środa, 28 października 2020

rozdział 4

    Pierwszą myślą Nikki było: poderwać maszynę i zmieść ich działkami plazmowymi. Ten lud miał niezłą technologię, ich statki powietrzne były szybkie i zwrotne. Ale broń na metalowe pociski? Na Amarze wyszła z użycia już jakieś osiemdziesiąt lat temu. Tylko hobbyści bawili się jeszcze pistoletami na naboje, w powszechnym użyciu były lasery, plazma i osłony energetyczne. Ci tutaj na pewno nie mieli osłon. Jedna salwa z działek i te ich głośne silniki eksplodowałyby jak małe słońca.

    Ale wtedy już na pewno nie znajdą u nich pomocy. System twierdził, że osłony mają dziewięćdziesiąt sześć procent mocy. Statek wroga - Nikka zaczęła go tak automatycznie nazywać - zrobił ciasny nawrót i posłał w ich stronę kolejną serię. Osłony przyjęły to dobrze, ich moc spadła tylko o jeden procent, który i tak za chwilę powrócił. Taki ostrzał nie zrobił na nich większego wrażenia. Natomiast to, co wystrzelił w Płaszczkę drugi wrogi statek, odniosło już jakiś skutek - szarpnęło, a system ostrzegł o nagłym wzroście temperatury w lewym silniku. Osłona trzymała, dziewięćdziesiąt jeden procent to było wciąż bardzo dużo.

    - Co to było, jakaś torpeda wystrzeliwana z powietrza? - zaniepokoiła się Inga. 

    - Coś w tym stylu, ale Płaszczka da radę, dopłyniemy do brzegu - oznajmiła Nikka. Według systemu zostało jeszcze dziewięć mil. - Nie sądzę, żeby strzelali do nas jak już opuścimy statek z rękami w górze.

    - Nie chciałabym umrzeć z rękami w górze - rzuciła Inga. Nikka wyczuła zaczepkę w jej głosie.

    - A ja wolałabym, żeby mnie rozstrzelali tymi ich zabytkowymi kulami, niż jak miałabym umrzeć tutaj z pragnienia. Zresztą wcześniej sama strzeliłabym sobie w łeb. Słuchaj Inga, ufałaś mi w więzieniu, ufałaś mi w trakcie ucieczki, zaufaj mi teraz, proszę. Nie wiem, gdzie jesteśmy, ale na pewno nie w domu. Chcę was utrzymać przy życiu, żebyśmy mogły tam wrócić i dalej walczyć. Proszę, pomóż mi w tym. Wiem, że jesteś silna i dumna i ciężko ci zaakceptować mój plan, ale pomyśl o tym jak o roli w teatrze. Zagraj ofiarę, zagraj kogoś, kogo nie będą się bać. Komu pomogą.

    - Dobrze - ciężko westchnęła. - Wyciągnęłaś mnie z więzienia, więc zrobię to dla ciebie. O ile dożyję, bo te skurwysyny nieźle mnie sponiewierały.

    Nikka uśmiechnęła się do niej.

    - Dasz radę. Kiedyś wyglądałam gorzej, a widzisz, chodzę i żyję. Tylko żebra już nigdy nie będą takie same… 

    - Złapali cię? - zainteresowała się Kalia.

    - A niby gdzie tak nagle zniknęłam osiem miesięcy temu? Złapali, ale na szczęście nie wiedzieli kim jestem. Inaczej… Wiecie, co by się stało, też mieliście szubienicę na rynku w Ellis.

    W kabinie Płaszczki zapadła cisza, nie licząc natarczywego głosu z radia i kolejnej eksplozji, tym razem na bakburcie. Nikka kontynuowała.

    - Byłam w kopalni, na robotach. Pewnie trafiłybyśmy w podobne miejsce, przynajmniej ja i ty - kiwnęła głową w stronę Kalii. - Murkey jakoś nie lubią ludzi z Armii, więc ty raczej nie opuściłabyś więzienia - te słowa skierowała do Ingi. - Zupełnie nie rozumiem dlaczego, przecież najlepsi Akurianie są w Armii.

    - Ja też chciałam do Armii, ale rodzice nie pozwolili mi wychodzić z domu! - krzyknęła Kalia. Inga i Nikka nie miały wyjścia, musiały zacząć się śmiać. Inga rozkaszlała się dość mocno, na szczęście nie pluła krwią. Złapała się jednak za bok, a w jej oczach zalśniły łzy. Płakała ze śmiechu czy z bólu? Nikka wolała nie pytać.

    - Dobra słuchajcie. Inga, usiądź wygodnie, odpocznij. I przygotuj się psychicznie, kiedy opuścimy statek, zaczyna się przedstawienie. Ja spróbuję jeszcze z nimi porozmawiać, chociaż to jak gadanie do konia… Chociaż nie, koń coś tam zrozumie.

    - A ja? Co mam robić? - Kalia też chciała poczuć się ważna.

    - Pomódl się. To nie powinno nam zaszkodzić - odpowiedziała jej Nikka. I mówiła to śmiertelnie poważnie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

rozdział 80

     Ostatnia godzina minęła nie wiadomo kiedy. Potem Nikka nie za bardzo pamiętała ten czas, czuła się podekscytowana i zdenerwowana jednoc...