, nie mam zamiaru na nią krzyczeć, ani nic - uspokoiła ją Nikka. - Po prostu chcę jej przypomnieć o kilku rzeczach. Helena dalej tam siedzi?

    - Chyba tak, przynajmniej była tam chwilę temu. Lepiej zaczekaj, aż sobie pójdzie.

    Selino wstała i otworzyła drzwi, by móc słyszeć to, co się dzieje na korytarzu i w pokoju panny Lin-Mollari. Wciąż dobiegały z niego kobiece głosy.

    - Jeśli nie będziesz chciała robić kariery w Wydziale Wewnętrznym, to zawsze chętnie przyjmę cię na moją adiutantkę - wypaliła nagle do Ingi. - Wiem, że nie we wszystkim się zgadzamy, ale myślę, że dobrze by się nam razem pracowało - dodała na użytek podsłuchu.

    - Nikka, proszę, nie wracajmy do tego. Ja zdania nie zmienię, wciąż uważam, że przesadzasz, ale nie chcę się już kłócić.

    - Jak tam chcesz… Ja bym to nazwała po prostu ostrożnością. Ale masz rację, nie kłóćmy się.

    - Mimo wszystko mogłabym zostać twoją adiutantką, ale pewnie będziesz pracować w stolicy, a ja chcę wrócić do Ellis - dodała Inga po chwili milczenia.

    To stwierdzenie zmusiło Nikkę do głębszej refleksji. Szczerze powiedziawszy nigdy nie wybiegała myślami w tak odległą przyszłość. Tak, chciała wrócić do domu i zdać raport, ostrzec króla przed Amerikanami, bo miała przeczucie, że będą chcieli wykorzystać Akuryjczyków tak samo, jak Hill wykorzystywał ją. Zabrać jak najwięcej i nie dać nic od siebie... A co będzie dalej? Nie miała pojęcia. To, o czym marzyła, czyli zwyczajne, spokojne życie, wydawało się jednak nieosiągalne.

    Inga miała rację, pewnie zostanie w Port Albis. Chciałaby zostać w wojsku, nawet jeśli ją zdegradują i będzie musiała zaczynać od nowa. Może nawet uda jej się wciąż zajmować zaopatrzeniem? To byłaby niezła praca. Marzyła o lataniu, ale zdawała sobie sprawę z tego, że to nierealne. Nikt nie pozwoli sterować Płaszczką komuś takiemu jak ona. Ale co jeśli zachowa stopień komandora? Przecież tak naprawdę na niego nie zasłużyła. Owszem, przeżyła wystarczająco długo, by go zdobyć, ktoś musiał dowodzić, padło na nią, ale to tyle. Przyjęła ten zaszczyt i wtedy nawet było jej z tym dobrze, ale teraz miała wątpliwości. Tylu lepszych ludzi zginęło w czasie wojny…

    Dobrze, przyszłość jeszcze nie nadeszła, i nie wiadomo co ze sobą przyniesie, nie ma się co zamartwiać na zapas. Teraz miała jeden konkretny problem do rozwiązania i musiała się na nim skupić. Helena wreszcie wyszła od Kalii i zeszła na dół nawet nie zaglądając do pokoju Nikki. Świetnie, to akurat jej pasowało.

    - Idę, jak chcesz to możesz słuchać na korytarzu, a jak nie, to i tak wszystko ci powtórzę - oznajmiła Indze.

    Kalia siedziała na łóżku, z jej na wpół otwartej szafy wypadały na podłogę sterty ubrań. Dziewczyna nawet nie próbowała ich powiesić czy poukładać, zupełnie jakby oczekiwała, że ktoś ją w tym wyręczy. Nikka nie była ani jej służącą, ani matką, więc nie będzie tego sprzątać, ani napominać młodej, by sama to zrobiła. Czasem zwracała Kalii uwagę, gdy bałaganiła w kuchni albo w innym wspólnym pomieszczeniu, ale to był jej pokój i skoro jej to nie przeszkadza, to nie będzie się wtrącać.

