niedziela, 6 grudnia 2020

rozdział 16

    Śniadania jednak nie było. Po kilku godzinach przyniesiono obiad, który podano na talerzach z lichego tworzywa. Sztućce też były wykonane z tego samego materiału. Bali się, że prawdziwym widelcem mogłyby zaatakować i pokonać siedmiu strażników z bronią palną? Nikka zjadła z wielkim apetytem. Dokończyła też porcję Kalii, którą trochę brzydziła ta potrawa: długie kluski z sosem z jakiegoś smacznego czerwonego warzywa i pulpetami.

    - To wygląda jak robaki - stwierdziła.

    - Nigdy nie wiadomo, kiedy następny raz nas nakarmią - podsumowała Nikka. Erik, który nigdzie nie odszedł i obserwował jak jedzą, spojrzał na nią zaskoczony.

    - Głodzili cię tu?

    - Na razie nie. Ale to nie pierwsze więzienie, w którym byłam, i wiem, że mogą zacząć.

    - Przecież to nie jest więzienie…

    - A niby co, luksusowy wypoczynek na Południowym Archipelagu? - zadrwiła. - Sam mówiłeś, że nie możemy wyjść za czerwoną linię, ci szarmanccy panowie w pięknych czarnych mundurach już tego dopilnują. 

    - Chyba, że to tylko taka zabawa, a karabiny noszą tylko do ozdoby - Inga ochoczo podjęła tę grę. 

    Mężczyzna zmieszał się nieco. Był młody, może w wieku Ingi, może kilka lat starszy. No i na pewno był cywilem, jak Kamilla Pik.

    - Może zatem powiesz nam, co to, twoim zdaniem, jest?  - Nikka zatoczyła dłonią krąg pokazując całą salę.

    - Powiedzieli mi, że to dla waszego bezpieczeństwa - odrzekł niepewnie.

  - Kolonel Margareti czy pan Hill? Ten szczupły, z zarostem, włosy nieco mu rzedną... - doprecyzowała, widząc, że to drugie nazwisko z nikim mu się nie kojarzy.

    - Tak, rozmawiałem z nim, kazał mi robić notatki i… - urwał, jakby uświadomił sobie, że powiedział za dużo.

    - To był ten, który wczoraj był z tobą z szpitalu? - spytała Inga. Nikka potwierdziła jej to skinieniem głowy i dodała:

    - Mam wrażenie, że on tu wszystkim rządzi. Panie Eriku, w porównaniu do niego jest pan jest naprawdę miłym człowiekiem.

    - Och, dziękuję pani Niko. I właściwie nie przedstawiłem się jeszcze, jestem Erik Czen. Nie chcemy, żebyście się źle czuły, nie chcemy was krzywdzić.

    Naiwny człowiek z tego Erika. Nikka podciągnęła rękaw i pokazała mu ślady po wkłuciach w zgięciu łokcia. Wokół jednego pojawił się ciemny siniak.

    - W takim razie proszę wyjaśnij mi, po co to było? Dlaczego pan Hill próbował zmusić mnie do mówienia wstrzykując leki, które miały mi rozwiązać język? Taką definicję nierobienia krzywdy macie w tym świecie?

    Na twarzy mężczyzny odmalowały się wyraźnie szok, niedowierzanie i wstyd. Otworzył usta, ale nic nie powiedział. Inga popatrzyła na nią uważnie.

    - Co powiedziałaś? - spytała cicho.

    - Na szczęście nic, bogowie mieli mnie w swojej opiece. Ale poczułam, że to zaczynało działać… I przez chwilę było źle.

    - Ja.. ja nie wiedziałem, że używa się czegoś takiego… I dlaczego mieliby to robić? - Erik zadał to pytanie głównie sobie. I chyba nie znalazł odpowiedzi. - W każdym razie przepraszam, coś takiego nigdy nie powinno było cię spotkać. I przepraszam, ale muszę teraz wyjść na chwilę… - urwał nagle i zaczął nerwowo składać swoje zapiski. Wciąż był zmieszany. 

    Dziewczyny odprowadziły go wzrokiem. Po jego odejściu zrobiło się dziwnie pusto, chociaż żołnierze wciąż trwali na swoich posterunkach.

    - Trochę mi go szkoda. Jest zdecydowanie za miękki do tej roboty - podsumowała w końcu Nikka. 

    - W szpitalu zawsze był dla nas miły - stwierdziła Kalia.

    - Do mnie przychodziła pani Kamilla, też bardzo miła kobieta. Ale widzicie, tu rządzi wojsko. 

    - I pan Hill - wtrąciła Inga.

    - I pan Hill, kimkolwiek on jest - Nikka absolutnie się z tym zgadzała. - I niestety wydaje mi się, że jeszcze ze mną nie skończył.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

rozdział 80

     Ostatnia godzina minęła nie wiadomo kiedy. Potem Nikka nie za bardzo pamiętała ten czas, czuła się podekscytowana i zdenerwowana jednoc...