    - Hej Kalia, masz chwilę? - spytała jak gdyby nigdy nic stając w drzwiach.

    - O, Nikka, pewnie, wejdź. Stało się coś?

    - Chciałam tylko o coś spytać… Pamiętasz co się stało w sześćset osiemdziesiątym piątym roku, prawda? - Nikka starała się, żeby to pytanie zabrzmiało jak najbardziej neutralnie. Każdy w Akurii powinien kojarzyć tę datę z Układem Zimowym, na mocy którego podlegli dotychczas arystokracji zwykli mieszkańcy otrzymali wolność osobistą i stali się bezpośrednimi poddanymi króla.

    - Tak, ale czemu pytasz?... - Kalia jeszcze nie załapała, o co chodzi.

    - Myślę, że powinnaś wytłumaczyć pani Helenie na czym polegał Układ Zimowy, bo widzisz, wydaje mi się, że ona nie do końca to rozumie i chyba chciała cię przekupić korzystając z dawnych resentymentów. Wiem oczywiście, że jesteś na to za mądra i nie dasz złapać się na takie gadki, co nie? - dodała szybko Nikka widząc, że młoda wygląda tak, jakby za chwilę miała się rozpłakać.

    - Nie, pewnie, że nie, Nikka, co ty… My tak tylko rozmawiałyśmy - uciekła spojrzeniem gdzieś w bok.

    - Moja przyjaciółka Malena opowiadała mi jak to tam u was zwykle wygląda, więc pewnie już planujesz jakąś intrygę, żeby się jej odpłacić za te haniebne insynuacje - komandor uśmiechnęła się do wspomnień.

    - Malena… Kojarzę jedną o tym imieniu, i chyba nawet jest w twoim wieku. Nikka, czy ty znałaś Malenę Elihard-Skero?

    - Dokładnie tak. Chociaż ja mówiłam na nią Szalona Malena, to jakoś bardziej do niej pasowało.

    - No nie wierzę, znałaś tę Malenę - do Kalii wciąż nie docierało. - Babka mówiła często, że mój brat powinien się z nią ożenić, że to byłoby dla naszej rodziny świetne małżeństwo… Poznali się nawet na jakimś przyjęciu, ale raczej nie była nim zainteresowana.

    - Malena ma specyficzny gust, jeśli chodzi o mężczyzn. Jeśli twój brat nie ma co najmniej sześciu stóp wzrostu, to pewnie nawet nie zwróciła na niego uwagi. A na gadkę o małżeństwie reaguje niemalże wysypką.

    - I ona była twoją przyjaciółką?

    - Jest - automatycznie ją poprawiła. Nie chciała dopuścić do siebie myśli, że Malenę mogło spotkać coś złego. - Jest moją przyjaciółką.

    - A ja myślałam, że ty… - Kalia urwała, jakby zawstydzona, ale Nikka z łatwością domyśliła się, jak chciała skończyć to zdanie.

    - Że co, że nienawidzę arystokracji? Młoda, ta plotka jest sporo przesadzona, jak zresztą większość plotek o mnie.

    - Ale sama mówiłaś, że nami gardzisz.

    Kiedy tak powiedziała?... Rzeczywiście, zaraz po przylocie, jeszcze w Płaszczce. Ale to było dawno. Miała wiele czasu na myślenie, a arystokracja wydawała się teraz niemal nieistotnym problemem.

    - Od tamtego czasu wiele się zmieniło - oświadczyła i usiadła na łóżku. Kalia też nie miała w pokoju foteli. - Zresztą ja nigdy nie gardziłam wami jako ludźmi, po prostu nie lubię być traktowana gorzej. Nikt tego nie lubi.

    Kalia nie odpowiedziała, ale usiadła po drugiej stronie łóżka, więc chyba dalej chciała rozmawiać na ten temat. Jakoś musiało ją to gryźć, bo wypływał co jakiś czas, a mimo to nigdy nie przegadały go do końca.

    - Cóż, tak się złożyło, że do wybuchu wojny wszystkie nieprzyjemności, które mnie w życiu spotkały, pochodziły od arystokratów - mówiła więc dalej Nikka. - Ale to nie znaczy, że wszyscy są źli. Na przykład Malena jest świetna. I z królem Mertinem też się dogadywałam, nawet dość dobrze, chyba mogę tak powiedzieć… - natychmiast przypomniała jej się tamta noc i jego śmiech. Chciałaby o tym opowiedzieć, ale nie przy podsłuchu. - No i jesteś jeszcze ty.

    - I pewnie powiesz, że ja też jestem świetna, żebym się nie martwiła - głos Kalii był cichy.

    - Czy ja wiem… Bywasz cholernie irytująca, złościsz się na tutejszą modę, wybrzydzasz przy jedzeniu, no i mogłabyś tu w końcu posprzątać - udała surowy ton. - Ale to nie dlatego, że pochodzisz z takiej, a nie innej rodziny, tylko po prostu taka jesteś, młoda i trochę narwana. I Kalia, nigdy, ale to absolutnie nigdy nie dałaś mi do zrozumienia, że uważasz mnie za gorszą od siebie, więc jak miałabym cię nie lubić, co? Właściwie to czasem myślę o tobie jak o młodszej siostrze - zakończyła Nikka.

    - Naprawdę?

    - Tak, naprawdę. Bardzo lubię Ingę, ale raczej tak, jak się lubi sąsiadkę czy współpracownicę, ale ty… No jakoś tak jakby dołączyłam cię do rodziny i będę się tobą opiekować, czy tego chcesz, czy nie.

    - Nikka, ja... Jakbym miała prawdziwą siostrę, to chciałabym, żeby była taka, jak ty. Kiedyś sama chciałam być jak ty.

    Taka jak ja… Dziewczyno, nawet nie wyobrażasz sobie, że bycie Nikką Selino to takie parszywe zajęcie - pomyślała, ale zachowała to dla siebie.

    - Tylko ja mogę być sobą, ty się lepiej zajmij byciem najfajniejszą Kalią w mieście, co? To ci dobrze wychodzi. Naucz Helenę trochę naszej historii, niech nie myśli, że może nas rozgrywać przeciwko sobie. Ale jak chcesz, to wyciągnij od niej tę suknię, chętnie zobaczę cię w czymś odpowiednim - dodała z uśmiechem.

    Dziewczyna gorliwie przytaknęła, dając w ten sposób znak, że rozumie wszystko, co chciała przekazać jej komandor Selino. Naprawdę ją polubiła i naprawdę traktowała ją jak siostrę. Żałowała nawet, że na początku żartowała z jej pochodzenia, Kalia zapamiętała sobie to na długo. Ale teraz było już dobrze. Musiało być.

    - Dobra młoda, chodź się przytul i wracamy do roboty - Nikka wyciągnęła ramiona przez dzielące je łóżko. W oczach Kalii widziała już tylko spokój, może delikatną niepewność, ale to wrażenie już mijało. Uśmiechnęły się do siebie, a potem uścisnęły.

    Nikka już nie zdążyła tego zobaczyć, ale po jej wyjściu Kalia pospiesznie wrzuciła wszystkie swoje ubrania do szafy i zamknęła drzwiczki, żeby nie było ich widać.

środa, 23 czerwca 2021

rozdział 68

    Zima. Ethan miał ostatnio problemy z siostrą, toteż poszedł pomyśleć do miejsca, które kojarzyło mu się ze spokojem i prywatnością: do improwizowanej amarskiej świątyni na piętrze rezydencji dziewczyn. Była druga w nocy, na podsłuchu cisza, wszystkie już dawno spały. Pod portretami bogów jak zwykle paliła się lampa, a on jak zwykle stanął w drzwiach i wpatrywał się tępo w zielone oczy pana Reeda. To nie był dokładnie ten odcień, który widział na żywo, ale o tej godzinie mózg łączył wspomnienia i faktyczny widok w jedno i czasem wydawało mu się, że ten narysowany w stylu przypominającym japońskie komiksy bóg patrzy na niego jaskrawozielonym, palącym spojrzeniem.

    Spróbował znów skupić się na siostrze. Alice miała mu za złe, że nie przyjechał na Święto Dziękczynienia, nie miał też zamiaru pojawić się w jej domu na Gwiazdkę. Nie rozumiała, że obiecał Helenie wolne w zamian za to, że przez tyle miesięcy nie robiła mu problemów z powodu częstych wyjazdów…

    Oczywiście wszyscy jego najbliżsi współpracownicy i przełożeni w Firmie w końcu dowiedzieli się o Diegu. Dwa razy musiał lecieć do Teksasu i stawać przed sądem by oficjalnie dostać nad nim opiekę, i to pod swoim prawdziwym nazwiskiem, więc nie dało się tego utrzymać w tajemnicy. Oczywiście wszyscy poznali tę samą wersję co Alice. Prawdę znał tylko on, Diego i Nikka.

    Tłumaczył siostrze, że i tak nie będą obchodzić świąt, ale to jakoś nie chciało do niej dotrzeć. Ich prawdziwe święto przypadało na przesilenie zimowe, i ten dzień zamierzał spędzić z synem. Nikka co prawda zapraszała go na ceremonię ku czci pani Iny, ale tym razem grzecznie odmówił. Weźmie dzieciaka w jakieś ładne, ustronne miejsce, wybiorą się na długi spacer, porozmawiają o różnych rzeczach, nauczy go kilku nowych amarskich zwrotów. Spędzą ten dzień po swojemu, wypracują własne tradycje.

    Selino jednak nie spała. Usłyszał jak otwiera drzwi pokoju, wychodzi na korytarz i idzie w tę stronę. Minęła go bez słowa i uklękła przed ołtarzem. Pochyliła głowę i zapewne rozmawiała z bogami. A oni nawet może jej odpowiedzą… Wciąż wydawało mu się to trochę dziwne. Nie chciał przeszkadzać, chociaż był ciekaw co takiego sprawiło, że Selino nie śpi po nocach. Niestety istniało duże prawdopodobieństwo, że to on jest tą przyczyną.

    Dziewczyna spędziła w świątyni kilkanaście minut, a on, chcąc nie chcąc, przestał rozpamiętywać swoje problemy i zaczął myśleć o niej. Ostatnio czuła się jakby lepiej, częściej się śmiała, robiła te swetry, na wszystkich spotkaniach zachowywała się tak, jak oczekiwali, no i nie miała żadnego ataku paniki. Czasem jeszcze wymieniały z Warez kilka złośliwych uwag, ale już się nie awanturowały. Coś pomogło, może to, że miała jakieś zajęcie, Helena przestała traktować ją jak niewinną dziewuszkę, albo po prostu to, że często wyjeżdżał, a nawet jak był na miejscu, to starał się nie rzucać w oczy… Osobiście skłaniał się ku ostatniej opcji.

    W końcu wstała i wyszła, znów mijając go w ciszy, jakby nawet nie zauważyła jego obecności. Podążył za nią na korytarz.

    - Nie możesz spać, Selino? Coś się dzieje? - spytał szeptem. Zatrzymała się, odwróciła, i jednak uznała za stosowne mu odpowiedzieć.

    - Żebra mnie rwą, będzie zmiana pogody.

    Faktycznie, zapowiadano śnieżycę. Widocznie ciśnienie już zaczęło spadać.

    - Były kiedyś złamane - domyślił się. Selino pokiwała głową i odruchowo złapała się za prawy bok.

    - Jeden ze strażników w moim pierwszym więzieniu nie miał wyczucia w kopaniu - wyznała. Nie spodziewał się takiej szczerości.

    - Chcesz zejść na dół i napić się czegoś ciepłego? - spytał, mając nadzieję, że ma nastrój na dalszą rozmowę i może dowie się interesujących rzeczy.

    - Dziękuję, spróbuję zasnąć - jednak położyła dłoń na klamce swoich drzwi. - Chociaż to nie będzie łatwe, ostatnio często myślę o wojnie… Zresztą pewnie wiesz, jak jest - spojrzała na niego smutno. Teraz, w półmroku, jej oczy sprawiały wrażenie wielkich i niewinnych, jak u łani.

    Przytaknął, choć tak naprawdę nie wiedział. Był za młody na Wietnam, w trakcie Pustynnej Burzy robił już coś innego, a podczas całego zamieszania na Bałkanach przebywał w Kijowie. Nigdy nie było mu dane wziąć udziału w prawdziwej wojskowej operacji, swoje walki toczył w zupełnie inny sposób. Nie miał jednak zamiaru jej o tym mówić.

    - W takim razie życzę spokojnych snów, pani Selino - powiedział, nie chcąc jej denerwować, i zszedł na dół sam.

    W nocy rzeczywiście spadł śnieg, pierwszy porządny śnieg tej zimy. Pierwsze, co Hill zrobił po złapaniu kilku godzin snu w piwnicy, to wysłał młodego do odśnieżania podjazdu. Niedługo przyjdzie Helena i nie chciał zmuszać jej do brnięcia przez zaspy. Loczek, tak dziewczyny nazywały Samuela, który dziś był na służbie. Kalia nadała każdemu z pięciu młodych agentów pseudonim. Kiedyś przetłumaczył je chłopakom, a oni zgodnie je podłapali i też zaczęli się tak nazywać, tak więc teraz jego podwładnymi byli Loczek, Ryba, Duży, Słoma i Kafar… Niby wszyscy byli dorośli, ale czasem zachowywali się jak dzieci.

    Na zewnątrz Loczek machał łopatą, a w środku Hill wsłuchiwał się w podsłuch z kuchni, gdzie zaczęło się coś dziać. Rozpoznał głos Nikki, która podśpiewywała sobie pod nosem jakąś wolną piosenkę, ale robiła to tak niewyraźnie, że nie był w stanie rozpoznać słów. Wstała wcześnie, widocznie jednak nie spała dobrze. Słuchał, jak krząta się i brzęka naczyniami, potem wszystko ucichło i zauważył ją na podglądzie z kamery skierowanej na drzwi wejściowe. Wyszła na ganek, w czapce i grubym swetrze, w rękach miała parujący kubek z herbatą. Nie nauczyła się pić kawy, mówiła, że jest dla niej za gorzka, nawet z mlekiem. Hill nadal nie wiedział co jej nie pasuje w kawie, dopił swoje espresso patrząc w ekran.

    Selino podeszła do Loczka, po krótkiej wymianie zdań wspomaganej gestykulacją wręczyła mu kubek, zabrała łopatę i sama zaczęła nią machać. Osłupiały chłopak patrzył na nią dziwnie i machinalnie napił się herbaty. Jakość nagrania z kamery przemysłowej nie była powalająca, ale nawet mimo tego Hill widział, że jest zaskoczony tą sytuacją. Wszyscy młodzi agenci zdążyli już nauczyć się podstaw amarskiego, więc Loczek na pewno zrozumiał, o co jej chodzi, ale pewnie nadal nie wiedział, czemu to zrobiła. A prawda była taka, że Selino potrzebowała zajęcia. Jak widać odśnieżanie też nadawało się jako rozrywka dla zabicia czasu.

    Pomimo zapału Nikka nie zdążyła zakończyć pracy przed przybyciem Heleny. Porozmawiały chwilę, po czym obie weszły do domu. Na podsłuchu z korytarza usłyszał, jak Selino stwierdza, że musi zaparzyć sobie drugą herbatę. Helena zostawiła ją w kuchni, sama zeszła do niego, do piwnicy.

    - Twoja dziewczyna dziś wydaje się być całkiem szczęśliwa - stwierdziła po wymianie powitań i zwykłych uprzejmości.

    - Widocznie walka z zaspami jej służy. W nocy nie mogła spać, modliła się - poinformował partnerkę. Na zaczepkę nie zareagował, w końcu im wszystkim znudzą się żarty z ich rzekomego romansu.

    - Ale nie miała żadnego ataku histerii? - Kirby momentalnie spoważniała.

    - Nie, mówiła, że kości ją bolą na zmianę pogody, miała kiedyś połamane żebra. Wspominała też o wojnie, ale była spokojna, dziś akurat bym się nią nie martwił - wytłumaczył.

    Helena przytaknęła. Potem szybko omówili plan na ten dzień: nic szczególnego, żadnych wyjazdów, żadnych wizyt, tylko zwyczajna lekcja, by, jak to nazywali, zniwelować różnice kulturowe. Nic, co wykraczałoby poza zakres nauczania szkoły średniej.

    W końcu zebrał swoje rzeczy i zaczął szykować się do wyjścia. Będzie jeszcze musiał odśnieżyć samochód, a potem jechać ostrożnie, po pierwszej solidnej śnieżycy zawsze było sporo stłuczek. Dziewczyny wyszły na zewnątrz, Nikka i Inga stały na ganku, Kalia próbowała biegać po trawniku brodząc po kolana w śniegu. Powinien kazać jej iść do domu, bo się przemoczy i zachoruje, ale przypomniało mu się, że na południu Akurii śnieg był rzadkością. Niech się bawi.

    - Dzień dobry i do widzenia, panie Hill - usłyszał pozdrowienie od Nikki. Odpowiedział tylko skinieniem głowy. Inga, jak zwykle od czasu ich sprzeczki, kompletnie go zignorowała. Rozmawiali ze sobą tylko kiedy już naprawdę musieli.

    Minął je i ruszył przez podjazd trzymając się zrobionej przez Loczka i Selino ścieżki. Nagle coś trafiło go w tył głowy, mokry śnieg wpadł za kołnierz i momentalnie zaczął się rozpuszczać. To nie mogła być Kalia, wciąż widział ją kątem oka. Otrzepał się i odwrócił. Nikka stała z założonymi rękami i próbowała utrzymać kamienny wyraz twarzy. Inga chichotała otwarcie. Zmierzył jedną i drugą groźnym spojrzeniem, ale nic nie powiedziały. Mógłby się cofnąć i je wypytać. Nikka miała dobrego cela, nieraz widział, jak rzucała kamieniami w drzewa dla zabawy, na pewno dałaby radę trafić go z takiej odległości. Miała dobry humor, może uznała to za zabawne? Za to Inga nienawidziła go bardziej i chyba była bardziej skłonna do czegoś takiego. Mógłby złapać Selino za ramię, przyciągnąć do siebie i zażądać wyjaśnień, przestraszyłaby się i powiedziała. Mógłby przycisnąć Warez do ściany, poddusić ją odrobinę, żeby ten głupi śmiech zamarł jej w gardle… Mógłby wreszcie wrócić do domu i sprawdzić nagranie, a potem wymyślić jakąś karę dla winowajczyni.

    Mógłby. Ale zamiast tego uśmiechnął się, pokręcił głową i odszedł w swoją stronę.

rozdział 80

     Ostatnia godzina minęła nie wiadomo kiedy. Potem Nikka nie za bardzo pamiętała ten czas, czuła się podekscytowana i zdenerwowana jednoc...